HELP – JESTEŚMY RAZEM (Treść okładki) Nr 131 sierpień 2026, ISSN (wydanie on-line) 2083 – 4462 Dostępność nie powstaje sama. ŁK TEMAT NUMERU: Zbliża się Wielkie Spotkanie Niewidomych, Słabowidzących i ich Bliskich (Na okładce przedstawiamy manifestację niewidomych i słabowidzących, powiewają polskie flagi, w centrum transparent o treści „Patrz nie tylko oczami”.) Artykuły wyróżnione: Znowu się widzimy! REHA FOR THE BLIND IN POLAND 2026 IDOLE, którzy zmieniają świat Internet, który chce być razem Urzeczywistniłam niemożliwe – wydałam płytę „Resonance” (Stopka redakcyjna) Wydawca: Fundacja Szansa – Jesteśmy Razem (Fundacja Szansa dla Niewidomych) Wydawnictwo Trzecie Oko Tel/fax: +48 22 510 10 99 E-mail (biuro centralne Fundacji): szansa@szansadlaniewidomych.org www.szansadlaniewidomych.org https://www.facebook.com/WydawnictwoTrzecieOko/ https://www.facebook.com/help.jestesmyrazem/ Redakcja: Marek Kalbarczyk, Joanna Kalbarczyk, Elżbieta Gutowska-Skowron, Ewelina Mirocha, Anna Michnicka Opracowanie graficzne i skład: Anna Michnicka Kontakt z redakcją: help@szansadlaniewidomych.org Daj szansę niewidomym! Twoje 1,5% pozwoli pokazać im to, czego nie mogą zobaczyć Pekao SA VI O/ W-wa nr konta: 22124010821111000005141795 KRS: 0000260011 Czytelników zapraszamy do współtworzenia naszego miesięcznika. Propozycje tematów lub gotowe artykuły należy wysyłać na adres email: help@szansadlaniewidomych.org. Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania, zmian stylistycznych i opatrywania nowymi tytułami artykułów nadesłanych przez autorów. Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione. Projekt „HELP – jesteśmy razem – miesięcznik, informacje o świecie dotyku i dźwięku dla osób niewidomych, słabowidzących oraz ich otoczenia” jest dofinansowany ze środków PFRON i ze środków własnych Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem. Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego pochodzących z Funduszu Promocji Kultury. Zadanie współfinansowane z budżetu Miasta Katowice. Dofinansowano z budżetu Urzędu Miasta Opole. SPIS TREŚCI I. Od redakcji 4 Helpowe refleksje Czekamy na spotkanie – XXIV edycja REHA FOR THE BLIND IN POLAND już niedługo 4 II. Aktualności i wydarzenia 10 Podjazd – niby drobiazg dostępnościowy, ale na wagę złota 10 Nie parkuj na „kopertach”, jeśli nie masz uprawnień 10 Gliwicka sygnalizacja świetlna będzie dostępna dla osób z dysfunkcjami wzroku 11 Międzynarodowa konferencja Warsaw Vision 2026 „Miasto przyjazne dla niewidomych” AK 12 Szansa Chess Open – szósta edycja królewskiej gry w Pałacu Kultury i Nauki! Jan Kozak 13 Widzieć więcej niż tylko barierę. Szczecin stolicą nowoczesnej rehabilitacji Krzysztof Zygmunt 13 Znowu się widzimy! REHA FOR THE BLIND IN POLAND 2026 ŁK 16 III. Co wiecie o świecie? 20 Internet, który chce być razem. Czym są streamy? Roksana Herbasz 20 Śladami rodziny Scheiblerów. Niezwykła podróż przez historię Księżego Młyna oczami wyobraźni i dotyku Marzena Czerwińska-Murgan 23 Dlaczego wracamy zmęczeni z wakacji? Sztuka odpoczynku, której nikt nas nie uczy Roksana Herbasz 25 IV. Dostępność na serio 27 Robotyczny przewodnik dla niewidomych Radosław Nowicki 27 V. Na helpowe oko 30 Na huśtawce Tomasz Matczak 30 Wakacje mojego dzieciństwa Krystian Cholewa 32 Rzecz dotyczy duchowości Jarosław Wadych 35 VI. Niewątpliwie wyjątkowi 36 IDOLE, którzy zmieniają świat. Trwa ogólnopolski finał Konkursu IDOL 2026 ŁK 36 VII. Prawo i życie 40 Ulżyć niepełnosprawnym oraz ich opiekunom. Poznaj działalność Fundacji Centrum Świętego Ojca Pio Mateusz Basista 40 VIII. Strefa psyche 43 Przyznaj innym prawo do odczuwania własnych emocji Maria Engler 43 Kiedy strach chroni, a kiedy lęk zaczyna przeszkadzać? Różnica między strachem a lękiem Wiktoria Gaj 47 Stawianie granic – ochrona siebie czy wygoda? Karolina Anna Kasprzak 49 IX. Kultura dla wszystkich 51 Urzeczywistniłam niemożliwe – wydałam płytę „Resonance” Agnieszka Gawrych 51 Piękno natury w słowie zaklęte Anna Rózga 55 Wiersze Halina Ziarkowska-Borkowska 55 X. Wielkie Spotkanie Niewidomych, Słabowidzących i ich Bliskich 56 I. OD REDAKCJI HELPOWE REFLEKSJE CZEKAMY NA SPOTKANIE – XXIV EDYCJA REHA FOR THE BLIND IN POLAND JUŻ NIEDŁUGO Zapraszamy na wielowątkowe spotkanie naszej społeczności. Fundacja Szansa – Jesteśmy Razem, pozostając organizacją poszukującą i wykorzystującą szanse dla osób niewidomych i słabowidzących, zwiększała zasięg swojej działalności, a razem z tym rosło coroczne spotkanie REHA. Niemal 35 lat temu Fundacja to kilkuosobowa grupka wolontariuszy. Z czasem dołączali do niej kolejni zainteresowani pracą dla i naszą społecznością. Grono to rosło proporcjonalnie do zakresu działalności organizacji koncentrującej swoją uwagę na nowoczesnym podejściu do procesu niwelowania skutków niepełnosprawności wzroku. To fascynujące obserwować zmiany w tej dziedzinie. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu to, co dzisiaj jest możliwe, było nie do pomyślenia. Postęp zawdzięczamy rozwojowi technologii IT. Dzięki niej w coraz większym stopniu idea wyrównywania życiowych szans i prawne sankcjonowanie kreacji życiowych szans niezależnie od stanu sprawności stawały się realne. Nasi współpracownicy stopniowo wdrażali ideę świata otwartego dla niewidomych – świata budowanego dla wszystkich, a nie jedynie wybranych. Rosły życiowe możliwości naszych podopiecznych, rósł też nasz personel i z organizacji wolontariackiej przeistoczyliśmy się w pracodawcę 5, 10, 20, 40, wreszcie 60 osób. Jakby nadal było nas za mało, pomaga nam ponad 250 współpracowników i 300 wolontariuszy rocznie. Grono to pomogło tysiącom podopiecznych. Razem z innymi organizacjami i instytucjami doprowadziliśmy do rozwoju systemu wsparcia, na którego pomoc mogą liczyć setki tysięcy osób z różnymi niepełnosprawnościami w Polsce. Teraz mamy możliwość realizowania projektów multidyscyplinarnych, wielowątkowych, w których biorą udział podopieczni z całego kraju, również podopieczni i współpracownicy z zagranicy. Prowadząc tak obszerną działalność możemy powiedzieć, że dzięki nam nasza społeczność jest nowoczesna, aktywna, ambitna i zaradna. Nasz świat jest dla wszystkich i nie wyróżnia bardziej sprawnych, zdrowszych, silniejszych, bardziej zamożnych. Tutaj wszyscy mogą więcej. Potwierdzeniem tego jest Wielkie Spotkanie Niewidomych, Słabowidzących i ich Bliskich. Od lat nie jest o spotkanie jedynie niewidomych i ich przewodników, lektorów, nauczycieli i urzędników, lecz wszystkich, którzy interesują się światem innych zmysłów niż wzrok. Nowoczesne wykorzystywanie zmysłu słuchu i dotyku oraz coraz wspanialszej technologii powoduje, iż w wielu aspektach osoby z niepełnosprawnością mogą być bardziej sprawne niż tzw. pełnosprawni. Pragniemy to pokazać na spotkaniu REHA FOR THE BLIND IN POLAND. Dzięki tym spotkaniom w coraz większym stopniu niwelujemy skutki niepełnosprawności. Wykorzystujemy w tym celu możliwość widzenia inaczej niż jedynie wzrokiem. Zastępujemy go innymi zmysłami. Razem z intuicją, możliwością odgadywania, analizą otoczenia, wykorzystywaniem nabytego doświadczenia życiowego, nazywamy to „trzecim okiem”. Dzięki niemu widzimy coraz więcej. Dzięki rozwojowi technologii oraz zmianie podejścia do kwestii percepcji zróżnicowanych bodźców możemy uczyć także osoby widzące, że również one mogą widzieć jak niewidomi – pozawzrokowo. Podczas Konferencji REHA (zarówno finalnej w Warszawie, jak i regionalnych w stolicach 16 polskich województw) prezentujemy te możliwości. Coraz głośniej słyszymy słowa uznania. Koncepcja widzenia na różne sposoby zdobywa poklask. Jak się okazuje, jest nieodzowna dla osób niewidomych, ale także fascynująca dla osób pełnosprawnych. Korzystając ze wsparcia zaangażowanych instytucji i osób podczas spotkania finalnego w stolicy i Konferencji REHA, która jest jego najważniejszym elementem, organizujemy m.in.: Wiele atrakcji o zróżnicowanym charakterze, zarówno zamkniętym (wyłącznie dla podopiecznych Fundacji), jak i otwartym – dla wszystkich zainteresowanych (większość atrakcji jest bezpłatna) 5 dni wypełnionych zajęciami o charakterze integracyjnym ph.: „Świat dla wszystkich, a nie jedynie wybranych” 4 noclegi dla ok. 800 podopiecznych Fundacji z kraju i zagranicy (noclegi i posiłki bezpłatne) Dwudniową konferencję ph.: „Widzieć więcej”, a w jej ramach: Dzień 1: inauguracja konferencji, część oficjalna spotkania, uroczystości rocznicowe (35 lat Fundacji), uhonorowanie bohaterów Fundacji, rozstrzygnięcie Konkursu IDOL, fundacyjny, nasz Hyde Park Dzień 2: ok. 50 prelekcji i dyskusji panelowych w 7 blokach tematycznych Fascynujące koncerty Dwa wielkie turnieje: szachowy i w układaniu kostki Rubika Manifestację naszej społeczności ph.: „My widzimy Was, a Wy – czy widzicie nas?” Integracyjną grę terenową w Parku Agrykola Wystawę technologiczną i instytucjonalną „Accessibility EXPO 2026” Spektakl „Oswoić świat” Międzypokoleniowego Teatru Wspólnoty Wystawy tematyczne związane z dziedziną niwelowania skutków niepełnosprawności i inne. Wielkie Spotkanie Niewidomych, Słabowidzących i ich Bliskich Plan pięciu dni konferencyjnych wydarzeń I. 12-13 września (Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1, sala Marmurowa i sala Goethego) Turniej Szachowy „Szansa Chess Open Warsaw 2026” 12 września – 10:00-17:00 13 września: – 10:00-15:30 II. 13 września – rano (wybrane miejsca w centrum 16 stolic województw) Zbiórki wojewódzkich grup podopiecznych Fundacji i wspólny wyjazd do Warszawy na Konferencję REHA (W drodze atrakcje przygotowane przez tyflospecjalistów oraz przekazanie informacji organizacyjnych o pobycie w Warszawie) III. 13 września 17:00-20:00 (Park Agrykola) „Welcome everyone” – integracyjne spotkanie naszej społeczności z mieszkańcami Warszawy: konkursy, koncerty, catering IV. 14 września – 9:30-10:00 (Sejm RP, ul. Wiejska 4/6/8) Manifestacja ph.: „My widzimy Was, a Wy – czy widzicie nas?” V. 14 września – 11:00-13:00 (Park Agrykola) „OLIMPIADA SZANSY” – integracyjna gra terenowa z nagrodami z udziałem naszych podopiecznych i mieszkańców Warszawy VI. 14 września – 14:00-19:00 Zajęcia rehabilitacyjne, spotkania integracyjne ph.: „Jesteśmy razem" (Weryfikacja dostępności obiektów użyteczności publicznej w Warszawie i okolicy: uczelni, szkół, muzeów, bibliotek, teatrów, kin, innych instytucji kultury, obiektów sportowych, transportu publicznego i handlowych) VII. 15 września – 18:00-19:30 (Pałac Kultury i Nauki, aula nr 817 na ósmym piętrze) Spektakl „Oswoić świat” Międzypokoleniowego Teatru Wspólnoty (spektakl dostępny, mulitisensoryczny) – na podstawie „Małego Księcia” Antoine'a de Saint-Exupéry'ego i rozmowa z jego twórcami i aktorami. VIII. 15-16 września (Centrum Nauki Kopernik) XXIV edycja Międzynarodowej Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND – agenda Konferencji: 15 września (wtorek) – sala konferencyjna (przekaz do sali audytoryjnej CNK oraz transmisja internetowa; relacja w języku polskim i angielskim) 9:00-9:50 Rejestracja gości 9:50 Komunikaty organizacyjne 9:57 Hymn naszej społeczności „Widzieć więcej” 10:00 Oficjalne otwarcie – Hymn Rzeczpospolitej Polskiej 10:05 Wystąpienia gości specjalnych 10:30 Referat przewodni pt. „Widzieć więcej” 10:40 „Fundacja w Polsce i na świecie” – historia i idee (zdjęcia i film) 11:00 35-lecie Fundacji – nasi Bohaterowie i IDOLE Specjalni 11:30 Finał konkursu IDOL 2026: regiony, kraj, świat 12:00 Panel dyskusyjny „Hyde Park – porozmawiajmy bez cenzury” 12:30 Zaproszenie na koncerty „Mazovia stage” i wystawę „Accessibility EXPO 2026” 16 września (środa) – Centrum Nauki Kopernik 7 bloków merytorycznych: panele dyskusyjne, wykłady, prezentacje, warsztaty 9:00-14:15 Blok A: „Warsaw Vision – Miasto przyjazne dla niewidomych” (sala audytoryjna) technologia w każdym domu, szkole, zakładzie pracy i w ich otoczeniu. Patronat: Rafał Trzaskowski – Prezydent m.st. Warszawy 9:00 Rejestracja gości 10:00-10:15 Otwarcie konferencji 10:15-11:00 Panel I: Dostępność w Polsce – koordynatorzy dostępności, przedstawiciele administracji publicznej, eksperci 11:00-12:00 Panel II: Mobilność bez barier – dobre praktyki na świecie – panel międzynarodowy 12:00-12:20 Przerwa kawowa 12:20-13:10 Panel III: Innowacje społeczne i nauka – przedstawiciele organizacji społecznych i środowiska akademickiego 13:10-14:00 Panel IV: Spotkanie Wschód–Zachód „Jesteśmy razem” – panel międzynarodowy 14:00-15:00 Poczęstunek i networking 9:00-14:15 Blok B: „Zdrowie, możliwości, dostępność” (sala konferencyjna I) Patronat: Adam Struzik – Marszałek Województwa Mazowieckiego 9:00-9:20 Michał Bogocz – Neuropatia 9:20-9:40 Michał Bogocz – Jaskra 9:45-10:25 Michał Bogocz – dyskusja; możliwość zadawania pytań 10:30-10:50 Paweł Laskowski – Jak projektować atrakcje z uwzględnieniem potrzeb osób z niepełnosprawnościami 10:50-11:10 Anna Koperska – Długowieczność – nauka i praktyka. Podejście holistyczne 11:15-11:55 Prof. Alina Kuryłowicz (endokrynolog) – Otyłość 12:00-12:40 Prof. Anna Sarnowska (neurobiolog) 12:45-13:05 Prof. Edward Franek (diabetolog) 13:05-13:25 Prof. Agnieszka Pawlak (kardiolog) 13:30-14.15 Doktor Anna Barczak (neuropsycholog) – Neuropsychologia translacyjna w XXI wieku – od testów poznawczych do spersonalizowanej opieki nad pacjentem 9:00-11:10 Blok C: „Edukacja, nauka i kultura sposobem na osiąganie sukcesów” (sala konferencyjna II) Patronat: prof. dr hab. Alojzy Z. Nowak – Rektor Uniwersytetu Warszawskiego 9:00-9:40 Dr inż. Mateusz Macałka – Równe szanse w dostępie do edukacji akademickiej 9:45-10:25 Dorota Filipiuk – Jak efektywnie się uczyć? 10:30-11:10 Andrzej Byszewski – Asystencja New Tech w służbie łamania barier dla osób o szczególnych potrzebach 11:15-12:40 Blok D: „Sprawni i aktywni – o turystyce, sporcie oraz zdrowiu fizycznym i psychicznym” (sala konferencyjna II) 11:15-11:35 Adrian Sierociuk – Niemożliwe nie istnieje – czego nauczyła mnie wspólna wyprawa z Karolem Kowalskim 11:35-11:55 Przemysław Świercz – Życie jest w głowie… nie w nogach 12:00-12:20 Wojciech Stefaniak 12:20-12:40 Weronika Tomczyk – Sport osób z niepełnosprawnością i półkolonia adaptowana 12:45-14:15 Blok E: „Dźwięki i muzyka – antidotum na deficyt widzenia” (sala konferencyjna II) 12:45-13:25 Dr Tomasz Soczek – Kształcenie osób z niepełnosprawnością wzroku w zakresie gry na organach kościelnych 9:00-11:10 Blok F: „Nie widzisz, to dotknij!” (sala konferencyjna III) 9:00-9:40 Jakub Żabiński – Międzynarodowa platforma wymiany wiedzy z zakresu grafiki dotykowej 9:45-10:25 Ania Bocheńska-Wiatr – Kolacja w całkowitej ciemności: doświadczenie zmysłowe w świecie gastronomii 10:30-11:10 Tudor Scripor (Rumunia) – Od Dotyku do Koloru: Jak Działa Rewolucyjny Alfabet Scripora 11:15-11:35 Anna Wesołowska – Czy trzeba widzieć, żeby mieć styl? Czego osoby niewidome nauczyły mnie o modzie 11:35-14:15 Blok G: „My i nasze państwo” (sala konferencyjna III) 11:35-11:55 Marta Lorczyk – Aktywny udział osób z niepełnosprawnościami w tworzeniu prawa – jak zabierać głos na komisjach sejmowych i dlaczego warto to robić 12:00-12:20 Łukasz Krasoń 12:20-12:40 Anna Wróblewska – Widoczni w polityce – nasze prawa w praktyce 12:45-13:05 Maja Nowak – Od teorii do praktyki: jak systemowo wdrażać dostępność w 2026 roku? – o usuwaniu realnych barier w relacji obywatel – urząd 13:05-13:25 Bartosz Romowicz 13:30-14:15 Przemysław Żydok – Halo, galo, co z obiecanym Narodowym Programem Zatrudnienia Osób Niepełnosprawnych?! IX. 15 września – 13:00-15:30 (Centrum Nauki Kopernik) Część artystyczna Spotkania: Mazovia Stage: 13:00-13:40 „Muzyka na poważnie” – koncert muzyki klasycznej (sala audytoryjna) 14:00-14:30 „Muzyka nie zna granic” – koncert zespołu Alternatywne Spojrzenie (sala konferencyjna) 14:50-15:30 Ambitny pop – koncert Karoliny Charko (sala konferencyjna) X. 15 września – 12:00-19:00 (Centrum Nauki Kopernik) Wystawy towarzyszące Konferencji: Warsaw Vision Historia Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem (Szansa dla Niewidomych) Wydawnictwo Trzecie Oko Świat dotyku i dźwięku XI. 15-16 września (Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1, Sala Ratuszowa) Accessibility EXPO 2026 – wystawa technologiczna, prezentacja produktów i usług dla osób ze szczególnymi potrzebami, działalność instytucji i OPP. W programie: konsultacje rehabilitacyjne, psychologiczne, okulistyczne, wizaż, motywacja, nauka, spotkania z przedstawicielami firm, szkół, uczelni, organizacji OPP oraz gośćmi z zagranicy. 15 września – 12:00-19:00 16 września – 12:00-18:30 XII. 16 września – 15:00 Spacer edukacyjny – warsztaty z wykorzystaniem aplikacji NawiGo XIII. 16 września – 15:00-19:00 (Centrum Nauki Kopernik, sala konferencyjna) Atrakcje towarzyszące Konferencji: konkursy, turnieje, dodatkowe wystąpienia. XIV. 17 września – 10:00 (Kościół NMP ul. Klasyków 21/23) Msza Święta w intencji niewidomych, słabowidzących i ich bliskich w Polsce i na całym świecie. XV. 17 września – 11:00 (Dziki Zakątek, ul. Chlubna 1) Finał spotkania: „35 lat budowania świata dla wszystkich” – koncert, konkursy, poczęstunek. XVI. 17 września (po południu) Zwiedzanie obiektów kultury, m.in. muzealnych w drodze powrotnej do domu. XVII. 3-4 października (Pałac Kultury i Nauki, Plac Defilad 1, Sala Starzyńskiego) Turniej w układaniu kostki Rubika Szansa Cubing Open Warsaw 2026. Jak widać, nie wszystkie szczegóły dotyczące przedstawionego planu są już ustalone. Na tym etapie trudno się spodziewać, by na przykład prelegenci potwierdzili swoją obecność i tematy wystąpień. Powyższa lista wydarzeń nie jest zatem kompletna i ostateczna. Co roku nawet w przeddzień spotkania REHA akceptujemy kolejne, interesujące propozycje. Uważamy, że w ten sposób wykazujemy staranność i dbałość o gości. Nie musimy bardziej formalizować naszej organizacji – spotkań i konferencji, zamiast tego bierzemy pod uwagę aspekt proponowania uczestnikom jak najciekawszych atrakcji. Przedstawiony plan prezentuje, jak jednoczyć naszą społeczność i jak promować nowoczesne podejście do procesu usprawniania i integrowania osób z niepełnosprawnością wzroku z innymi. Podczas REHA wszyscy mogą być razem – od wielu lat nam się to udaje. Często się okazuje, najbardziej podczas takich spotkań, że osoby z niepełnosprawnością są bardziej sprawne od tzw. osób pełnosprawnych. Ci drudzy także borykają się z różnymi problemami. Mamy nadzieję, że REHA będzie interesująca dla wszystkich i zachęci do kontaktu z nami nie tylko przy okazji spektakularnych wydarzeń, lecz na co dzień. Wszystko dla naszych sympatyków, szczególnie w okresie celebrowania 35-lecia naszej Fundacji. II. AKTUALNOŚCI I WYDARZENIA PODJAZD – NIBY DROBIAZG DOSTĘPNOŚCIOWY, ALE NA WAGĘ ZŁOTA Dla jednych to kilka schodów, dla innych – przeszkoda nie do pokonania. Niepełnosprawni mieszkańcy wieżowca przy Śliwińskiego w Bydgoszczy są więźniami własnych mieszkań. Lokatorzy od lat proszą spółdzielnię o budowę podjazdu dla wózków inwalidzkich, ale bezskutecznie – czytamy na portalu bydgoszcz.tvp.pl. Jedna ze starszych niepełnosprawnych osób, poruszająca się za pomocą chodzika, nie wychodzi samodzielnie z domu od blisko trzech lat, ze względu na przeszkodę nie do pokonania – zwykłe schody. Tak mówi o swojej sytuacji: „Stale gadają w telewizji, że myślą o niepełnosprawnych. W żadnym wypadku: ja, jadąc dziś do szpitala, to musiał mnie syn z sąsiadem wózkiem znosić. Ja już się teraz martwiłam, bo dziś byłam w szpitalu, jak ja zejdę. Całą noc nie spałam. Ja jestem więźniem”. Nota bene większość mieszkańców tego spółdzielczego budynku to ludzie starsi. Co prawda podczas ostatniego remontu schodów wykonano podjazd, ale nie jest on przystosowany do potrzeb osób z niepełnosprawnościami – służy rowerzystom i osobom z wózkami dziecięcymi. Od lat walczy się tu o odpowiedni podjazd, bez efektu. Być może problem w tym przypadku leży nie tylko po stronie władz spółdzielni i nie wynika wyłącznie z braku środków. Prawda jest taka, że trzeba naciskać na osoby zarządzające konkretnym budynkiem i zdobyć przychylność współlokatorów. Budynek i przylegający do niego teren stanowią tzw. część wspólną. By zrealizować jakiekolwiek przedsięwzięcie trzeba zebrać 51% podpisów lokatorów, złożyć wniosek do spółdzielni o wybudowanie pochylni lekkiej konstrukcji, walne zgromadzenie podejmie odpowiednią uchwałę i rozpocznie inwestycję, uprzednio zdobywając na nią dofinansowanie z PFRON, w ramach środków przeznaczonych na likwidację barier architektonicznych. Problem zapewne dotyczy wielu budynków w Polsce. Warto w takich przypadkach nie odpuszczać i działać. Likwidacja barier dostępności jest realna. Wystarczy włożyć trochę wysiłku w starania, a starszym, niezaradnym osobom warto pomóc w formalnościach, które czasem je przerastają. NIE PARKUJ NA „KOPERTACH”, JEŚLI NIE MASZ UPRAWNIEŃ Chciałbyś być na ich miejscu? Pomyśl zanim zaparkujesz na niebieskiej kopercie. Jeleniogórscy strażnicy kontrolują miejsca dla osób niepełnosprawnych – informuje portal 24jgora.pl. Pierwszym etapem uzyskania dostępu do miejsc użyteczności publicznej przez osoby z niepełnosprawnościami jest dojechanie do tych miejsc. Ci, którzy poruszają się samochodami, muszą też mieć możliwość zaparkowania na tzw. kopertach. Przysługuje im to, jeśli posiadają odpowiednie uprawnienia i dokumentujące je zaświadczenia, które umieszcza się za szybą pojazdu. A jeśli miejsce dla osób uprawnionych jest zajęte przez pojazdy osób nieuprawnionych? Jeleniogórska straż miejska regularnie kontroluje miejsca parkingowe przeznaczone dla osób z niepełnosprawnościami. Akcja nosi nazwę „Czy chciałbyś być na moim miejscu” i ma na celu przeciwdziałanie nieuprawnionemu zajmowaniu „kopert”, a także uświadamianie kierowcom łamiącym prawo, czym jest dla osoby z niepełnosprawnością niemożność zaparkowania w wyznaczonym miejscu. Codzienne interwencje straży miejskiej uzasadniają w pełni konieczność kontrolowania miejsc parkingowych dla osób z niepełnosprawnościami. Wciąż zdarza się wiele przypadków nieuzasadnionego parkowania na tzw. kopertach. Kierowcy złapani na gorącym uczynku z reguły tłumaczą się niezbyt mądrze – spieszyłem się, zaparkowałem tylko na chwilę, tyle jest tych kopert, myślałem, że nic się nie stanie jak zaparkuję na jednej. Jeden z jeleniogórskich przypadków interwencji straży miejskiej zakończył się dla kierowcy nieuprawnionego pojazdu parkującego na kopercie mandatem karnym w kwocie 800 zł i naliczeniem 6 punktów karnych. Parkowanie na miejscach dla osób z niepełnosprawnościami jest dość powszechne, może nieco mniej powszechne niż jeszcze kilka lat temu, ale jednak zjawisko wciąż występuje w całej Polsce. Kilka razy zdarzyło mi się zwrócić uwagę kierowcy parkującemu na „kopercie” i rzadko spotykałam się ze zrozumieniem. Odpowiedzi bywały różne – a co to panią obchodzi, przecież nie jest pani niepełnosprawna, a widzi tu pani jakiegoś niepełnosprawnego kierowcę itp. To, że akurat w konkretnym momencie nie ma takiego kierowcy nie oznacza, że za chwilę się nie pojawi i będzie miał problem z dostaniem się do urzędu czy do sklepu. Najedzony głodnego nie zrozumie, wiem to, ale warto czasem postawić się w sytuacji osoby z niepełnosprawnością. Jeśli to nie przemawia, może kwoty mandatów przemówią do kieszeni, a punkty karne do wyobraźni. A swoją drogą akcja jeleniogórskich strażników przydałaby się w wielu naszych miastach. GLIWICKA SYGNALIZACJA ŚWIETLNA BĘDZIE DOSTĘPNA DLA OSÓB Z DYSFUNKCJAMI WZROKU W Gliwicach trwa rozbudowa Inteligentnego Systemu Transportowego. Jednym z najważniejszych elementów inwestycji jest dostosowanie sygnalizacji świetlnej do potrzeb osób niewidomych, słabowidzących i seniorów – donosi portal tvs.pl. Modernizacja systemu transportowego w Gliwicach, powstająca kosztem ponad 30,6 mln zł, z czego ponad 17,3 mln zł pochodzi z funduszy europejskich, zakończy się w marcu 2027. Jednym z elementów inwestycji jest wymiana urządzeń przy przejściach dla pieszych. To niezwykle istotny element ze względu na bezpieczeństwo poruszania się osób z niepełnosprawnościami. Nowe rozwiązania sygnalizacji świetlnej były już testowane przez osoby niewidome i słabowidzące. Sprawdzano działanie nowych przycisków dla pieszych i sygnałów dźwiękowych. Zgłoszenie zamiaru przejścia przez jezdnię można realizować na kilka sposobów. Można zbliżyć dłoń do urządzenia, nacisnąć przycisk umieszczony na spodniej części urządzenia, można także skorzystać z systemu automatycznie wykrywającego obecność osób za pomocą analizy wideo. Osoby niewidome i słabowidzące łatwo odnajdą przycisk, bowiem ma on wyczuwalną dotykiem strzałkę wskazującą kierunek przejścia, dostępna jest też funkcja wibracji i dźwiękowe potwierdzanie zgłoszenia zamiaru przejścia przez jezdnię. Podczas spotkania pracowników Zarządu Dróg Miejskich z osobami niewidomymi testującymi nowe rozwiązania wskazywano, że konieczne jest ujednolicenie wszystkich tego typu urządzeń na gliwickich ulicach. To zapewniłoby komfort osobom niewidomym, które nie musiałyby za każdym razem uczyć się obsługi odmiennych urządzeń. Według osób niewidomych sygnały akustyczne powinny być odmienne dla każdej funkcji – inny dźwięk po odnalezieniu przycisku, inny potwierdzający zgłoszenie chęci przejścia przez jezdnię, jeszcze inny informujący, że można bezpiecznie wejść na przejście dla pieszych. Modernizacja trwa. Montaż, konfiguracja, testowanie systemu wymusza przerwy, a więc na razie zdarzają się czasowe utrudnienia w funkcjonowaniu sygnalizacji świetlnej na gliwickich ulicach. MIĘDZYNARODOWA KONFERENCJA WARSAW VISION 2026 „MIASTO PRZYJAZNE DLA NIEWIDOMYCH” AK Fundacja Szansa – Jesteśmy Razem wraz z Miastem Stołecznym Warszawa serdecznie zapraszają do udziału w międzynarodowej konferencji Warsaw Vision 2026 „Miasto przyjazne dla niewidomych”, która odbędzie się 16 września 2026 r. w godz. 10:00–14:15 w Centrum Konferencyjnym Centrum Nauki Kopernik. Wiodącymi zagadnieniami konferencji będą: dostępność, mobilność i innowacje. Spotkamy się, aby połączyć wokół bardzo ważnego celu środowiska nauki, technologii i biznesu – tworzenia miast naprawdę dostępnych i przyjaznych dla wszystkich, również osób z dysfunkcją wzroku. Zapewniamy, że wydarzenie będzie okazją do inspirowania nowych wartościowych projektów oraz inicjatyw o charakterze międzynarodowym. Po raz kolejny Warszawa stanie się przestrzenią wymiany wiedzy i doświadczeń ekspertów z kraju i zagranicy, którzy wykażą, że innowacje realnie poprawiają jakość życia osób z niepełnosprawnością wzroku. Poruszymy zagadnienia związane z wykorzystywaniem sztucznej inteligencji, nowymi technologiami oraz wspieraniem samodzielności i bezpieczeństwa w przestrzeni publicznej osób ze szczególnymi potrzebami. Zaplanowaliśmy serię paneli dyskusyjnych z udziałem wiodących ekspertów. Będą one szansą dla przekazania uczestnikom solidnej dawki wiedzy. Zaprosiliśmy przedstawicieli różnych sektorów – naukowców, działaczy społecznych, praktyków, koordynatorów i specjalistów w dziedzinie dostępności, przedstawicieli miast z Polski i zagranicy. Wydarzeniu będzie towarzyszyć Spotkanie Wschód-Zachód, stanowiące kontynuację wieloletniej tradycji spotkań liderów społeczności osób niewidomych i słabowidzących z różnych krajów. Kilka lat temu Fundacja Szansa – Jesteśmy Razem (jeszcze jako Fundacja Szansa dla Niewidomych) stworzyła platformę dialogu na rzecz budowania bardziej dostępnego i otwartego świata. Wierzymy, że doświadczenie, wiedza i zaangażowanie wszystkich prelegentów i gości będą niezwykle cennym wkładem w program konferencji i pomogą w budowaniu świata dla wszystkich, a nie jedynie wybranych. Dlaczego warto wziąć udział w Warsaw Vision 2026? To: międzynarodowa wymiana wiedzy i dobrych praktyk, możliwość prezentacji projektów, badań i innowacyjnych rozwiązań, spotkanie przedstawicieli administracji, nauki, biznesu i organizacji społecznych, przestrzeń do nawiązywania partnerstw i inicjowania wspólnych projektów, udział w tworzeniu rekomendacji dotyczących dostępności i mobilności. Fundacja Szansa – Jesteśmy Razem od blisko 35 lat doradza jak pokonywać bariery. Jesteśmy organizatorem największych spotkań na świecie w omawianej dziedzinie oraz promotorami idei dostępności, równości praw i społecznej empatii. Osiągamy na tym polu znaczące sukcesy, o czym świadczą liczne nagrody i wyróżnienia. Powierzono nam organizację International Mobility Conference, która miała miejsce w maju 2023 r. Z kolei Konferencja REHA FOR THE BLIND IN POLAND oraz wystawa ACCESSIBILITY EXPO są flagowymi osiągnięciami z historią liczącą 27 lat. Konferencja będzie realizowana w języku polskim i angielskim. SZANSA CHESS OPEN – SZÓSTA EDYCJA KRÓLEWSKIEJ GRY W PAŁACU KULTURY I NAUKI! JAN KOZAK Już w dniach 12-13 września 2026 powraca jeden z największych warszawskich turniejów w szachach! Miłośnicy królewskiej gry będą mogli wziąć udział w wyjątkowym turnieju organizowanym przez Fundację Szansa – Jesteśmy Razem. Przez ostatnie lata Szansa Chess Open stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych otwartych turniejów weekendowych w stolicy. Przy szachownicach spotykają się zawodnicy w każdym wieku i na każdym poziomie – od początkujących amatorów po utytułowanych arcymistrzów. Turniej zostanie rozegrany w Sali Marmurowej Pałacu Kultury i Nauki. Dogodna lokalizacja w centrum Warszawy sprawia, że na zawody łatwo dotrzeć zarówno mieszkańcom stolicy, jak i uczestnikom przyjeżdżającym z innych regionów kraju. W programie znalazły się dwa turnieje. W sobotę rozegrany zostanie turniej szachów szybkich (rapid) rozgrywany na dystansie 9 rund tempem 10 minut plus 2 sekundy na ruch. Niedziela będzie należała do miłośników szachów błyskawicznych (blitz) – uczestnicy zmierzą się w 13 rundach granych tempem 3 minuty plus 2 sekundy na ruch. Na zawodników czeka pula nagród wynosząca 25 000 złotych. Oprócz nagród w klasyfikacji generalnej przewidziano również nagrody specjalne dla kobiet, juniorów, zawodników niewidomych i słabowidzących oraz graczy z wybranych grup rankingowych. Szczególnie cieszy fakt, że Szansa Chess Open pozostaje wydarzeniem otwartym i integracyjnym. Od początku jednym z jego najważniejszych celów było tworzenie przestrzeni, w której osoby niewidome i słabowidzące mogą rywalizować na równych zasadach z pozostałymi uczestnikami. Dla zawodników niewidomych i słabowidzących organizator przewidział zarówno osobną klasyfikację nagród, jak i zwolnienie z opłaty wpisowej. W turnieju może wystartować każdy – niezależnie od wieku, doświadczenia czy posiadanego rankingu. Organizatorzy zachęcają do wcześniejszego zgłaszania udziału za pośrednictwem maila: szansachessopen@gmail.com. W każdej edycji turnieju, od 2021, brało udział po około 200 zawodników, wliczając w to mistrzów Polski i członków kadry narodowej takich jak Bartosz i Monika Soćkowie, Kacper Piorun, Mateusz Bartel, Michalina Rudzińska czy Igor Janik. W turniejach wystąpiły osoby z wielu państw: Ukraina, Łotwa, Hiszpania, Szwecja, Peru, Korea Południowa, Tadżykistan, Indie czy Egipt. Jeśli lubią Państwo szachy lub chcieliby spróbować swoich sił w turniejowej rywalizacji, warto zarezerwować wrześniowy weekend i dołączyć do uczestników Szansa Chess Open 2026. Do zobaczenia przy szachownicy! WIDZIEĆ WIĘCEJ NIŻ TYLKO BARIERĘ. SZCZECIN STOLICĄ NOWOCZESNEJ REHABILITACJI KRZYSZTOF ZYGMUNT Za nami zachodniopomorska konferencja REHA FOR THE BLIND IN POLAND 2026. Na początku czerwca Szczecin zamienił się w centrum dyskusji o rehabilitacji, nowoczesnej technologii i – przede wszystkim – o niezależności osób niewidomych i słabowidzących. Tegoroczne hasło „Widzieć więcej!” okazało się nie tylko chwytliwym sloganem, ale realnym drogowskazem na przyszłość. Gdy myślimy o rehabilitacji, przed oczami często stają nam sale gimnastyczne i żmudne ćwiczenia fizyczne. Jednak szczecińskie spotkanie w Sali Delfin w Urzędzie Marszałkowskim pokazało, że we współczesnym świecie słowo „reha” ma szersze, głębsze znaczenie. To przede wszystkim walka o samodzielność, godność i dostęp do nowoczesnych technologii, które zacierają granice między światem osób widzących a dysfunkcją wzroku. Integracja z mieszkańcami regionu Pilnujemy, aby REHA miała jak największy rozgłos. W ramach integracji szczeciński oddział Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem wziął udział w Wielkim Pikniku Pasji na Jasnych Błoniach, gdzie pośród licznych stoisk przyciągał zwiedzających możliwością zapoznania się z działalnością Fundacji. Osoby przybyłe na wydarzenie miały okazję zagrać z nami w szachy, chińczyka i inne gry dostosowane dla osób niewidomych oraz spróbować odczytać z zasłoniętymi oczami tyflografikę. Podczas gier i rozpoznawania po kształcie zwierząt i budynków na kartce papieru toczyły się rozmowy na temat aktywności, pokonywania barier oraz otwartości i dostępności przestrzeni publicznej dla osób z wadą wzroku. Na naszym stanowisku swoje dzieła udostępnił zwiedzający szczeciński twórca rzeźb i obrazów dla niewidomych Krzysztof Majorek. Osoby przybyłe na Wielki Piknik dowiedziały się w ten sposób, że sztukę można odbierać również zmysłem dotyku, a nawet że odbiór sztuki nabiera w ten sposób głębi oraz że każdy z nas odbiera tego typu dzieła inaczej: inne elementy w pierwszej kolejności przyciągają naszą uwagę i mogą oznaczać dla nas różne rzeczy. Bardzo serdecznie dziękujemy panu Krzysztofowi Majorkowi za wsparcie, udostępnienie swoich dzieł i współprowadzenie z nami stoiska na Wielkim Pikniku Pasji. Mieliśmy również swoje 5 minut na scenie. Nasz tyflospecjalista Krzysztof Zygmunt przedstawił i opisał działalność Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem, wydarzenie REHA FOR THE BLIN IN POLAND zarówno regionalne, jak i centralne, oraz opowiedział jak osoby niewidome i słabowidzące chcą być postrzegane, traktowane w społeczeństwie i jak należy kierować, bądź oferować pomoc. Dzień integracji w Szczecinie upłynął pod znakiem gier, zabaw i rozmów na świeżym powietrzu. Już od samego początku ustawiła się kolejka, by zagrać z nami i naszymi beneficjentami w szachy. Dystrybuując czasopismo Help i przedstawiając literaturę wydawnictwa Trzecie Oko dochodziliśmy wspólnie ze zwiedzającymi do wniosku, że poruszane przez nas tematy często nie dotyczą jedynie osób z uszkodzonym wzrokiem, a wszystkich osób ze szczególnymi potrzebami i ostatecznie są to tematy dotykające całość społeczeństwa. Dzień Pierwszy: Teoria, prawo i sztuczna inteligencja Wydarzenie zorganizowane przez Fundację Szansa – Jesteśmy Razem (przy wsparciu funduszy PFRON i Urzędu Marszałkowskiego) zostało podzielone na dwa intensywne dni. Dzień konferencyjny przyciągnął nie tylko osoby z dysfunkcjami wzroku i ich bliskich, ale także ekspertów, przedstawicieli instytucji oraz samorządowców. Prelekcje zdominował temat terapii i aktywizacji. Uczestnicy mogli usłyszeć o tym jak zrozumieć i wesprzeć osoby dotknięte przykrą diagnozą, jak osoby niewidome i słabowidzące mogą odnaleźć swoją drogę na rynku pracy, zapoznać się z nową odsłoną orientacji przestrzennej, ofertą aktywnego udziału w tworzeniu dostępności sztuki oraz poznać pismo tworzone za pomocą całego ciała. Eksperci podkreślali jednak, że prawdziwa samodzielność powstaje w naszych głowach, najważniejsza jest wiara we własne umiejętności i otoczenie się dobrymi ludźmi, a nowoczesna technologia jest narzędziem służącym do pokonywania barier i zdobywania świata. – Dostępność to nie jest luksus, to fundamentalne prawo każdego obywatela – mówił jeden z prelegentów podczas panelu dyskusyjnego. – Szczecin robi krok w dobrą stronę, ale przed nami wciąż długa droga, by zlikwidować mentalne i architektoniczne bariery. Liderzy dostępności w Zachodniopomorskiem nagrodzeni! Za nami regionalny etap prestiżowego konkursu IDOL 2026, organizowanego przez Fundację Szansa – Jesteśmy Razem. Plebiscyt, którego celem jest wyróżnienie osób, mediów i instytucji szczególnie zaangażowanych w pomoc osobom z dysfunkcjami wzroku, wyłonił tegorocznych liderów w województwie zachodniopomorskim. Można powiedzieć że Konkurs IDOL jest głosem nas wszystkich, ponieważ daje osobom z niepełnosprawnościami, ich bliskim i całemu środowisku możliwość nominowania osób, mediów i instytucji, które każdego dnia poprzez swoją pracowitość, wrażliwość i zrozumienie wspierają ich zmieniając świat na bardziej otwarty i dostępny dla osób z różnymi potrzebami. Zaszczytny tytuł IDOLA ŚRODOWISKA trafił w ręce Borysa Kowalczyka za działalność pisarską propagującą pismo brajla w zapisywaniu nut. W kategorii MEDIA liderem okazał się Europejski Festiwal Filmowy „Integracja Ty i Ja”. Jest to wydarzenie, które łączy sztukę filmową z ważnymi tematami społecznymi, szczególnie związanymi z życiem i doświadczeniem osób z niepełnosprawnościami. W kategorii INSTYTUCJA OTWARTA DLA NIEWIDOMYCH pierwsze miejsce zdobył Ośrodek Koniczynka. Jest to miejsce, w którym wspiera się nie tylko same osoby z niepełnosprawnościami, ale także ich rodziny, budując wokół nich sieć bezpieczeństwa, zrozumienia i praktycznej pomocy. Czwarta z kategorii – ŚWIAT DLA WSZYSTKICH, A NIE JEDYNIE WYBRANYCH wyróżnił Ośrodek Wsparcia i Testów w Szczecinie, działający na rzecz wszystkich obywateli poprzez upowszechnianie rozwiązań, które zwiększają samodzielność osób z różnymi potrzebami.  Zdobywcy pierwszych miejsc w regionie jako reprezentanci Pomorza Zachodniego awansowali do etapu ogólnopolskiego, gdzie powalczą o statuetki podczas wielkiego finału w Warszawie. Dzień Drugi: Dotknąć, usłyszeć, zrozumieć O ile pierwszy dzień karmił umysły wiedzą i doświadczeniami prelegentów, o tyle drugi przyniósł czystą praktykę. Strefa wystawowa i stanowiska konsultacyjne tętniły życiem od samego rana. Mieszkańcy regionu mieli niepowtarzalną okazję przetestować najnowszy sprzęt rehabilitacyjny, w tym zawansowane powiększalniki, sprzęt brajlowski, sprzęt przekładający tekst pisany na mowę oraz urządzenia z funkcją mowy, takie jak termometr czy ciśnieniomierz. Oprócz technologii uczestnicy podziwiali rzeźby i obrazy odbierane za pomocą dotyku, rękodzieła osób z niepełnosprawnością oraz literaturę Wydawnictwa Trzecie Oko. Podchodząc do stoisk różnych organizacji, fundacji i instytucji uczestnicy poznawali zaufane źródła wiedzy i wskazówek w dbaniu o zdrowie i utrzymaniu aktywnego stylu życia, a także przy użyciu modeli edukacyjnych uczyli się rozpoznawać objawy i odnajdować w swoim ciele choroby oraz zaburzenia. Stoiska instytucji państwowych okazały się cennym źródłem wiedzy na temat dostępnego wsparcia i możliwości rozwoju. Co niezwykle ważne, REHA 2026 miała ogromny walor edukacyjny dla osób pełnosprawnych. Specjalne strefy symulacji pozwalały „zobaczyć” świat oczami osoby z jaskrą, zaćmą czy plamką żółtą. Tego typu doświadczenia otwierają oczy opinii publicznej lepiej niż setki urzędowych broszur. Nowy impuls dla regionu Tegoroczna REHA zbiegła się w czasie z intensywnymi działaniami miasta i województwa na rzecz aktywizacji osób z niepełnosprawnościami – m.in. zabezpieczeniem środków budżetowych na stanowiska pracy, asystentów osobistych oraz programy realizowane przez Organizacje Pożytku Publicznego. Spotkanie w Szczecinie udowodniło, że zachodniopomorskie środowisko osób niewidomych i ich bliskich jest silne, zorganizowane i gotowe głośno mówić o swoich potrzebach. Konferencja REHA zostawia nas z jasnym przekazem: rehabilitacja to nie tylko powrót do sprawności, to przede wszystkim budowanie świata, w którym każdy – bez względu na stopień dysfunkcji – może żyć na własnych warunkach. Regionalne odsłony REHA odbywają się też w innych województwach gromadząc ekspertów, przedstawicieli instytucji i władz oraz poruszając ważne dla osób z niepełnosprawnościami i ich bliskich tematy. Wydarzenia te co roku pozostawiają za sobą wypracowane postulaty i nawiązanie kontaktów, które kształtują regionalną politykę społeczną. ZNOWU SIĘ WIDZIMY! REHA FOR THE BLIND IN POLAND 2026 ŁK W dniach 13–17 września 2026 roku Warszawa ponownie stanie się miejscem największego na świecie Spotkania Osób Niewidomych i Słabowidzących, ich Bliskich, ekspertów, przedstawicieli organizacji społecznych, administracji publicznej, nauki i biznesu z Polski oraz zagranicy. Przed nami 24. edycja Międzynarodowej Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND. Tegoroczne wydarzenie będzie miało szczególny charakter – odbędzie się w ramach inauguracji jubileuszu 35-lecia działalności Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem. W programie znajdą się konferencje, debaty eksperckie, wydarzenia integracyjne i plenerowe, Olimpiada Szansy, międzynarodowa wystawa Accessibility EXPO 2026, finał Konkursu IDOL oraz trzecia edycja międzynarodowej konferencji Warsaw Vision. Wszystkie wydarzenia połączy idea „Widzieć i wiedzieć więcej”. REHA FOR THE BLIND IN POLAND od lat jest czymś więcej niż konferencją. To wyjątkowe spotkanie środowiska osób niewidomych i słabowidzących, podczas którego prezentowane są najnowsze rozwiązania wspierające samodzielność, prowadzone są rozmowy o dostępności i prawach osób z niepełnosprawnościami, a uczestnicy dzielą się wiedzą i doświadczeniami. Fundacja Szansa – Jesteśmy Razem obchodzi w tym roku 35-lecie swojej działalności. Tegoroczna REHA będzie więc okazją nie tylko do rozmowy o tym, gdzie jesteśmy dzisiaj, ale również do spojrzenia wstecz na zmiany, jakie dokonały się w sytuacji osób niewidomych i słabowidzących w Polsce, oraz zastanowienia się nad wyzwaniami, które nadal stoją przed nami. Od nowoczesnej rehabilitacji do wydarzenia o międzynarodowej skali Historia REHA FOR THE BLIND IN POLAND sięga 1999 roku. Wydarzenie zostało zainicjowane w dziesiątą rocznicę rozpoczęcia wdrażania w Polsce planu nowoczesnej rehabilitacji osób niewidomych i słabowidzących. Był to czas przełomowych zmian technologicznych. Osoby z dysfunkcją wzroku zaczęły otrzymywać dostęp do mówiących komputerów oraz innych urządzeń, które otwierały przed nimi nowe możliwości edukacji, pracy i samodzielnego funkcjonowania. Od tego czasu zmieniły się zarówno technologie, jak i samo rozumienie dostępności. Dziś mówimy już nie tylko o specjalistycznym sprzęcie rehabilitacyjnym. Dyskusja obejmuje dostępność cyfrową, projektowanie uniwersalne, sztuczną inteligencję, inteligentne miasta, dostępny transport, edukację, kulturę, rynek pracy i usługi publiczne. Z wydarzenia skupionego przede wszystkim na prezentacji osiągnięć polskiej rehabilitacji osób z dysfunkcją wzroku REHA rozwinęła się w rozbudowany cykl spotkań o międzynarodowym charakterze. Obok wydarzenia centralnego w Warszawie organizowane są również spotkania regionalne w całej Polsce. – Od początku celem REHA było nie tylko mówienie o problemach osób niewidomych i słabowidzących, ale przede wszystkim pokazywanie konkretnych rozwiązań i budowanie mostów – między środowiskami, instytucjami i ludźmi. REHA to przestrzeń dialogu, inspiracji i działania. Cieszę się, że osoby z różnych części Polski kolejny raz dołączają do inicjatywy, bo każde takie wydarzenie zbliża nas do świata, w którym dostępność nie jest przywilejem, lecz standardem – mówi Marek Kalbarczyk, pomysłodawca REHA i założyciel Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem. O międzynarodowej skali wydarzenia świadczy udział gości z Europy, Ameryki Północnej, Afryki i Azji. W poprzednich latach do Polski przyjeżdżali przedstawiciele środowiska osób niewidomych i słabowidzących między innymi z tak odległych krajów jak Afganistan, Singapur, Sri Lanka, Japonia, Kenia, Madagaskar, Mali czy Ghana. Fundacja współpracuje z międzynarodowymi organizacjami i partnerami, wśród których znajdują się m.in. World Blind Union, European Blind Union, International Mobility Conference i Bloomberg Philanthropies. Dzięki temu Warszawa na kilka wrześniowych dni staje się miejscem międzynarodowej debaty o przyszłości dostępności. Tysiące uczestników i jeszcze większe plany na 2026 rok Skalę REHA najlepiej pokazują liczby. W ubiegłorocznej edycji wydarzeń uczestniczyło ponad 6000 osób. Samo wydarzenie centralne odwiedziło 3500 uczestników. Swoje rozwiązania prezentowało 68 wystawców, do Polski przyjechały 24 delegacje zagraniczne, a w organizację przedsięwzięcia zaangażowanych było blisko 300 pracowników i wolontariuszy. W 2026 roku Fundacja spodziewa się jeszcze większej liczby gości międzynarodowych. Wielkie Spotkanie Niewidomych, Słabowidzących i ich Bliskich rozpocznie się 13 września, a zakończy 17 września. Zaczynamy od spotkania z Warszawą Pierwszym akcentem centralnej REHA 2026 będzie wydarzenie „Welcome everyone”, zaplanowane na 13 września w godzinach 17.00–20.00 w Parku Agrykola. Będzie to otwarte spotkanie uczestników REHA z mieszkańcami Warszawy. W programie znajdą się koncerty, konkursy z nagrodami oraz poczęstunek. Ten integracyjny początek dobrze oddaje ideę całego przedsięwzięcia. REHA nie jest wydarzeniem zamkniętym wyłącznie dla środowiska osób niewidomych i słabowidzących – ma łączyć różne grupy, sprzyjać wymianie doświadczeń i budowaniu relacji. „My widzimy Was, a Wy – czy widzicie nas?” 14 września o godzinie 9.30 przy ul. Wiejskiej 4/6/8 odbędzie się manifestacja środowiska osób z niepełnosprawnościami pod hasłem „My widzimy Was, a Wy – czy widzicie nas?”. To ważny element programu, przypominający, że pomimo zmian, jakie dokonały się w ostatnich dekadach, osoby z niepełnosprawnościami nadal spotykają się z barierami. Dotyczą one przestrzeni publicznej, transportu, dostępu do informacji i technologii, ale również edukacji, zatrudnienia, kultury czy możliwości samodzielnego podejmowania decyzji. Manifestacja będzie okazją, by środowisko mogło wspólnie mówić o swoich potrzebach i przypomnieć, że dostępność powinna być jednym ze standardów nowoczesnego państwa i społeczeństwa. Olimpiada Szansy – integracja poprzez aktywność Tego samego dnia REHA ponownie przeniesie się do Parku Agrykola. 14 września w godzinach 11.00–13.00 odbędzie się Olimpiada Szansy, czyli integracyjna gra terenowa. Aktywność fizyczna i sport od lat są ważnym elementem programu REHA. Nie chodzi jednak wyłącznie o rywalizację. Takie wydarzenia pokazują możliwości osób z niepełnosprawnościami, zachęcają do podejmowania nowych wyzwań i sprzyjają integracji. To także okazja do poznania nowych form rehabilitacji i aktywizacji, które wciąż nie są powszechnie kojarzone z osobami niewidomymi i słabowidzącymi. 15 września – oficjalna inauguracja REHA 2026 Jednym z najważniejszych momentów całego tygodnia będzie 15 września. W godzinach 10.00–12.30 w Centrum Nauki Kopernik odbędzie się oficjalna konferencja inauguracyjna 24. edycji REHA FOR THE BLIND IN POLAND pod hasłem „Widzieć i wiedzieć więcej”. Połączy trzy ważne wydarzenia: rozpoczęcie centralnej konferencji REHA, uroczystości związane z 35-leciem Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem oraz finał Konkursu IDOL 2026. Poznamy ogólnopolskich IDOLI 2026 Konkurs IDOL od lat jest jednym z ważnych elementów REHA. Jego celem jest wyróżnianie ludzi, instytucji i mediów, które swoją codzienną działalnością poprawiają jakość życia osób niewidomych i słabowidzących oraz przyczyniają się do budowania bardziej dostępnego świata. Spośród zgłoszonych kandydatów z całej Polski poprzez głosowania wybrano laureatów pierwszych miejsc w poszczególnych województwach. To właśnie oni awansowali do ogólnopolskiego finału. Finaliści reprezentują cztery kategorie: IDOL ŚRODOWISKA, IDOL MEDIA, IDOL INSTYTUCJA OTWARTA DLA NIEWIDOMYCH oraz IDOL ŚWIAT DLA WSZYSTKICH, A NIE JEDYNIE WYBRANYCH. 15 września poznamy zwycięzców ogólnopolskiego etapu. Uroczyste wręczenie nagród będzie okazją do pokazania konkretnych osób i organizacji, za którymi stoją często lata konsekwentnej pracy. Accessibility EXPO 2026 – technologie, które zwiększają samodzielność REHA od początku swojego istnienia była mocno związana z technologią. To właśnie rozwój urządzeń wspierających osoby niewidome był jednym z impulsów do powstania wydarzenia. Ten kierunek będzie kontynuowany podczas Accessibility EXPO 2026 – międzynarodowej wystawy poświęconej dostępności, technologiom asystującym i projektowaniu uniwersalnemu. Wystawa jest planowana na 15 i 16 września w godzinach 12.00–18.00. Na EXPO będzie można poznać rozwiązania wykorzystujące sztuczną inteligencję, systemy nawigacyjne, technologie asystujące, sprzęt rehabilitacyjny, dostępne oprogramowanie i aplikacje mobilne, produkty wspierające niezależne życie, rozwiązania edukacyjne oraz innowacyjne usługi. W jednym miejscu spotkają się firmy technologiczne, start-upy, instytucje publiczne, uczelnie i organizacje. Dla osób niewidomych i słabowidzących będzie to możliwość bezpośredniego poznania i przetestowania rozwiązań, które mogą zwiększać ich samodzielność. Dla specjalistów i przedstawicieli instytucji – okazja do poznania kierunków rozwoju technologii. Dla biznesu i twórców nowych rozwiązań – możliwość rozmowy z użytkownikami i nawiązania nowych kontaktów. Warsaw Vision 2026 – jak stworzyć miasto przyjazne osobom niewidomym? Ważnym elementem tegorocznej REHA będzie trzecia edycja międzynarodowej konferencji Warsaw Vision, zaplanowana na 16 września w Centrum Nauki Kopernik. Jej temat przewodni brzmi: „A City Friendly to the Blind” – „Miasto przyjazne osobom niewidomym”. Punktem wyjścia do dyskusji będzie pytanie, które dotyczy właściwie każdego współczesnego miasta: jak projektować przestrzeń, transport, usługi i technologie, aby osoba niewidoma lub słabowidząca mogła poruszać się po mieście bezpiecznie, sprawnie i możliwie samodzielnie? Do rozmowy zostali zaproszeni eksperci reprezentujący naukę, nowe technologie, administrację publiczną, organizacje pozarządowe, uczelnie i biznes. Wśród głównych tematów znajdą się dostępne miasta i projektowanie uniwersalne, wykorzystanie sztucznej inteligencji w dostępności, technologie asystujące, usługi publiczne bez barier, koncepcja smart cities, innowacje społeczne oraz współpraca międzynarodowa. Program będzie oparty na międzynarodowych panelach dyskusyjnych z udziałem ekspertów. Celem nie jest jednak wyłącznie rozmowa o przyszłości. Warsaw Vision ma służyć wymianie konkretnych doświadczeń i dobrych praktyk, które mogą być wdrażane w miastach. Rozwój sztucznej inteligencji, inteligentnych systemów transportowych, nawigacji czy cyfrowych usług publicznych otwiera przed osobami niewidomymi nowe możliwości. Jednocześnie każda nowa technologia niesie ryzyko powstawania kolejnych barier, jeśli dostępność nie zostanie uwzględniona już na etapie jej projektowania. Dlatego tak ważne jest, aby osoby z niepełnosprawnościami uczestniczyły w rozmowie o tym, jak mają wyglądać miasta przyszłości. Wschód spotyka Zachód. Międzynarodowa współpraca podczas REHA Ważnym elementem programu będzie czwarta edycja spotkania East–West Meeting – „We Are Together”, które łączy liderów organizacji reprezentujących osoby niewidome i słabowidzące z różnych części świata. Organizacje działające w różnych krajach funkcjonują w odmiennych warunkach społecznych, ekonomicznych i prawnych. Różne są również możliwości dostępu do rehabilitacji, edukacji czy nowoczesnych technologii. East–West Meeting umożliwia wymianę doświadczeń, prezentację udanych projektów, rozmowy o możliwościach współpracy, budowanie nowych partnerstw oraz planowanie wspólnych inicjatyw międzynarodowych. Pokazuje również, że dostępność jest wyzwaniem globalnym, a dobre rozwiązania mogą przekraczać granice państw i kontynentów. 35 lat Fundacji. Dobry moment, żeby spojrzeć w przyszłość To trzy i pół dekady zmian, podczas których diametralnie zmieniły się możliwości osób niewidomych i słabowidzących. Komputery mówiące, czytniki ekranu, smartfony, systemy nawigacyjne, aplikacje rozpoznające tekst i otoczenie, dostępne publikacje cyfrowe, audiodeskrypcja czy rozwiązania oparte na sztucznej inteligencji jeszcze kilkadziesiąt lat temu były niedostępne lub dopiero powstawały. Technologia otworzyła wiele drzwi. Nie oznacza to jednak, że wszystkie bariery zniknęły. Dlatego podczas REHA równie ważne jak prezentowanie nowych technologii będzie zadawanie pytań o ich rzeczywistą dostępność, o jakość usług publicznych, o samodzielność osób z niepełnosprawnościami, o edukację i zatrudnienie, o środowisko miejskie i transport. Jubileusz jest więc okazją do podsumowania, ale nie powinien być wyłącznie spojrzeniem w przeszłość. To przede wszystkim dobry moment, żeby zapytać: co dalej? Pięć dni spotkań, rozmów i wspólnego działania REHA FOR THE BLIND IN POLAND 2026 połączy wydarzenia integracyjne, społeczne, naukowe i technologiczne. Każdy z elementów programu ma inny charakter, ale wszystkie łączy wspólny cel – tworzenie świata, w którym osoby niewidome i słabowidzące mogą uczyć się, pracować, podróżować, korzystać z kultury i technologii oraz uczestniczyć w życiu społecznym na równych zasadach. Właśnie dlatego nasza Fundacja od lat określa REHA mianem Wielkiego Spotkania Niewidomych, Słabowidzących i ich Bliskich. W dniach 13–17 września 2026 roku ponownie spotkamy się w Warszawie, by rozmawiać o dostępności, poznawać nowe rozwiązania, wymieniać doświadczenia i – przede wszystkim – działać razem. Do zobaczenia na REHA FOR THE BLIND IN POLAND 2026! Najważniejsze informacje Termin Wielkiego Spotkania: 13–17 września 2026 r. Miejsce inauguracji: Centrum Nauki Kopernik w Warszawie Organizator: Fundacja Szansa – Jesteśmy Razem W programie m.in. inauguracja 24. edycji REHA FOR THE BLIND IN POLAND, obchody 35-lecia Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem, finał Konkursu IDOL 2026, Warsaw Vision 2026, Accessibility EXPO 2026, East–West Meeting „We Are Together”, Olimpiada Szansy oraz wydarzenia integracyjne. Chcesz wziąć udział w REHA 2026? Skontaktuj się z najbliższym regionalnym punktem Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem i zapytaj o szczegóły uczestnictwa oraz organizację wyjazdu. Projekt realizowany przez Fundację Szansa – Jesteśmy Razem przy dofinansowaniu ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (PFRON). III. CO WIECIE O ŚWIECIE? INTERNET, KTÓRY CHCE BYĆ RAZEM. CZYM SĄ STREAMY? ROKSANA HERBASZ Jeszcze kilkanaście lat temu Internet był miejscem, do którego się zaglądało na chwilę: żeby sprawdzić wiadomości, odpisać na wiadomość, obejrzeć film albo wejść na profil znajomego i zaraz wrócić do codzienności. Dziś granica między światem „online” i „offline” się zaciera, a jedną z najbardziej charakterystycznych form tej zmiany są transmisje na żywo, czyli streamy. W najprostszym ujęciu stream polega na tym, że ktoś pokazuje coś w Internecie dokładnie w tym samym momencie, w którym to się dzieje. Nie oglądamy gotowego nagrania, lecz wydarzenie rozgrywające się tu i teraz. Jak działa transmisja na żywo? To może być rozmowa, granie w gry, gotowanie, komentowanie bieżących spraw, a czasem zwykłe wspólne spędzanie czasu z widzami. Stream różni się od zwykłego filmu tym, że wszystko dzieje się na żywo, bez montażu i bez możliwości cofnięcia chwili, która właśnie minęła. Widz nie jest tylko odbiorcą. Może napisać na czacie, zadać pytanie, zareagować, wejść w rozmowę i w pewnym sensie współtworzyć przebieg transmisji. To właśnie ta interaktywność sprawia, że streamy są czymś więcej niż tylko kolejną formą wideo. Skąd bierze się popularność streamów? Trudno zrozumieć ich popularność bez spojrzenia na ludzką potrzebę obecności. Człowiek od zawsze szukał głosu, który wypełni ciszę, i poczucia, że gdzieś po drugiej stronie jest ktoś, kto mówi, reaguje i odpowiada. Dawniej podobną funkcję pełniło radio. Ktoś włączał odbiornik i miał wrażenie, że uczestniczy w czymś wspólnym, choć fizycznie siedział sam. Stream robi coś podobnego, ale idzie dalej, bo daje możliwość reakcji. Można nie tylko słuchać i oglądać, ale też pisać, komentować i być zauważonym. Kim jest Łatwogang? Na tym tle świetnym przykładem jest Łatwogang, czyli Piotrek Garkowski, jeden z najbardziej rozpoznawalnych polskich twórców internetowych. Zdobył popularność dzięki nietypowym wyzwaniom, głośnym akcjom i bardzo wyrazistemu stylowi działania, który szybko przyciągnął uwagę widzów. Jego działalność pokazuje, że stream może być nie tylko rozrywką, ale też narzędziem do organizowania ogromnych zbiórek charytatywnych. Głośny stream charytatywny Najgłośniejsza z nich polegała na wielodniowej transmisji na żywo, podczas której Łatwogang zbierał pieniądze na pomoc dzieciom chorym na raka. Stream trwał przez wiele dni niemal bez przerwy, a do akcji włączali się widzowie, influencerzy, artyści i firmy. Pieniądze trafiały do Fundacji Cancer Fighters, która wspiera najmłodszych pacjentów onkologicznych. To właśnie ta zbiórka stała się jednym z najbardziej spektakularnych przykładów tego, jak internetowa społeczność potrafi zjednoczyć się wokół konkretnego celu. Pierwszy duży stream charytatywny Łatwoganga zakończył się kwotą ponad 251 milionów złotych na liczniku w chwili zakończenia transmisji, a późniejsze podliczenia podawały jeszcze wyższy wynik, sięgający ponad 282 milionów złotych. Rowerowa akcja pomocy Z czasem Łatwogang wrócił z kolejną charytatywną inicjatywą, tym razem o zupełnie innym charakterze. 22 maja wyruszył rowerem z Zakopanego do Gdańska, a jego przejazd był transmitowany na żywo i połączony ze zbiórką na leczenie 8-letniego Maksa Tockiego, chłopca chorego na dystrofię mięśniową Duchenne’a. Celem tej akcji było zebranie 12 milionów złotych potrzebnych na kosztowną terapię, a przebieg wyprawy śledziły tysiące osób. Ta forma działania dobrze pokazuje jak bardzo streamy potrafią wyjść poza ekran. Po osiągnięciu celu dla Maksa Łatwogang nie zatrzymał zbiórki – zaczął wspierać kolejne dziecko chore na DMD, 4-letniego Adasia. Licznik dla Maksa przekroczył 12 milionów złotych już w niedzielny poranek 24 maja (na wysokości Torunia – dla przypomnienia, trasa przejazdu rowerowego to Zakopane-Gdańsk), gdy Łatwogang był jeszcze w trasie, a sam finał wyprawy zakończył się dotarciem do Gdańska po około 52–53 godzinach jazdy i zebraniem łącznie niemal 20 milionów złotych na kilka zbiórek. Rodzaje streamów Żeby zrozumieć dlaczego ten format stał się tak popularny, warto przyjrzeć się jego różnym odmianom. Najbardziej znane są streamy gamingowe, czyli transmisje, podczas których ktoś gra w gry komputerowe i komentuje na bieżąco swoje decyzje. Dużą popularnością cieszą się też streamy rozmowne, zwane często „just chatting”, gdzie twórca po prostu siedzi przed kamerą, rozmawia z widzami, odpowiada na pytania i komentuje wydarzenia z życia lub Internetu. Istnieją również streamy muzyczne, edukacyjne, sportowe, kulinarne i lifestyle’owe, w których pokazuje się codzienność bez specjalnej reżyserii. Dlaczego stream wciąga? Każdy z tych formatów działa na podobnej zasadzie: ma dawać poczucie obecności, autentyczności i bezpośredniego kontaktu. To właśnie odróżnia stream od wielu innych form internetowych. W nagranym filmie wszystko jest już ustalone. Na streamie może wydarzyć się wszystko. Twórca może się pomylić, rozśmieszyć, wzruszyć, zareagować na wiadomość widza albo zmienić plan w ostatniej chwili. Ta nieprzewidywalność jest jednym z głównych źródeł atrakcyjności. Autentyczność i kreacja Oczywiście nie oznacza to, że stream jest całkowicie spontaniczny. Każdy twórca wie, że jest obserwowany, więc naturalnie buduje pewną sceniczną wersję siebie. To jednak nie musi oznaczać fałszu. Raczej pokazuje, że współczesny Internet bardzo często miesza autentyczność z kreacją. I być może właśnie dlatego tak łatwo się w to wciągnąć. Streamy zaspokajają kilka potrzeb naraz: dają rozrywkę, ale też poczucie towarzystwa. Społeczność wokół streamu Streamy pozwalają śledzić kogoś na żywo, ale także wejść z nim w kontakt. Budują społeczności, które z czasem zaczynają przypominać małe, rozpoznawalne grupy znajomych. Widzowie wracają nie tylko dla treści, ale też dla ludzi, których spotykają na czacie. Zaczynają się rozpoznawać, tworzyć własny język, dzielić żartami i wspomnieniami z poprzednich transmisji. Z prostego oglądania rodzi się coś, co przypomina wspólnotę. Jak streamy zarabiają? Najprościej mówiąc, stream może być źródłem dochodu z kilku stron. Widzowie mogą wysyłać dobrowolne wpłaty, często nazywane donejtami, które pojawiają się publicznie podczas transmisji. Mogą też wykupywać subskrypcje, czyli regularnie wspierać twórcę miesięczną opłatą w zamian za dodatkowe przywileje, takie jak specjalne emotki, oznaczenia czy dostęp do zamkniętych treści. Do tego dochodzą reklamy, współprace sponsorskie i akcje promocyjne. Stream jako praca i presja Dla wielu twórców stream nie jest tylko hobby, ale także pełnoprawnym sposobem pracy. Jednocześnie taka forma działalności wiąże się z presją, bo utrzymanie uwagi widzów wymaga stałej aktywności, pomysłowości i odporności na zmęczenie. Im więcej osób ogląda, tym większe oczekiwania. Im większa społeczność, tym trudniej zniknąć i odpocząć. To pokazuje, że streamy nie są wyłącznie lekką rozrywką. Są także częścią nowoczesnej gospodarki uwagi. Dlaczego ludzie zostają na dłużej? Jednak społeczna siła streamów wynika z czegoś więcej niż pieniądze. W epoce, w której łatwo być połączonym technicznie, a jednocześnie czuć się samotnym, streamy dają złudzenie bliskości, które dla wielu osób jest bardzo cenne. Ktoś mówi. Ktoś odpowiada. Ktoś reaguje. Ktoś jest po drugiej stronie ekranu. To wystarcza, by wieczór przestał być pusty. W tym sensie streamy są nową formą starej potrzeby: potrzeby bycia razem, nawet jeśli tylko na odległość. Co mówi o nas ten fenomen? Fenomen Łatwoganga pokazuje, że internetowa obecność może przejść w realne działanie. Jedna transmisja może zamienić się w ogólnopolską zbiórkę, jedna wyprawa rowerowa może stać się wydarzeniem śledzonym przez tysiące osób, a zwykły ekran może stać się miejscem spotkania ludzi, którzy chcą pomagać. To właśnie dlatego streamy tak mocno zakorzeniły się we współczesnej kulturze. Nie dlatego, że są technologiczną nowinką, ale dlatego, że odpowiadają na bardzo ludzkie potrzeby: kontaktu, emocji, obecności i wspólnego przeżywania. Można je krytykować, można patrzeć na nie z dystansem, można nie rozumieć ich atrakcyjności. Ale trudno zaprzeczyć, że są jednym z najbardziej znaczących zjawisk internetowych naszych czasów. I trudno się dziwić, skoro dają to, czego wiele osób szuka najbardziej: poczucie, że gdzieś naprawdę ktoś jest. ŚLADAMI RODZINY SCHEIBLERÓW. NIEZWYKŁA PODRÓŻ PRZEZ HISTORIĘ KSIĘŻEGO MŁYNA OCZAMI WYOBRAŹNI I DOTYKU MARZENA CZERWIŃSKA-MURGAN Historia najlepiej smakuje wtedy, gdy można jej dotknąć. Uczestnicy projektu „KSD – Ku Samodzielności i Dostępności”, realizowanego przez Fundację Szansa – Jesteśmy Razem, Oddział Łódzki, dzięki dofinansowaniu ze środków PFRON, przekonali się o tym podczas wyjątkowego wyjścia edukacyjnego na zrewitalizowany Księży Młyn. Nasza wyprawa była prawdziwą podróżą w czasie. Odwiedziliśmy Muzeum Kinematografii, Muzeum Księży Młyn oraz Pałac Herbsta, gdzie czekali na nas świetnie przygotowani przewodnicy. Z ogromnym zaangażowaniem opowiadali o historii przemysłowej Łodzi i losach rodziny Scheiblerów – jednej z najważniejszych rodzin fabrykanckich XIX wieku. Karol Scheibler stworzył w Łodzi prawdziwe przemysłowe imperium. Nie budował jedynie fabryk – stworzył całe robotnicze miasto. Powstały domy dla pracowników, szkoła, straż pożarna, sklepy, szpital oraz miejsca codziennego życia, dzięki czemu mieszkańcy Księżego Młyna mieli wszystko, czego potrzebowali w zasięgu krótkiego spaceru. Ogromną rolę w rozwoju jego przedsiębiorstwa odegrała również kolej. Do zakładów doprowadzono bocznice i tory kolejowe, którymi każdego dnia transportowano bele bawełny, węgiel oraz gotowe wyroby włókiennicze wysyłane do odbiorców w całym Imperium Rosyjskim i Europie. Dynamiczny rozwój przemysłu sprawił, że Łódź potrzebowała nowoczesnego połączenia z krajową siecią kolejową. Właśnie z myślą o obsłudze rozwijających się fabryk, w tym zakładów Scheiblera, w 1866 roku uruchomiono Dworzec Łódź Fabryczna, który stał się jednym z najważniejszych punktów transportowych miasta. Dzięki kolejowym połączeniom łódzkie fabryki mogły sprowadzać surowce z odległych portów i sprawnie eksportować gotowe tkaniny, co przyczyniło się do błyskawicznego rozwoju gospodarczego Łodzi. To właśnie harmonijne połączenie przemysłu, nowoczesnej infrastruktury i transportu sprawiło, że miasto z niewielkiej osady przeobraziło się w jedną z największych i najważniejszych metropolii przemysłowych XIX-wiecznej Europy. Dziś Księży Młyn jest uznawany za jeden z najlepiej zachowanych XIX wiecznych zespołów fabryczno-mieszkalnych w Europie., dzięki czemu stanowi jedną z największych atrakcji turystycznych Łodzi i żywy pomnik jej przemysłowej przeszłości. Największe wrażenie zrobiło na nas jednak to, jak doskonale wszystkie muzea przygotowały się na przyjęcie osób niewidomych i słabowidzących. Zwiedzanie było prawdziwą lekcją dostępności. Uczestnicy mogli korzystać z opisów w alfabecie Braille'a, tyflografik przedstawiających budynki i detale architektoniczne oraz specjalnie przygotowanych modeli eksponatów, które można było poznawać dotykiem. W wielu miejscach, dzięki ochronnym rękawiczkom, mogliśmy również dotknąć wybranych oryginalnych eksponatów. To sprawiło, że historia dosłownie znalazła się w naszych rękach. Przewodnicy w każdym z muzeów wykazali się ogromną wiedzą, cierpliwością i otwartością. Ich opowieści pełne były ciekawostek, anegdot i faktów, które sprawiały, że nawet osoby dobrze znające historię Łodzi odkrywały coś nowego. Nie zabrakło pytań, wspólnych rozmów i wielu zaskoczeń. Jednym z najbardziej fascynujących punktów naszej wyprawy było Muzeum Kinematografii, mieszczące się w zabytkowym pałacu Karola i Anny Scheiblerów. To miejsce w wyjątkowy sposób łączy dwie historie, z których słynie Łódź – historię przemysłu włókienniczego i historię polskiego filmu. Nie bez powodu miasto nazywane jest zarówno polską stolicą włókiennictwa, jak i HollyŁodzią. Podczas zwiedzania poznaliśmy wiele ciekawostek związanych z filmową historią miasta. Dowiedzieliśmy się, że wnętrza pałacu Scheiblerów oraz okolice Księżego Młyna były planem zdjęciowym wielu znanych produkcji. Powstawały tu sceny do kultowej „Ziemi obiecanej” Andrzeja Wajdy, serialu „Stawka większa niż życie”, a także filmów „Jak daleko stąd, jak blisko”, „Rodzina Połanieckich”, „Powrót wilczycy” czy nawet międzynarodowej produkcji „Inland Empire” w reżyserii Davida Lyncha. Zwiedzając dawne fabrykanckie wnętrza łatwo było wyobrazić sobie gwar XIX-wiecznych zakładów włókienniczych. To właśnie przemysł włókienniczy sprawił, że niewielka niegdyś Łódź w ciągu zaledwie kilkudziesięciu lat przeobraziła się w jedną z najszybciej rozwijających się metropolii Europy. Karol Scheibler stworzył tutaj prawdziwe „miasto w mieście” – z fabrykami, domami dla robotników, szkołą, strażą pożarną, szpitalem, sklepami oraz własną infrastrukturą. Był to jeden z najlepiej zorganizowanych kompleksów przemysłowych swojej epoki. Spacer po Księżym Młynie pozwolił nam zrozumieć, dlaczego to miejsce jest dziś symbolem Łodzi. Choć z kominów nie unosi się już dym, dawne fabryki zyskały nowe życie. Mieszczą się w nich mieszkania, pracownie artystyczne, restauracje i przestrzenie kulturalne. Rewitalizacja pokazała, że historia nie musi być zamknięta w muzealnych gablotach – może stać się częścią codziennego życia mieszkańców. To właśnie dzięki takim miejscom Łódź z dumą pielęgnuje swoje przemysłowe korzenie, jednocześnie tworząc nowoczesne i otwarte miasto. Ta wyjątkowa lekcja historii pokazała nam, że Łódź to znacznie więcej niż dawne fabryki. To miasto ludzi, którzy potrafią z szacunkiem zachować swoje dziedzictwo, a jednocześnie nadać mu nowe znaczenie. Przemysł włókienniczy zbudował Łódź, kino rozsławiło ją na całym świecie, a Księży Młyn pozostaje miejscem, w którym obie te historie spotykają się do dziś. Po muzealnych wizytach wybraliśmy się na spacer po zrewitalizowanym Księżym Młynie. Zobaczyliśmy zabytkową szkołę, dawną straż pożarną, charakterystyczne domy robotnicze oraz klimatyczną ulicę Kocią. Dziś to miejsce zachwyca połączeniem historii z nowoczesnością – odrestaurowane budynki tętnią życiem, a dawna osada fabryczna stała się jedną z najpiękniejszych wizytówek Łodzi. Nie zabrakło również integracji. W muzeach spotykaliśmy innych zwiedzających, z którymi spontanicznie rozmawialiśmy i wspólnie odkrywaliśmy kolejne eksponaty. Pokazało to, że dostępna kultura nie dzieli, lecz łączy ludzi, niezależnie od tego czy widzą świat oczami, czy poznają go innymi zmysłami. Choć tematem wyjścia była historia, nie oznacza to, że było poważnie od początku do końca. Wręcz przeciwnie! Towarzyszyło nam mnóstwo śmiechu, dobrego humoru i pozytywnej energii. To spotkanie po raz kolejny pokazało, że dostępność to nie tylko podjazdy i windy. To przede wszystkim ludzie, którzy potrafią opowiadać, słuchać i tworzyć atmosferę otwartości dla każdego. Dzięki takim inicjatywom historia Łodzi staje się naprawdę dostępna, a Księży Młyn pozostaje miejscem, do którego chce się wracać – nie tylko po kolejne ciekawostki, ale również po kolejne wspomnienia. DLACZEGO WRACAMY ZMĘCZENI Z WAKACJI? SZTUKA ODPOCZYNKU, KTÓREJ NIKT NAS NIE UCZY ROKSANA HERBASZ Wyobraź sobie powrót z urlopu. Walizka stoi jeszcze nierozpakowana. W powietrzu czuć zapach prania i kurzu, który zdążył osiąść podczas naszej nieobecności. Telefon znów zaczyna wibrować częściej niż zwykle. Myśli powoli wracają do obowiązków. I wtedy pojawia się zaskakujące uczucie. Zmęczenie. Nie to przyjemne, po całym dniu spędzonym na świeżym powietrzu. Nie to, które zapowiada dobry sen. Raczej ciężar – jakby organizm nie zdążył naprawdę odpocząć. To doświadczenie jest zaskakująco powszechne. Wakacje miały być momentem regeneracji. Przestrzenią, w której odzyskujemy energię, porządkujemy myśli, zwalniamy. A jednak coraz częściej stają się tylko zmianą scenerii dla tego samego zmęczenia. Dlaczego tak się dzieje? Bo odpoczynek nie jest czymś oczywistym. I większość z nas nigdy się go naprawdę nie nauczyła. Odpoczynek to nie bezruch W potocznym wyobrażeniu odpoczynek wygląda bardzo konkretnie: leżenie, brak działania, wyłączenie się ze wszystkiego. Cisza, bezruch, nicnierobienie. Tymczasem organizm nie działa w tak prosty sposób. Odpoczynek nie polega na tym, że przestajemy robić cokolwiek. Polega na zmianie rodzaju obciążenia. Umysł, który przez miesiące pracuje intensywnie, analizuje, planuje i reaguje, nie regeneruje się przez kolejne godziny biernej stymulacji – na przykład przez bezrefleksyjne przeglądanie treści na ekranie. Ciało, które jest stale w ruchu, nie odpoczywa poprzez kolejne wyzwania i aktywności. Regeneracja zaczyna się tam, gdzie pojawia się równowaga. Jeśli jej nie ma, zmiana miejsca nie wystarcza. Ekran, który nigdy nie gaśnie Jednym z najcichszych, a jednocześnie najskuteczniejszych „złodziei odpoczynku” jest ekran. Mały, zawsze pod ręką, pozornie niewinny. Na wakacjach nadal: sprawdzamy wiadomości, reagujemy na powiadomienia, przeglądamy media społecznościowe, porównujemy swoje doświadczenia z cudzymi. Każde takie spojrzenie to drobne pobudzenie dla mózgu. Krótkie napięcie. Mikroreakcja. Z zewnątrz wygląda to jak relaks. W środku – to ciągła gotowość. To trochę tak, jakby próbować zasnąć w pokoju, w którym co kilka minut ktoś zapala światło. Organizm nigdy nie przechodzi w pełny tryb odpoczynku. Pułapka „maksymalnego wykorzystania czasu” Wakacje coraz częściej przypominają projekt do zrealizowania. Lista miejsc do zobaczenia. Atrakcje do zaliczenia. Zdjęcia do zrobienia. Doświadczenia do „odhaczenia”. Plan dnia wypełnia się od rana do wieczora. Pojawia się presja: żeby nie stracić ani chwili, żeby zobaczyć jak najwięcej, żeby wrócić z poczuciem, że czas został dobrze wykorzystany. Efekt bywa odwrotny. Pośpiech nie znika – zmienia tylko kierunek. Zmęczenie narasta, a w tle pojawia się napięcie: czy na pewno robię to wystarczająco dobrze? W takiej przestrzeni odpoczynek nie ma gdzie się pojawić. Zmiana miejsca to za mało Wyjazd często traktujemy jak automatyczny reset. Nowe miejsce, nowe widoki, inny rytm dnia. Ale jeśli sposób funkcjonowania pozostaje ten sam, zmienia się tylko dekoracja. Prawdziwa regeneracja zależy nie tyle od tego, gdzie jesteśmy, ale jak doświadczamy tego miejsca. Najbardziej regenerujące środowiska mają pewne wspólne cechy: są spokojniejsze, mniej intensywne bodźcowo, bliższe naturze. Szmer wody, rytmiczny, przewidywalny. Wiatr poruszający liście. Nieregularne, ale łagodne dźwięki otoczenia. Brak nadmiaru bodźców, które domagają się uwagi. W takich warunkach układ nerwowy zaczyna się wyciszać. Nie natychmiast. Stopniowo. Ciało przypomina sobie, jak to jest nie być w stanie ciągłej gotowości. Sen – fundament, którego nie da się ominąć Bez snu nie ma odpoczynku. To zdanie wydaje się oczywiste, a jednak w praktyce często je ignorujemy. Wakacje rozregulowują rytm dnia. Późniejsze kolacje, dłuższe wieczory, zmiana miejsca, inne łóżko, inne dźwięki w nocy. Organizm traci punkt odniesienia. Sen staje się płytszy, krótszy, albo nieregularny. A to właśnie podczas snu zachodzi najważniejsza część regeneracji: układ nerwowy porządkuje informacje, ciało się odbudowuje, napięcia opadają. Bez tego nawet najpiękniejsze wakacje nie przyniosą realnej ulgi. Ruch, który przywraca równowagę Ciało potrzebuje ruchu – ale nie każdego. Intensywne aktywności, które przypominają wysiłek znany z codzienności, mogą pogłębiać zmęczenie, zamiast je redukować. Inaczej działa ruch łagodny, rytmiczny, powtarzalny. Spacer bez celu. Pływanie. Powolna jazda na rowerze. Chodzenie boso po trawie lub piasku. Ruch, który nie jest zadaniem. Ruch, który nie ma wyniku. Wtedy ciało zaczyna się regulować, a napięcie stopniowo opuszcza mięśnie. Zwolnienie, które budzi opór Jednym z najtrudniejszych momentów wakacji jest ten, w którym… nic się nie dzieje. Brak planu. Brak zadania. Brak konieczności reagowania. Dla wielu osób to nie jest ulga. To dyskomfort. Pojawia się niepokój, poczucie straty czasu, wewnętrzny przymus, żeby „coś zrobić”. To efekt przyzwyczajenia do ciągłej aktywności. Układ nerwowy, który przez długi czas funkcjonował w trybie działania, potrzebuje czasu, żeby nauczyć się zatrzymywać. Dlatego prawdziwy odpoczynek często zaczyna się dopiero po kilku dniach. I tylko wtedy, gdy damy sobie na to przestrzeń. Relacje, które męczą zamiast wspierać Wakacje często wiążą się z byciem razem. Z rodziną, partnerem, przyjaciółmi. To może być źródło bliskości – ale także napięcia. Jeśli w relacjach pojawia się konieczność dostosowywania się, unikanie konfliktów, brak przestrzeni dla siebie, odpoczynek zaczyna przypominać kolejne zadanie do wykonania. Ciągłe bycie „dla innych” nie daje regeneracji. Dlatego równie ważne jak wspólny czas jest prawo do bycia osobno. Do ciszy. Do własnego rytmu. Indywidualny sposób odpoczywania Nie istnieje jeden model idealnych wakacji. Dla jednej osoby regenerujące będzie: cisza, książka, długie, spokojne poranki. Dla innej: ruch, zmiana miejsca, poznawanie nowych przestrzeni. Problem pojawia się wtedy, gdy próbujemy dopasować się do cudzych wyobrażeń. Albo do tego, jak „powinien” wyglądać odpoczynek. Organizm nie reaguje na powinności. Reaguje na realne potrzeby. Dlaczego to takie trudne? Odpoczynek wydaje się czymś naturalnym. A jednak w praktyce okazuje się umiejętnością. Wielu z nas nie potrafi zwolnić bez poczucia winy, traktuje bezczynność jak stratę czasu, szuka ciągłej stymulacji. To efekt stylu życia, który nagradza produktywność i działanie. W takim świecie odpoczynek przestaje być czymś oczywistym. Staje się czymś, czego trzeba się nauczyć od nowa. Małe zmiany, realna różnica Nie trzeba całkowicie zmieniać sposobu spędzania wakacji, żeby odpocząć głębiej. Czasem wystarczy zostawić w ciągu dnia przestrzeń bez planu, ograniczyć kontakt z ekranem, zadbać o rytm snu, spędzać więcej czasu w naturalnym otoczeniu, pozwolić sobie na robienie rzeczy bez celu. To drobne decyzje, ale to właśnie one tworzą warunki, w których odpoczynek może się pojawić. Bo odpoczynek nie wydarza się automatycznie. On potrzebuje miejsca. Wakacje jako szansa, nie gwarancja Wakacje nie są gwarancją regeneracji. Są możliwością. Przestrzenią, w której można odzyskać równowagę – ale tylko wtedy, gdy zmienia się nie tylko miejsce, ale też sposób bycia. Bo prawdziwy odpoczynek zaczyna się nie wtedy, gdy wyjeżdżamy. Zaczyna się wtedy, gdy przestajemy się spieszyć. Gdy przestajemy wypełniać każdą chwilę. Gdy pozwalamy sobie po prostu być. I dopiero wtedy organizm robi to, co potrafi najlepiej. Regeneruje się. IV. DOSTĘPNOŚĆ NA SERIO ROBOTYCZNY PRZEWODNIK DLA NIEWIDOMYCH RADOSŁAW NOWICKI Jeszcze kilkanaście lat temu robotyczni przewodnicy dla osób niewidomych wydawali się pomysłem rodem z literatury science fiction. Wizje maszyn prowadzących człowieka przez zatłoczone ulice, reagujących na przeszkody i komunikujących się z użytkownikiem kojarzyły się bardziej z futurystycznym filmem niż z rzeczywistością laboratoriów badawczych. Tymczasem rozwój sztucznej inteligencji, robotyki oraz systemów rozpoznawania otoczenia sprawił, że granica między fantastyką a codziennością zaczęła się zacierać. Jednym z najbardziej interesujących projektów ostatnich lat jest robot przewodnik opracowany na Binghamton University przez zespół kierowany przez Shiqi Zhang. Naukowcy stworzyli robota przypominającego psa przewodnika, którego zadaniem jest pomaganie osobom niewidomym i słabowidzącym w bezpiecznym poruszaniu się po otoczeniu. Projekt wzbudził ogromne zainteresowanie nie tylko w środowisku naukowym, lecz także wśród organizacji wspierających osoby z niepełnosprawnością wzroku, ponieważ może w przyszłości zmienić sposób funkcjonowania milionów ludzi na całym świecie. Współczesny świat jest niezwykle wymagający dla osób niewidomych. Codzienne przemieszczanie się po mieście wymaga od nich nieustannej koncentracji, ostrożności i odwagi. Chodniki pełne przeszkód, remonty dróg, tłumy ludzi, hałas oraz dynamicznie zmieniające się otoczenie powodują, że nawet dobrze znana trasa może stać się trudnym wyzwaniem. Niewiele łatwiej jest w dużych budynkach użyteczności publicznej, w których mnogość korytarzy, schodów i pokoi potrafi przytłoczyć nawet osoby widzące. Dla wielu niewidomych ogromnym wsparciem są psy przewodniki, jednak liczba wyszkolonych zwierząt jest niewystarczająca. Proces szkolenia takiego psa trwa kilka lat i kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych. Co więcej, tylko część psów przechodzi wszystkie etapy treningu i zostaje dopuszczona do pracy z człowiekiem. W praktyce oznacza to, że ogromna liczba osób potrzebujących takiej pomocy nigdy jej nie otrzyma. Badacze z Binghamton zwrócili uwagę właśnie na ten problem. Według danych przywołanych przez Shiqi Zhangaw w artykule na łamach binghamton.edu/news jedynie około 2% osób niewidomych ma możliwość korzystania z psa przewodnika przez całe życie. To właśnie ta luka stała się inspiracją do stworzenia robota, który mógłby częściowo przejąć rolę tradycyjnego psa przewodnika. Projekt powstał w laboratoriach zajmujących się sztuczną inteligencją i interakcją człowieka z robotami. Shiqi Zhang od wielu lat zajmuje się badaniami nad inteligentnymi systemami robotycznymi, które mogłyby funkcjonować w środowisku codziennym – w domach, szpitalach, centrach handlowych czy na lotniskach. Wcześniej jego zespół skupiał się na autonomicznym poruszaniu się maszyn, współpracy robotów z ludźmi oraz rozumieniu ludzkich poleceń, a obecnie koncentruje się na rozwijaniu robota przewodnika. Badacz uważa, że nie może on być jedynie mechanicznym urządzeniem wykonującym polecenia. Musi rozumieć ludzi, reagować na ich potrzeby i potrafić współpracować z nimi w naturalny sposób. Właśnie dlatego prace nad robotem przewodnikiem nie ograniczały się wyłącznie do stworzenia maszyny zdolnej do omijania przeszkód. Celem było zbudowanie partnera, któremu człowiek będzie mógł zaufać podczas codziennego życia. Robot przypomina czworonożnego psa. Cztery mechaniczne nogi pozwalają mu stabilnie poruszać się po różnych powierzchniach, pokonywać niewielkie przeszkody oraz zachowywać równowagę nawet w trudniejszych warunkach. W przeciwieństwie do klasycznych robotów poruszających się na kołach, robot czworonożny może lepiej radzić sobie w środowisku miejskim, na schodach czy nierównym podłożu. Użytkownik może trzymać specjalną smycz, a robot reaguje na ruchy i napięcia powstające podczas marszu. Dzięki temu człowiek może komunikować maszynie kierunek lub zamiar zatrzymania się. Sam robot prowadzi użytkownika bezpieczną trasą, jednocześnie analizując otoczenie w czasie rzeczywistym. Maszyna wykorzystuje zaawansowane algorytmy sztucznej inteligencji. Kamery, czujniki głębi, sensory ruchu oraz moduły odpowiedzialne za mapowanie przestrzeni pozwalają jej rozpoznawać przeszkody, planować trasę i reagować na zmieniające się warunki. Jeśli na drodze pojawi się człowiek, krzesło albo inny obiekt, robot potrafi odpowiednio zmodyfikować trasę tak, aby bezpiecznie ominąć przeszkodę. Jednocześnie system potrafi analizować siłę i kierunek szarpnięć smyczy, interpretując je jako wskazówki od użytkownika. Taka współpraca przypomina relacje między człowiekiem a prawdziwym psem przewodnikiem. Jednak w przypadku maszyny wszystkie decyzje podejmowane są przez algorytmy oparte na uczeniu maszynowym i sztucznej inteligencji. Prace nad robotem wymagały rozwiązania wielu skomplikowanych problemów technicznych. Jednym z największych wyzwań było nauczenie maszyny stabilnego chodzenia podczas oddziaływania sił zewnętrznych. Gdy człowiek trzyma smycz, naturalnie wywiera nacisk na robota, ciągnie go lub zmienia kierunek ruchu. Dla klasycznych robotów takie zakłócenia mogłyby prowadzić do utraty równowagi albo błędów w nawigacji. Zespół badawczy opracował więc specjalny system sterowania ruchem oparty na uczeniu ze wzmocnieniem. Robot wielokrotnie trenował w środowisku symulacyjnym ucząc się reagować na różne rodzaje sił działających na jego ciało. Dzięki temu potrafi stabilnie poruszać się nawet wtedy, gdy użytkownik nagle zmieni kierunek lub przypadkowo mocniej pociągnie smycz. Kolejnym ważnym etapem rozwoju projektu było wyposażenie robota w możliwość komunikacji głosowej. Początkowo maszyna reagowała głównie na ruchy smyczy i analizę otoczenia. Z czasem możliwości systemu zostały rozszerzone przy wykorzystaniu nowoczesnych modeli językowych opartych na sztucznej inteligencji. Dzięki temu robot może teraz prowadzić prostą rozmowę z użytkownikiem. Oczywiście nie chodzi o zwykłą pogawędkę, lecz o praktyczną komunikację pomagającą w poruszaniu się po przestrzeni. Robot potrafi zapytać użytkownika dokąd chce się udać, przedstawić możliwe trasy oraz opisać otoczenie podczas marszu. Dzięki temu osoba niewidoma lepiej rozumie przestrzeń, w której się znajduje. Robot bowiem nie tylko ją prowadzi, ale również buduje jej świadomość sytuacyjną. W 2026 roku badacze przeprowadzili testy z udziałem 7 osób niewidomych i słabowidzących. Uczestnicy eksperymentu mieli za zadanie przejść przez duże pomieszczenia biurowe i dotrzeć do wskazanych miejsc, np. do sali konferencyjnej. Robot proponował różne trasy, informował o czasie przejścia oraz prowadził ich do celu. Podczas marszu system przekazywał komunikaty opisujące otoczenie. Wyniki testów okazały się bardzo obiecujące. Uczestnicy badania podkreślili, że możliwość rozmowy z robotem zwiększała ich poczucie bezpieczeństwa i dawała większą kontrolę nad sytuacją. Wielu użytkowników zadeklarowało zainteresowanie dalszym rozwojem tej technologii, dostrzegając w niej ogromny potencjał. Dla osób widzących samodzielne przejście przez ulicę, znalezienie właściwego stanowiska w urzędzie czy dotarcie do sklepu jest czymś całkowicie naturalnym. Dla wielu osób niewidomych podobne czynności wiążą się ze stresem i koniecznością proszenia innych o pomoc. Właśnie dlatego technologie wspomagające orientację przestrzenną mają znaczenie wykraczające poza zwykłą wygodę. Chodzi nie tylko o bezpieczeństwo, lecz także o poczucie niezależności i kontroli nad własnym życiem. Możliwość samodzielnego poruszania się daje większą swobodę w pracy, edukacji i codziennych relacjach społecznych. Twórcy projektu od początku zaznaczali jednak, że ich celem nie jest całkowite zastąpienie prawdziwych psów przewodników. Zwierzęta potrafią budować silną więź emocjonalną z człowiekiem, co ma ogromne znaczenie psychologiczne. Robot nie potrafi okazywać uczuć w taki sposób jak pies. Może jednak stać się alternatywą dla osób, które z różnych powodów nie mogą korzystać z psa przewodnika. Niektórzy nie mają warunków do opieki nad zwierzęciem, inni cierpią na alergie, a jeszcze inni po prostu nie mają dostępu do odpowiednich programów szkoleniowych. Robotyczny przewodnik może okazać się rozwiązaniem bardziej dostępnym i łatwiejszym do wdrożenia na szeroką skalę. Zespół z Binghamton uważa, że w przyszłości takie roboty mogłyby funkcjonować w miejscach publicznych, podobnie jak rowery miejskie lub autonomiczne wózki na lotniskach. Osoba niewidoma mogłaby wypożyczyć robota na czas poruszania się po centrum handlowym, dworcu czy lotnisku. Tego rodzaju wizja pokazuje, jak bardzo technologia może wpłynąć na niezależność osób z dysfunkcją wzroku. Dla wielu ludzi samodzielne przemieszczanie stanowi podstawowy warunek aktywnego życia zawodowego i społecznego. Robot przewodnik może więc stać się nie tylko urządzeniem technicznym, ale także narzędziem zwiększającym wolność i samodzielność człowieka. Znaczenie takich technologii może być ogromne. Na całym świecie żyją miliony osób niewidomych i słabowidzących, które każdego dnia mierzą się z ograniczeniami wynikającymi z niedostosowanej infrastruktury. W wielu krajach dostępność pomocy jest niewystarczająca. Brakuje specjalistycznych szkoleń, odpowiedniego transportu czy nowoczesnych technologii wspomagających orientację przestrzenną. Rozwiązania takie jak robot z Binghamton mogą przyczynić się do zwiększenia samodzielności osób z niepełnosprawnością wzroku i zmniejszenia ich zależności od pomocy innych ludzi. Nie można jednak zapominać, że technologia tego typu wciąż znajduje się na etapie rozwoju. Przed naukowcami stoi jeszcze wiele wyzwań. Robot musi działać niezawodnie nie tylko w laboratorium, ale także w realnym świecie pełnym nieprzewidywalnych sytuacji. Ulice miast są znacznie bardziej skomplikowane niż kontrolowane środowisko badawcze. Samochody, rowery, zwierzęta, tłumy ludzi, hałas i zmienne warunki pogodowe mogą utrudniać działanie systemu. Konieczne jest więc dalsze doskonalenie algorytmów nawigacyjnych oraz systemów rozpoznawania otoczenia. Naukowcy muszą również zadbać o kwestie bezpieczeństwa, niezawodności i kosztów produkcji. Dopiero wtedy podobne urządzenia będą mogły trafić do szerszego grona użytkowników. Projekt z Binghamton pokazuje jednak ogromny potencjał współczesnej nauki. Jeszcze kilka dekad temu osoby niewidome były całkowicie uzależnione od pomocy innych ludzi. Później pojawiły się białe laski i psy przewodniki, które znacząco zwiększyły samodzielność użytkowników. Dziś do gry wkracza sztuczna inteligencja. Robotyczni przewodnicy mogą stać się kolejnym etapem ewolucji technologii wspomagających człowieka. Przyszłość takich technologii może być jeszcze bardziej fascynująca. Kolejne generacje robotów prawdopodobnie będą potrafiły rozpoznawać emocje użytkownika, analizować natężenie ruchu ulicznego czy komunikować się z inteligentną infrastrukturą miasta. Być może robot będzie mógł samodzielnie zamawiać windę, sprawdzać rozkład jazdy autobusów albo ostrzegać użytkownika przed niebezpiecznymi sytuacjami. Rozwój sztucznej inteligencji sprawia, że granice możliwości przesuwają się z roku na rok, choć minie zapewne jeszcze sporo czasu zanim robotyczni przewodnicy staną się powszechnym widokiem na ulicach miast. Historia technologii wielokrotnie pokazywała, że rozwiązania początkowo uznawane za eksperymentalne, z czasem stają się częścią codzienności. Smartfony, inteligentni asystenci głosowi czy autonomiczne samochody jeszcze niedawno wydawały się futurystycznymi wizjami, a dziś wiele z tych technologii jest obecnych w życiu milionów ludzi. Robot przewodnik może podążyć podobną drogą. Projekt realizowany na Binghamton University jest więc czymś więcej niż tylko ciekawostką ze świata robotyki. Pokazuje kierunek, w którym zmierza współczesna technologia – ku rozwiązaniom bardziej inteligentnym, dostępnym i skoncentrowanym na realnych potrzebach człowieka. Robot stworzony przez zespół Shiqi Zhanga pokazuje, że sztuczna inteligencja może służyć nie tylko automatyzacji i przemysłowi, lecz także poprawie jakości życia osób, które najbardziej potrzebują wsparcia. Być może właśnie w takich projektach kryje się prawdziwy sens technologicznego postępu – nie w zastępowaniu człowieka, lecz w pomaganiu mu tam, gdzie najbardziej tego potrzebuje. V. NA HELPOWE OKO NA HUŚTAWCE TOMASZ MATCZAK Nie wiem czy wciąż jeszcze – po pierwsze nie mam już dzieci, które chadzałyby na plac zabaw, a po drugie nie widzę – ale kiedyś popularne były wśród najmłodszych huśtawki działające na zasadzie przeciwwagi. Dwa siodełka na krańcach długiego elementu, który był przymocowany na środku do wspornika, często miały kształt końskiego popiersia, aby dzieci czuły się podczas zabawy jak jeźdźcy. Raz jedna, raz druga strona unosiła się w powietrze, a potem opadała, unosiła się i opadała, unosiła się i opadała, a wszystko wśród głośnego śmiechu i radosnych pokrzykiwań. Gdy jedna ze stron była cięższa, to mogła sprawić, aby druga zawisła w powietrzu. Zdarzały się i takie przypadki, mniej lub bardziej złośliwe. Ta huśtawka przypomniała mi się, gdy czytałem komentarze pod informacją o serialu, którego pierwszy odcinek miał niedawno premierę. Jeden z członków facebookowej grupy dla osób niewidomych i niedowidzących umieścił post z informacją o kryminalnej serii, w której głównym bohaterem jest ociemniały były policjant wracający do rozwiązywania zagadek jako prywatny detektyw. Niewidome postacie pojawiają się na ekranie od czasu do czasu. Najbardziej znane tytuły z takimi bohaterami to „Zapach kobiety”, „Imagine” czy polskie produkcje „Carte blanche” oraz „Światłoczuła”. No tak, ale co w takim razie robi tu huśtawka? Cóż, skojarzyła mi się ona, gdy rozmyślałem nad, ogólnie rzecz biorąc, koncepcją niepełnosprawności, która stała się ostatnio modna, niepełnosprawność, a nie koncepcja rzecz jasna, w społeczeństwie. Moje rozważania mają charakter subiektywny, więc zakładam, że mogę się mylić. Zakładam też, że, jak to zwykle z subiektywnymi opiniami bywa, znajdą się ich zwolennicy, jak i przeciwnicy. Zwykło się mówić, że prawda leży pośrodku, a zatem opinie krańcowe są czasem na górze, a czasem na dole – i oto mamy pierwsze odniesienie do huśtawki. Akurat ze stwierdzeniem o leżeniu prawdy pośrodku się nie zgadzam, aczkolwiek obrazuje ono pewną rzeczywistość. Wróćmy jednak do niewidomego detektywa. Nie oglądałem filmu, więc nie o nim będzie. Za to czytałem komentarze pod postem informującym o serialu. Pamiętam także krążące w social mediach dysputy na temat „Światłoczułej”. To źle ukazane, to nieprawdziwe, to utwierdza stereotypy, to ukazuje nas w złym świetle i tak dalej, i temu podobne. A co teraz? Teraz gorzka ironia. Niewidomy detektyw to mrzonka, głupawy, nierzeczywisty temat, a w ogóle to niedługo pewnie pojawi się obraz o ślepym komandosie. Do użytego przymiotnika jeszcze przejdę, ale po kolei. Może nie jestem zwierzęciem socialmediowym, nie spędzam długich godzin na pisaniu postów, nie publikuję regularnie na Instagramie i nie zaliczam się do youtuberów czy tiktokerów, ale zdarza mi się zerknąć tu i ówdzie. Może trochę z ciekawości, a trochę w poszukiwaniu tematów do przemyśleń? Przeglądam również wspomnianą facebookową grupę. Nierzadko pojawiają się tam posty, w których o niepełnosprawności mówi się tak, jakby była katarem lub bólem zęba. Entuzjastyczne hasła w stylu „nie ma rzeczy niemożliwych” lub „żyjemy tak samo jak inni”, promują programy telewizyjne, podcasty, artykuły czy aktywności. Niewidomy bokser, brawo, hurra, wspaniale! Niewidomy skoczek spadochronowy, pięknie, godne naśladowania! Niewidomi rodzice, opowiadający w telewizji, że w sumie to wychowanie dziecka wygląda tak samo, ach, och, niesamowite, niezwykłe, urocze! I nagle na scenie pojawia się film o niewidomym detektywie. I co? I jest kręcenie nosem: nierzeczywiste, nierealne, płaskie, pretensjonalne, wydumane… Znów mamy huśtawkę: na jednym końcu tyfloentuzjaści, a na drugim tyflomalkontenci. A prawda? Czy prawda leży pośrodku? Czy to ona jest zawiasem tej huśtawki? To zależy o jaką prawdę chodzi. Jeśli prawdę o nas, mam tu na myśli coś, co zwykło się nazywać środowiskiem niewidomych, to z pewnością nie leży pośrodku. Jesteśmy właśnie tacy, jak widać po komentarzach. Oczywiście nie mam na myśli prawdy ogólnej. Chodzi mi o pewien rodzaj zachowań, który szczególnie jaskrawo wypada w kontekście naszej niepełnosprawności. W tym aspekcie wyglądamy jak dzieci na huśtawce. Gdy mówimy sami o sobie, to wszystko jest wspaniałe, lśniące, a nasza niepełnosprawność jawi się jako dodatek do życia. Żadne tam ograniczenie, żadna przeszkoda, po prostu coś, co mamy. Niech no tylko jednak jakiś widzący napisze książkę z niewidomym bohaterem w treści, niech no tylko widzący scenarzysta napisze scenariusz o niewidomym, niech no tylko reżyser nakręci o kimś takim film, o, to już trzeba wziąć pod lupę owo, pożal się Boże, dzieło! Gdy sami sobie wymyślimy niewidomego boksera, to jest godny naśladowania, bo przecież niemożliwe nie istnieje, ale gdy inni wymyślą niewidomego detektywa, to podnosi się larum, aż echo niesie, że bez przesady, że to nieżyciowe i że ślepy nigdy nie będzie detektywem! I tu dochodzimy do kolejnej kwestii: otóż nikt jakoś się nie oburza, gdy na liście dla niewidomych i niedowidzących używa się przymiotnika uważanego za nacechowany pejoratywnie na tyle, aby unikać go w mowie i piśmie. Sam wielokrotnie słyszałem, jak niewidomi w mniej lub bardziej emocjonalnym tonie pouczali społeczeństwo, że nie mówi się ślepy. Słowa mają moc, słowa mogą ranić i co tam jeszcze! Zaczęło się zaokrąglanie sformułowań, poszukiwanie najbardziej poprawnych politycznie, społecznie i pod każdym innym względem określeń, które moim skromnym zdaniem brzmią co najmniej groteskowo, aby nie powiedzieć, że głupio, bo mamy teraz różne kryzysy niewidzenia, alternatywne sposoby percepcji i co tam jeszcze najpoprawniejsi z poprawnych wymyślą! Tymczasem niewidomy może mówić ślepy i co komu do tego? Nam wolno i już! I niech ktoś spróbuje zwrócić nam uwagę! Zaraz będzie, że dyskryminacja niepełnosprawnych i w ogóle! Mam wrażenie, że najlepiej byłoby, gdyby każdy pomysł na film, książkę, sztukę teatralną czy artykuł, gdzie główny bohater jest niewidomy, był konsultowany z nami. Oczywiście nie dotyczy to pomysłodawców niewidomych, no dobrze, niech będzie, ślepych, bo nam wolno używać takich określeń, prawda? Sami o sobie to i owszem, ale cała reszta niech pyta nas o zdanie, bo co oni tam wiedzą o niewidzeniu? I tak się zastanawiam: czy bardziej zagraża wizerunkowi niewidomych film o ociemniałym detektywie, czy może traktowanie ślepoty jako mało istotnego dodatku do życia? Te wszystkie hurra optymistyczne materiały, że potrafimy to, umiemy tamto, samodzielnie wychowujemy, podróżujemy i tak dalej, mogą się nam odbić czkawką! Skoro takie z was kozaki, to po co wam asystenci, dopłaty, dofinansowania, udogodnienia i przystosowania? No po co, skoro można być niewidomym bokserem i skakać ze spadochronem? Cóż, tyfloentuzjastom pomyliły się pojęcia. Doszli do wniosku, że „dawać sobie radę” i „żyć tak samo jak inni” to synonimy. Skoro tak, to szczęść Boże! Huśtać się też trzeba umieć. Oby nie doszło do tego, że ktoś kiedyś zleci z huśtawki, która przestanie być narzędziem zabawy, a zadziała jak katapulta! WAKACJE MOJEGO DZIECIŃSTWA KRYSTIAN CHOLEWA Wakacje to czas urlopu i wypoczynku – szczególnie dla dzieci i ich opiekunów. Jednak w moim przypadku było inaczej. Dla moich bliskich był to czas wytężonej pracy i poświęcenia dla drugiego człowieka. Osobiście nie lubiłem wakacji – wolałem chodzić do szkoły. W dzieciństwie nie wyjeżdżałem na typowe wakacje. Po pierwsze, moich rodziców nie było na to stać, a po drugie – rehabilitacja była wtedy priorytetem. Mój tata zamiast odpoczywać wyjeżdżał do pracy za granicę, aby zarobić na moją rehabilitację i umożliwić mi wyjazdy na konsultacje lekarskie przez cały rok. Dodatkowym wyzwaniem w okresie wakacyjnym dla moich rodziców była opieka nad babcią, która mieszkała z nami i chorowała na demencję starczą. Choroba stopniowo odbierała jej pamięć, orientację i samodzielność. Zdarzało się, że nie poznawała bliskich, zapominała jaki jest dzień tygodnia, albo powtarzała te same pytania po kilka razy. Bywała niespokojna, szczególnie wieczorami, gdy nasilało się u niej poczucie zagubienia. Każdy wyjazd na mój turnus rehabilitacyjny musiał być dokładnie zaplanowany. Rodzice nie mogli po prostu spakować walizek i wyjechać. Najpierw trzeba było zapewnić babci odpowiednią opiekę – kogoś, kto dopilnuje leków, posiłków i będzie przy niej obecny. To wymagało organizacji, rozmów z rodziną i często dodatkowych kosztów. Mama, mimo ogromnego zmęczenia, potrafiła łączyć troskę o mnie z troską o babcię. W domu opiekowała się nią, a podczas wyjazdów poświęcała cały swój czas mojej rehabilitacji. Dziś widzę jak wielkim wysiłkiem fizycznym i psychicznym było dla niej codzienne funkcjonowanie w takiej rzeczywistości. Wakacyjne turnusy rehabilitacyjne W okresie wakacyjnym zazwyczaj wyjeżdżaliśmy z mamą, a czasem także z siostrą, na turnusy rehabilitacyjne. Po raz pierwszy pojechałem na taki turnus do Szklarskiej Poręby, mając zaledwie trzy lata. Kolejne wyjazdy przypadły na lata 90. XX wieku. Byliśmy w Dusznikach-Zdroju, Międzywodziu, Wleniu oraz Rusinowicach. Szczególnie zapamiętałem Wleń – niewielką, malowniczą miejscowość, która do dziś kojarzy mi się z ciszą, duchowością i krajobrazem przypominającym Medjugorie. Turnus trwał zwykle trzy tygodnie. Były zajęcia na basenie, zabiegi rehabilitacyjne oraz intensywne ćwiczenia pod okiem specjalistów. Nie zawsze miałem ochotę ćwiczyć – jak każde dziecko chciałem się przede wszystkim bawić, a nie wciąż powtarzać te same czynności. Dla mamy był to jednak czas, w którym mogła zadbać o poprawę mojej kondycji psychofizycznej. Wakacje pod namiotem Po powrocie z rehabilitacji wyjeżdżaliśmy całą rodziną pod namiot. Było to na początku lat 90., w okolicach Nysy, w województwie opolskim, historycznie leżącym na Dolnym Śląsku, na pograniczu Przedgórza Sudeckiego. Najczęściej zatrzymywaliśmy się na polu namiotowym w Głębinowie. Zabieraliśmy ze sobą wszystko – od namiotu z przybudówką po butlę gazową. Po przyjeździe trzeba było uiścić opłatę, rozłożyć namiot i przygotować prowizoryczną kuchnię. Trzy dekady temu nie było tam zaplecza gastronomicznego, a nasza sytuacja finansowa była trudna, więc wszystkie posiłki przygotowywaliśmy sami. Śniadania, obiady i kolacje podgrzewane były na kuchence gazowej. Zdarzało się, że zupa pomidorowa się przypaliła albo przewróciła – to normalne przy gotowaniu w warunkach polowych. Od plaży dzieliło nas zaledwie 50 metrów, dlatego większość czasu spędzaliśmy właśnie tam. Budowałem zamki z piasku, bawiłem się z kuzynami i uczyłem się pływać. Pierwsze szlify zdobywałem przy brzegu, czując się bezpiecznie pod czujnym okiem rodziców. Wiedzieli, że nad wodą o wypadek nietrudno. Wieczorami chodziliśmy pod prysznic – woda była bardzo zimna, ale w lipcu, gdy temperatura sięgała 30 stopni, dało się to znieść. Codzienna rehabilitacja domowa W domu również nie odpuszczaliśmy rehabilitacji. Ćwiczyliśmy przy drabince, jeździliśmy na hipoterapię, co bywało uciążliwe, zwłaszcza w okresie żniw. Musieliśmy pokonać 35 kilometrów w jedną stronę, a droga była pełna kombajnów i traktorów. W wolnym czasie jeździliśmy z rodzicami na rowerach. Mama wchodziła ze mną do basenu, choć sama bardzo bała się wody. W upale jeździła ze mną na boisko, pomagała mi grać w piłkę, podnosiła mnie, gdy się przewróciłem. Nie chciała obarczać moją niepełnosprawnością innych – wszystko brała na siebie. Rodzice nigdy nie korzystali z programów dofinansowań. Wszystko finansowali z własnych środków. Byli ludźmi honoru i ogromnej determinacji. Gdy byliśmy w domu, również nie miała chwili wytchnienia – pomagała mi w codziennych aktywnościach, takich jak jazda na rowerze. W tamtym czasie nie było jeszcze takich trójkołowców, jakimi dziś mogę się poruszać, dlatego potrzebowałem jej wsparcia niemal na każdym kroku. Dziś dzieci i młodzież mają wspaniałe place zabaw i boiska – zupełnie inne niż te, które my mieliśmy kilka dekad temu. Mama często powtarza: „Gdyby wtedy istniał taki plac zabaw w naszej wiosce, mogłabym spokojnie usiąść, poczytać książkę, a ty bawiłbyś się z kolegami”. Nie byłem ciężko chory, ale potrzebowałem stałego wsparcia. Nie mogłem korzystać z wielu udogodnień, dlatego mama musiała pomagać mi niemal we wszystkim. Nie miała czasu na odpoczynek, przeczytanie gazety, wyjście na kawę z koleżanką, opalanie się czy wspólny wyjazd z tatą. Dziś jestem ogromnie wdzięczny, że mimo tylu przeciwności losu moi bliscy zawsze stawiali moje zdrowie i sprawność na pierwszym miejscu – nigdy nie myśląc o sobie. Marzenie o gospodarstwie W dzieciństwie fascynowało mnie gospodarstwo rolne. Marzyłem o własnych krowach, świniach i kawałku pola. Gdy podczas odrabiania lekcji słyszałem traktor, przerywałem naukę i biegłem zobaczyć kto jedzie. Pamiętam radość, gdy mogliśmy pożyczyć traktor – czułem się wtedy jak młody rolnik. Z perspektywy czasu wiem jednak, że praca w rolnictwie jest bardzo wymagająca i niebezpieczna. Kiedyś chciałem wejść na kombajn zbożowy, ale nie było drabinki – razem z mamą spadliśmy. Na szczęście nic poważnego się nie stało. W rolnictwie chwila nieuwagi może zmienić życie. Prace domowe Obowiązki domowe są bardzo ważną rzeczą. Uczą poczucia obowiązku, systematyczności oraz odpowiedzialności. Jako dziecko, od najmłodszych lat, pomimo swojej niepełnosprawności, byłem bardzo pomocny moim rodzicom. Ponadto byłem mocno zaangażowany w hodowlę królików, których zawsze mieliśmy bardzo dużo. Pracy przy nich było również sporo: czyszczenie klatek nawet dwa razy w tygodniu, częsta zmiana wody w upalne dni, suszenie siana jako pokarmu na zimę. Trzeba było zabezpieczyć się przed zimą, aby w okresie zimowym mieć odpowiedni zapas pokarmu. Pomagałem przy obieraniu jabłek i przy kiszeniu ogórków. Odpust w Racławiczkach Szczególnym wydarzeniem wakacyjnym był odpust w Racławiczkach, obchodzony 22 lipca. Było to wielkie święto całej miejscowości. Po sumie odpustowej zapraszano rodzinę na uroczysty obiad. Na stole nie mogło zabraknąć rosołu, klusek śląskich, rolady i czerwonej kapusty. Dla dzieci z terenów wiejskich była to ogromna radość. Nie mogło zabraknąć karuzeli. Dla dzieci z terenów wiejskich była to ogromna atrakcja – nie musieliśmy jechać aż do Chorzowa, by poczuć klimat wesołego miasteczka. Ze względu na dużą liczbę chętnych karuzele działały nie tylko w niedzielę odpustową, ale także tydzień przed i tydzień po uroczystości. Jako dziecko nie wyobrażałem sobie, by mimo swojej niepełnosprawności nie skorzystać z karuzeli, nie spotkać kolegów i nie spróbować szczęścia na strzelnicy. Dziś, mimo upływu lat i zmieniających się czasów, odpust w Racławiczkach nadal jest obchodzony z rozmachem. Może w nieco innej formie – wesołe miasteczko jest nowocześniejsze i ma więcej atrakcji. Spotkania z kolegami Mimo swojej niepełnosprawności byłem duszą towarzystwa. W wakacje koledzy przyjeżdżali do mnie na nocowanie. W zależności od pogody spaliśmy w pokoju albo w namiocie. Był to piękny czas wspólnych zabaw i rozmów. Święto Młodzieży Dwa razy wybrałem się w drugiej połowie lipca na Górę Świętej Anny na Święto Młodzieży. Przez tydzień uczestniczyłem w mszach świętych, konferencjach, koncertach i wycieczkach. jeździłem tam sam – bez rodziców i kolegów. Był to dla mnie czas duchowego umocnienia, poznania wielu osób, także z niepełnosprawnościami. Doznałem tam wewnętrznego oczyszczenia. Wakacyjne prace W wieku osiemnastu lat wyjechałem do pracy do Holandii. Niestety moja niepełnosprawność przestraszyła pracodawcę i nie pozwolono mi podjąć pracy. W Polsce udało mi się jednak pracować przy wyrywaniu chwastów w burakach, jako pomocnik przy pracach rozbiórkowych oraz przy roznoszeniu ulotek. Każdą wakacyjną pracę traktowałem jako cenne doświadczenie i możliwość poznania własnych możliwości oraz ograniczeń. Zakończenie Dziś widzę wyraźnie, że moje dzieciństwo – choć inne niż dzieciństwo wielu rówieśników – było pełne miłości, determinacji i cichego bohaterstwa moich rodziców. Ich urlopem była moja poprawa sprawności. Ich odpoczynkiem – mój uśmiech. Wakacje nie kojarzą mi się z beztroskim wypoczynkiem, lecz z wysiłkiem i walką o każdy, nawet najmniejszy postęp. Choć nie miałem łatwego dzieciństwa, miałem coś znacznie cenniejszego: rodziców, którzy nigdy się nie poddali. To dzięki nim dziś mogę samodzielnie funkcjonować i z wdzięcznością wspominać przeszłość. Tamte wakacje nauczyły mnie wytrwałości, pokory i szacunku do pracy. Nauczyły mnie także, że prawdziwa miłość to nie słowa, lecz codzienne czyny – nawet wtedy, gdy nikt ich nie widzi. RZECZ DOTYCZY DUCHOWOŚCI JAROSŁAW WADYCH Krzysztof Zanussi, reżyser wielu cenionych dzieł filmowych, tworzy nowy film, zatytułowany „Całopalenie”. Zdjęcia do niego kręcone były między innymi w Toruniu, gdzie miałem przyjemność rozmawiać z Mistrzem na planie. Jarosław Wadych: Proszę uchylić rąbka tajemnicy z Pana nowego filmu… Krzysztof Zanussi: Ten film jest osadzony w Toruniu i widz będzie miał wrażenie, że całość tu się dzieje. Nagrywanie w tym mieście to dla mnie takie sentymentalne wspomnienie, bo tutaj przyjeżdżam już trzeci raz na zdjęcia w ciągu długiego mojego życia. Robiłem tu przed wielu bardzo laty – ponad pięćdziesięciu – „Hipotezę”, telewizyjny film polsko-niemiecki. Potem był „Rok spokojnego słońca” – tak więc mam te związki artystyczne z Toruniem bardzo autentyczne. Ponadto w Toruniu odbywa się Camerimage (Międzynarodowy Festiwal Sztuki Autorów Zdjęć Filmowych – dop. red.), w którym uczestniczę od wielu lat dość regularnie i który uważam za bardzo udaną oraz ważną imprezę filmową. A poza tym Toruń szczególnie jest miastem kultury – takim mi się zawsze jawił. Bardzo mnie to pociąga, bo nie mamy zbyt wielu podobnych ośrodków w Polsce. A co to będzie za film? Bardzo trudno powiedzieć jak się jeszcze robi ostatnie dni zdjęciowe. Jestem świadom, że to się zawsze ułoży nie tak jak myślałem, tylko jakoś inaczej – albo lepiej, albo gorzej. Na pewno film jest o tym, że wyczerpał się świat materialny, że w jakiś sposób on nas zmęczył, że my o nim wiemy już prawie wszystko, a tymczasem brakuje nam jakiejś innej perspektywy – tej, którą nazywaliśmy duchową i która budowała naszą oraz inne cywilizacje, bo to było powszechne. A to jakby przez wiek pary i elektryczności – tego zachłyśnięcia się techniką i niesłychanego cywilizacyjnego zrywu, którego ludzkość dokonała pokonując choroby, głód oraz wiele nieszczęść – ten samozachwyt ludzkości nad sobą wyparł jakby poczucie nadprzyrodzoności, które jest dla mnie adekwatnym poczuciem w stosunku do rzeczywistości, w jakiej jesteśmy. Ta rzeczywistość dla mnie istnieje naprawdę, realnie i chciałbym coś o tym powiedzieć – a ile, to już nie mogę się zobowiązywać. Rzecz jest współczesna, dzieje się w takim mieście jak Toruń i dotyczy duchowości – niczego więcej. JW: Słyszałem, że gdy nagrywał Pan „Hipotezę”, to toruński most drogowy, łączący dzielnice miasta położone na dwóch brzegach Wisły, był zamknięty przez dwa dni. KZ: Nikt nie narzekał specjalnie, bo nikt się wtedy nigdzie nie spieszył, więc tak to było… JW: Czy po tylu latach w Toruniu, a także w innych miejscach, nagrywa się równie łatwo jak kiedyś – równie dobrze? KZ: Film dziś jest mniejszą atrakcją, mniejszą niezwykłością, więc siłą rzeczy musi się wpisać w taki materialny świat, w jakim żyjemy i w którym są różne ograniczenia oraz wymogi. Kiedyś mogliśmy na więcej sobie pozwolić, publiczność miała większą tolerancję. Dzisiaj musimy bardzo liczyć się z tym, komu przeszkadzamy, a przeszkadzamy wszystkim wokół – co jest naturą kina, bo jak wkracza widowisko, to normalność musi ustąpić. JW: A propos tej perspektywy duchowej, wracając do filmu „Całopalenie” – czy jego bohater odnajdzie duchowość? Czy może przez cały czas jest świadomy tej duchowości? KZ: To jest na pewno ktoś, komu nie wystarcza fakt, że w życiu społecznym i materialnym osiągnął sukces. Wcześnie go osiągnął, więc widzi, że to nie daje tej satysfakcji, na którą czasami liczyliśmy, że dopiero w innym wymiarze nasze życie nabiera większego sensu i że ciągle tego sensu musimy szukać, bo on bardzo łatwo gdzieś nam ginie z oczu. JW: A czy jest jakaś recepta jak ten sens zatrzymać? Jak być przez cały czas go świadomym? Co człowiek powinien zrobić? KZ: Nie przestawać pytać, bo ciekawość prowadzi nas do odpowiedzi – ale musimy zadawać pytania, bo jak tego nie robimy, to nie posuwamy się naprzód. JW: A jak się nie pogubić? KZ: Pilnować się cały czas i nigdy nie powiedzieć sobie, że jestem wystarczająco doskonały – zawsze mogę być lepszy. JW: A Pan, Panie Krzysztofie, stara się być lepszy? KZ: Ja wszystko robię na miarę mojego wieku, jako staruszek w podeszłym wieku – staram się jeszcze. JW: A w sensie moralnym…? KZ: Wie Pan, to mnie osądzą – w tej sprawie ja sam siebie sądzić nie mogę. Dodatkowe informacje 1. Premiera ”Całopalenia” zaplanowana jest na koniec 2026 roku. Krzysztof Zanussi wyraził nadzieję, że film zyska audiodeskrypcję. 2. Niektóre filmy Krzysztofa Zanussiego dostępne są z audiodeskrypcją w serwisach internetowych: – adapter.pl: Constans (audiodeskrypcja, napisy, Polski Język Migowy), Persona non grata (audiodeskrypcja, napisy), Życie rodzinne (audiodeskrypcja, napisy), Iluminacja (audiodeskrypcja, napisy, PJM) – Ninateka: Holden (audiodeskrypcja) – Prime Video: Rok spokojnego słońca (audiodeskrypcja) 3. Zdjęcia do artykułu pochodzą ze zbiorów statystujących w filmie: Mirosława Staniaka i Jarosława Wadycha VI. NIEWĄTPLIWIE WYJĄTKOWI IDOLE, KTÓRZY ZMIENIAJĄ ŚWIAT. TRWA OGÓLNOPOLSKI FINAŁ KONKURSU IDOL 2026 ŁK Dostępność nie powstaje sama. Za każdą zmianą stoją ludzie, organizacje i instytucje, które swoją codzienną działalnością przełamują bariery i poprawiają jakość życia osób z niepełnosprawnościami. To właśnie ich od ponad dwóch dekad wyróżnia Konkurs IDOL, organizowany przez Fundację Szansa – Jesteśmy Razem. Wśród finalistów są nauczyciele, społecznicy, dziennikarze, wolontariusze, samorządowcy, przedstawiciele instytucji kultury, organizacji pozarządowych i firm. Łączy ich wspólny cel – działania na rzecz świata bardziej dostępnego dla osób niewidomych i słabowidzących. Laureaci etapów regionalnych spotykają się w ogólnopolskim finale. O tym, kto zdobędzie tytuł IDOLA 2026, zdecydują głosujący. Ponad ćwierć wieku doceniania ludzi, którzy zmieniają rzeczywistość Historia Konkursu IDOL sięga 1999 roku. Od początku jego ideą było wyróżnianie osób, instytucji i mediów, które swoją działalnością przyczyniają się do poprawy jakości życia osób niewidomych i słabowidzących oraz promują dostępność. W kolejnych latach Konkurs stał się jednym z najbardziej rozpoznawalnych przedsięwzięć Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem. Przyznawane wyróżnienia są wyrazem uznania dla często wieloletniej, konsekwentnej pracy na rzecz osób z niepełnosprawnościami. Konkurs pełni ważną funkcję społeczną – pokazuje dobre praktyki i ludzi, którzy za nimi stoją, promuje skuteczne rozwiązania i zachęca innych do działania. Kilkaset zgłoszeń z całej Polski Po zakończeniu przyjmowania zgłoszeń kandydatury zostały zweryfikowane, a nominowani potwierdzili chęć udziału w Konkursie. Następnie we wszystkich województwach odbyło się głosowanie regionalne. Laureaci pierwszych miejsc z poszczególnych regionów awansowali do ogólnopolskiego finału. Teraz rywalizują o tytuł IDOLA 2026 w czterech kategoriach. Cztery kategorie. Jeden wspólny cel IDOL ŚRODOWISKA wyróżnia osoby, które swoją codzienną pracą wspierają osoby niewidome i słabowidzące. To m.in. społecznicy, rehabilitanci, nauczyciele, wolontariusze i osoby z niepełnosprawnością wzroku inspirujące innych swoją działalnością. IDOL MEDIA to kategoria dla dziennikarzy, redakcji i twórców, którzy podejmują tematykę niepełnosprawności wzroku, promują dostępność i zwiększają świadomość społeczną. IDOL INSTYTUCJA OTWARTA DLA NIEWIDOMYCH trafia do instytucji, organizacji i firm, które dbają o równy dostęp do usług, kultury, edukacji i informacji oraz wdrażają rozwiązania odpowiadające na potrzeby osób niewidomych i słabowidzących. IDOL ŚWIAT DLA WSZYSTKICH, A NIE JEDYNIE WYBRANYCH wyróżnia osoby, instytucje i organizacje, których działania służą budowaniu świata dostępnego dla wszystkich – niezależnie od wieku, sprawności czy indywidualnych potrzeb. Twój głos ma znaczenie O wynikach ogólnopolskiego finału zdecydują głosujący. Oddanie głosu zajmuje chwilę, a jest ważnym wyrazem uznania dla pracy finalistów. Głosowanie odbywa się na stronie idol.fundacjaszansa.org i potrwa do 17 sierpnia 2026 roku. Wielki finał podczas REHA FOR THE BLIND IN POLAND Laureatów ogólnopolskiej edycji Konkursu IDOL 2026 poznamy 15 września 2026 roku podczas inauguracji 24. edycji Międzynarodowej Konferencji REHA FOR THE BLIND IN POLAND. Uroczystość odbędzie się w Centrum Nauki Kopernik w Warszawie. Zwycięzcom wręczone zostaną charakterystyczne statuetki IDOLA, zaprojektowane przez prof. Andrzeja Dłużniewskiego. Kto w tym roku dołączy do grona ogólnopolskich IDOLI? O tym przekonamy się już we wrześniu. Tymczasem przedstawiamy finalistów – laureatów pierwszych miejsc etapów regionalnych. IDOL ŚRODOWISKA Rafał Kwapuliński (województwo śląskie) Edyta Szymczyk-Czechowicz (województwo dolnośląskie) Daniel Rupiński (województwo warmińsko-mazurskie) Dominika Feiglewicz-Penarska (województwo małopolskie) Krzysztof Kochański (województwo podlaskie) Anna Cirocka (województwo pomorskie) Helena Łukawska (województwo lubelskie) Urszula Szarek (województwo podkarpackie) Edyta Romek (województwo lubuskie) ks. dr Marcin Andrzejewski (województwo wielkopolskie) Borys Kowalczyk (województwo zachodniopomorskie) Patrycja Gancarczyk (województwo kujawsko-pomorskie) Magdalena Pelska (województwo łódzkie) Kacper Kossakowski (województwo świętokrzyskie) Małgorzata Jarosz-Basztabin (województwo opolskie) Beata Jewiarz (województwo mazowieckie) IDOL MEDIA Marta Szymik (województwo śląskie) Strona Kultura Dla Wszystkich (województwo dolnośląskie) Radio Olsztyn (województwo warmińsko-mazurskie) Łukasz Krasny z TVP Kraków (województwo małopolskie) Portal BIDON – Białostocki Informator dla Osób Niepełnosprawnych (województwo podlaskie) Trójmiasto.pl (województwo pomorskie) Dziennik Wschodni (województwo lubelskie) Polskie Radio Lublin (województwo lubelskie) Zygmunt Florczak (województwo podkarpackie) Jakub Mielcarz – Radio Zielona Góra (województwo lubuskie) TVP3 Poznań (województwo wielkopolskie) Europejski Festiwal Filmowy „Integracja Ty i Ja” (województwo zachodniopomorskie) Karolina Ratajczak (województwo kujawsko-pomorskie) Radio Łódź (województwo łódzkie) Lidia Cichecka (województwo świętokrzyskie) Monika Matuszkiewicz-Biel (województwo opolskie) Adrian Now – W Ciemno (wojództwo mazowieckie) IDOL INSTYTUCJA OTWARTA DLA NIEWIDOMYCH Galeria Sztuki Rzeczna (województwo śląskie) Teatr Kambak we Wrocławiu (województwo dolnośląskie) Teatr im. Stefana Jaracza w Olsztynie (województwo warmińsko-mazurskie) Teatr Exit (województwo małopolskie) Centrum Aktywności Społecznej w Białymstoku – Departament Urzędu Miejskiego w Białymstoku (województwo podlaskie) Marta Dzięgielewska, Fundacja RC (województwo pomorskie) Ośrodek Wsparcia i Testów przy Specjalnym Ośrodku Szkolno-Wychowawczym im. Henryka Sienkiewicza w Świdniku (województwo lubelskie) Agnieszka Dworak – Wojewódzka i Miejska Biblioteka Publiczna w Rzeszowie (województwo podkarpackie) Biblioteka Publiczna w Bytomiu Odrzańskim (województwo lubuskie) Fundacja Tenisa Stołowego Dźwiękowego (województwo wielkopolskie) Ośrodek „Koniczynka” (województwo zachodniopomorskie) Stowarzyszenie Projekt Pabianice (województwo łódzkie) Wioletta Trzęsień z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie w Kielcach (województwo świętokrzyskie) Alpakowy Kącik Radości w Lasowicach Wielkich (województwo opolskie) Canon (województwo mazowieckie) IDOL ŚWIAT DLA WSZYSTKICH, A NIE JEDYNIE WYBRANYCH Arena Katowice (województwo śląskie) Agata Roczniak (województwo dolnośląskie) Martyna Szałaj-Oleksy (województwo warmińsko-mazurskie) Rafał Pawłowski (województwo małopolskie) Podlaski Oddział Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych (województwo podlaskie) Biuro ds. Osób z Różnorodnością Funkcjonalną Politechniki Gdańskiej (województwo pomorskie) Marcin Lubczyk (województwo lubelskie) Jadwiga Jarembska i Alina Kolbusz (województwo podkarpackie) Maria Miłuch (województwo lubuskie) Caritas Archidiecezji Gnieźnieńskiej (województwo wielkopolskie) Ośrodek Wsparcia i Testów w Szczecinie (województwo zachodniopomorskie) Magdalena i Marta Wróbel (województwo kujawsko-pomorskie) Fundacja Świat Od Nowa (województwo łódzkie) Jacek Słowak (województwo świętokrzyskie) Centrum Adaptowanej Aktywności Fizycznej na Politechnice Opolskiej (województwo opolskie) Izabela Banasiak-Matusik (województwo mazowieckie) Razem tworzymy świat bardziej dostępny VII. PRAWO I ŻYCIE ULŻYĆ NIEPEŁNOSPRAWNYM ORAZ ICH OPIEKUNOM. POZNAJ DZIAŁALNOŚĆ FUNDACJI CENTRUM ŚWIĘTEGO OJCA PIO MATEUSZ BASISTA W niewielkiej Kolonce pod Łodzią Fundacja Centrum Świętego Ojca Pio tworzy przestrzeń, w której wytchnienie znajdują nie tylko osoby z niepełnosprawnościami i seniorzy, ale przede wszystkim ich opiekunowie. Dzięki wsparciu w projekcie „Włączmy się!”, realizowanym przez Fundację Szansa – Jesteśmy Razem i finansowanym przez PFRON, organizacja rozwija działania wspierające osoby z niepełnosprawnościami, seniorów i ich opiekunów. W województwach mazowieckim i łódzkim coraz więcej lokalnych inicjatyw pokazuje, że integracja społeczna może działać naprawdę – blisko ludzi i ich codziennych potrzeb. Właśnie o takich działaniach opowiadamy w naszym cyklu rozmów z grantobiorcami projektu „Włączmy się!”. W rozmowach tych chcemy pokazać przede wszystkim ludzi, doświadczenia i zmiany, które udało się wprowadzić dzięki lokalnym działaniom w ramach projektu. Oto nasi pierwsi goście: Fundacja Centrum Świętego Ojca Pio, działająca w niewielkiej miejscowości Kalonka w województwie łódzkim. Mateusz Basista: Dziękuję za przyjęcie zaproszenia. Na początek chciałbym zapytać, co skłoniło Państwa organizację do udziału w projekcie „Włączmy się!”? Proszę opowiedzieć czym zajmuje się Państwa Fundacja na co dzień i jakie działania realizuje na gruncie lokalnym? Fundacja Centrum Świętego Ojca Pio: Fundacja działa nieprzerwanie od 2024 r., prowadząc działania integracyjne, edukacyjne, kulturalne i charytatywne na rzecz mieszkańców obszarów wiejskich z terenu gminy Nowosolna – powiat łódzki wschodni, a także sąsiednich gmin i powiatów oraz społeczności miasta Łodzi. Działania te do października 2024 r. miały charakter wolontarystyczny. Wśród zrealizowanych inicjatyw znalazły się m.in. cykliczne wydarzenia, takie jak amatorski rajd pieszo-rowerowy Tour de Kalonka, Zaduszki Muzyczne, bale charytatywne, Koncerty Noworoczne oraz pikniki charytatywne na rzecz dzieci z ciężkimi, rzadkimi chorobami, które spotkały się z dużym odzewem lokalnej społeczności. W październiku 2024 r. Fundacja przekształciła się w Przedsiębiorstwo Społeczne i prowadzi w sposób ciągły Dom Dziennego Pobytu „Dobre Miejsce”, oferując wsparcie m.in. osobom z niepełnosprawnościami oraz seniorom, organizując zajęcia rozwojowe, integracyjne i terapeutyczne. Zespół Fundacji posiada bogate doświadczenie w działaniach środowiskowych, animacyjnych oraz edukacyjnych o charakterze obywatelskim. We wrześniu 2025 r. Fundacja rozpoczęła realizację programu Moc Małych Społeczności, który spotkał się z dużym uznaniem oceniających i otrzymał jedną z najwyższych not w województwie łódzkim. Z kolei program „Bez prądu, ale z siłą na Wzniesieniach – warsztaty zaradności dla lokalnej odporności” był odpowiedzią na potrzebę budowania społecznej odporności wśród mieszkańców gminy Nowosolna. W ramach tego programu zostało zrealizowane m.in. działanie dedykowane siedmiu osobom z niepełnosprawnościami. Były to dwudniowe warsztaty edukacyjno-integracyjno-survivalowe, z nocowaniem w terenie. Odbiór przez uczestników był fantastyczny. Wszyscy wyjechali zachwyceni – dla większości z nich było to pierwsze w życiu doświadczenie nocowania poza domem, bez opieki najbliższych. Uczestnicy mieli zapewnioną opiekę i asystenturę specjalistów oraz wolontariuszy. Było to bardzo ważne, także w kontekście nauki samodzielności naszych podopiecznych. Nasz kolejny program pod nazwą MMS został zrealizowany do końca listopada 2025 r. Jego założeniem było prowadzenie zajęć polisensorycznych ze Snoezelen. Był on kluczowy dla misji Fundacji, ponieważ poprzez prowadzenie sesji polisensorycznych we wzorcowej sali Snoezelen, pracownicy Fundacji mają stały kontakt z rodzicami dzieci i dorosłych o szczególnych potrzebach. Wynikiem tych rozmów są zdiagnozowane potrzeby tej grupy społecznej. Jeśli chodzi o projekt „Włączmy się!”, do udziału w nim przystąpiliśmy chcąc zaopiekować się w głównej mierze opiekunami osób zależnych – starszych, dorosłych i dzieci z niepełnosprawnościami. Prowadząc na co dzień Dom Dziennego Pobytu „Dobre Miejsce”, którego uczestnikami są osoby starsze, w większości zmagające się z chorobami wieku starczego oraz neurodegeneracyjnymi, zauważyliśmy jak bardzo ich bliscy potrzebują chwili oddechu, moderowanych spotkań w grupie osób o podobnych doświadczeniach i przestrzeni, by zrobić coś dla siebie. Identycznie wyglądała sytuacja z rodzicami dzieci z niepełnosprawnościami, których spotykaliśmy podczas imprez integrujących społeczność lokalną czy sieciujących lokalne NGO. I stale powracał ten sam wątek – brak przestrzeni wytchnienia dla opiekunów. Dlatego też nasza Fundacja podjęła decyzję o przystąpieniu do konkursu ze swoim pomysłem. W ramach naszych działań tworzymy przestrzeń wsparcia dla opiekunów poprzez cykliczne spotkania z psychologiem, wytchnienie poprzez arteterapię, profesjonalne sesje polisensoryczne w certyfikowanej sali Doświadczania Świata Snoezelen, jak również relaksację dla osób bliskich opiekunów – dzieci oraz seniorów z niepełnosprawnościami. MB: Widać jak na dłoni, że Państwa organizacja realizuje działania skierowane zarówno do osób starszych, osób z niepełnosprawnościami, jak i ich opiekunów, odpowiadając na bardzo różnorodne potrzeby lokalnej społeczności. Chciałbym skupić się jednak na projekcie realizowanym dzięki dofinansowaniu w ramach programu „Włączmy się!” Fundacji Szansa – Jesteśmy Razem. Proszę powiedzieć na czym polegają działania związane z poznawaniem świata w sali Doświadczeń Snoezelen? Jak wyglądają takie zajęcia w praktyce i jaki wpływ mają na uczestników? Proszę też opowiedzieć więcej o arteterapii – jakie formy wsparcia obejmuje i jakie efekty przynosi osobom biorącym udział w zajęciach? FCŚOP: Sala Doświadczania Świata Snoezelen to wyjątkowa przestrzeń, która poprzez światło, dźwięk, dotyk, zapach i delikatne bodźce pomaga wyciszyć lęk, napięcie i chaos – czynniki codziennie doświadczane przez osoby z niepełnosprawnościami oraz chorobami neurodegeneracyjnymi. Każdy uczestnik decyduje o tempie prowadzenia terapii, sam wybiera miejsce, w którym w danym momencie chce przebywać (kolumna świetlna, wiązka światłowodów, łóżko wodne, materac z poduszkami, basen z kulkami, pufa pod kurtyną świetlną czy namiot odosobnienia). To forma terapii wzmacniająca sprawczość jej uczestników. Dla dzieci w spektrum autyzmu jest to często jedno z niewielu miejsc, gdzie mogą poczuć się bezpiecznie, spokojnie i bez presji świata, który bywa dla nich zbyt głośny i trudny do przewidzenia. Terapia pomaga regulować emocje, poprawia koncentrację, wspiera komunikację i daje możliwość kontaktu z otoczeniem w sposób łagodny i dostosowany do indywidualnych potrzeb dziecka. Z kolei dla osób starszych z chorobami otępiennymi i neurodegeneracyjnymi, takimi jak choroba Alzheimera, Snoezelen staje się przestrzenią odzyskiwania poczucia bezpieczeństwa i spokoju. Delikatne bodźce sensoryczne pomagają zmniejszać niepokój, pobudzenie i dezorientację, a jednocześnie wspierają pamięć emocjonalną i kontakt z drugim człowiekiem. Często nawet krótka chwila wyciszenia sprawia, że senior staje się spokojniejszy, bardziej obecny i łatwiej nawiązuje relację z opiekunem lub terapeutą. Terapia polisensoryczna Snoezelen pozytywnie wpływa także na opiekunów osób zależnych. Dla nich prowadzimy relaksację poprzez trening autogenny Schultza. To moment oddechu i odzyskania siły psychicznej do dalszej codziennej opieki nad bliską osobą. Sala Snoezelen nie jest więc tylko terapią – staje się przestrzenią bezpieczeństwa, ukojenia i godności zarówno dla osoby potrzebującej wsparcia, jak i jej bliskich. Warto podkreślić, że opiekunowie osób starszych, przewlekle chorych i osób z niepełnosprawnościami bardzo często żyją w permanentnym napięciu, zmęczeniu i samotności. Codzienna odpowiedzialność za zdrowie i bezpieczeństwo bliskiej osoby sprawia, że opiekunowie z czasem odkładają własne potrzeby, emocje i odpoczynek na dalszy plan. Kolejną formą wytchnienia jest arteterapia. To ukojenie poprzez malarstwo, które daje bezpieczną przestrzeń, gdzie takie osoby mogą na chwilę przestać być „tylko opiekunem” i ponownie stać się osobą – z własnymi emocjami, wrażliwością i potrzebą wyrażania siebie. Proces tworzenia działa terapeutycznie, ponieważ obniża poziom stresu, pomaga wyciszyć natłok myśli, zmniejsza napięcie emocjonalne i daje poczucie ulgi psychicznej. W arteterapii nie chodzi bowiem o talent ani efekt końcowy, ale o możliwość zatrzymania się, odreagowania emocji i odzyskania wewnętrznej równowagi. Dla wielu opiekunów to pierwszy od dawna moment, kiedy mogą zrobić coś wyłącznie dla siebie – bez poczucia winy i ciągłego napięcia. Arteterapia pomaga również odbudowywać relacje społeczne i poczucie wspólnoty. Spotkania w grupie pokazują opiekunom, że nie są sami ze swoim zmęczeniem, lękiem czy bezradnością. Dzięki temu wraca poczucie sprawczości, siły i nadziei, które są niezbędne do tego, aby dalej z troską i miłością opiekować się bliską osobą. MB: Widać, że działania Państwa Fundacji obejmują bardzo szeroki zakres wsparcia. Podsumowując naszą rozmowę chciałbym zapytać o skalę tej działalności. Ilu osobom średnio rocznie udaje się Państwu pomóc, ile specjalistycznego sprzętu zakupiono oraz jakie środki są przeznaczane na realizację działań Fundacji? I patrząc z perspektywy Państwa doświadczeń – co warto dziś zmienić lub rozwijać, aby świat był bardziej dostępny i otwarty dla wszystkich? Jaki kierunek powinno obierać wsparcie dla osób ze szczególnymi potrzebami? FCŚOP: Z perspektywy naszych doświadczeń, aby świat był bardziej dostępny i otwarty dla wszystkich, kluczowe jest słuchanie potrzeb tych osób – i to właśnie robimy. Niestety, podejmując ten temat trzeba wspomnieć o finansowaniu. Środki przeznaczane na organizacje pozarządowe, które mają doświadczenie w pracy z osobami o szczególnych potrzebach i z ich otoczeniem są często niewystarczające. Mimo tych wyzwań radzimy sobie bardzo dobrze. Rocznie wspieramy bowiem około 60 osób – są to zarówno osoby zależne, jak i ich otoczenie. Wierzymy jednak i liczymy na to, że nasza praca zostanie dostrzeżona przez decydentów w łódzkim samorządzie, a co za tym idzie – pojawi się więcej środków, dzięki którym jeszcze większej liczbie ludzi uda się pomóc. MB: Bardzo dziękuję za poświęcony czas i życzę wielu sukcesów w działalności Fundacji. Mamy także nadzieję, że rozmowa z Państwem zainspiruje mieszkańców małych miejscowości do jeszcze głębszego dostrzegania potrzeb osób z niepełnosprawnościami oraz ich opiekunów, przyczyniając się do poprawy jakości ich życia. Operatorem projektu „Włączmy się” jest Fundacja Szansa – Jesteśmy Razem. Projekt jest współfinansowany ze środków Państwowego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych w ramach programu Moc lokalnych inicjatyw. VIII. STREFA PSYCHE PRZYZNAJ INNYM PRAWO DO ODCZUWANIA WŁASNYCH EMOCJI MARIA ENGLER Wielu ludzi na co dzień zmaga się z lękiem, niepewnością, frustracją i innymi trudnymi uczuciami, ponieważ bierze odpowiedzialność za emocje innych ludzi. Ta chęć sprawowania kontroli nad czymś, nad czym nie powinniśmy jej mieć, często staje się dużym ciężarem. Można postawić kontrargument, że przecież nasze zachowanie wywiera wpływ na samopoczucie innych ludzi. Nie chodzi jednak o to, by zupełnie nie przejmować się tym, jak wpływamy na innych. Nasza wolność kończy się bowiem tam, gdzie zaczyna się wolność drugiego człowieka. Nie powinniśmy przekraczać granic innych ludzi i w ten sposób wpływać negatywnie na ich emocje. Jeśli jednak doświadczają oni złości, rozczarowania i lęku, kiedy naszymi działaniami, w sposób niekrzywdzący nikogo, dbamy o swoje potrzeby, nie powinniśmy brać za to odpowiedzialności. Historia Agnieszki Opisaną wyżej zależność dobrze przedstawia historia Agnieszki: Agnieszka bardzo lubiła swoją pracę. Spora jej część polegała na zajmowaniu się dokumentacją i wymagała od niej skupienia. Agnieszka dzieliła pokój z Magdą. Kobiety lubiły ze sobą rozmawiać, czasem wychodziły wspólnie do kina czy na kawę. Problem polegał jednak na tym, że Magda bardzo często próbowała wciągnąć Agnieszkę w rozmowę w czasie, gdy ta starała się pracować. Ta sytuacja coraz bardziej frustrowała Agnieszkę. Nie potrafiła pracować w chaosie. Za każdym razem, gdy koleżanka zagadywała ją, uciekała jej myśl i miała poczucie, że musi zaczynać wszystko od nowa. Czasem żartobliwie zwracała koleżance uwagę. Częściej jednak próbowała wyrażać swoje niezadowolenie w sposób niewerbalny – wycofywała się, odpowiadała półsłówkami, nie odrywała wzroku od komputera. Wszystkie te działania nie przynosiły jednak skutku. Choć prywatnie Agnieszka bardzo lubiła Magdę, ta sytuacja sprawiała, że cieszyła się, gdy kobiety nie było w pracy. Któregoś dnia zwierzyła się z tego swojej siostrze Karolinie. – Dlaczego po prostu nie poprosisz jej, żeby nie przeszkadzała ci w pracy? – zapytała Karolina po wysłuchaniu Agnieszki. – Sama nie wiem. Po prostu boję się, że będzie jej przykro i atmosfera stanie się niezręczna. – A nie wydaje ci się to nielogiczne, żeby tak bardzo przejmować się emocjami innych osób, zaniedbując tym samym własne? Agnieszka długo zastanawiała się nad słowami swojej siostry. Nigdy nie myślała w ten sposób. Myślała natomiast o tym, dlaczego martwi się, że swoim postępowaniem wywoła w kimś uczucie rozczarowania, przykrości czy smutku, ale nie spędza jej snu z powiek fakt, że ona sama – osoba, o którą powinna troszczyć się co najmniej w takim samym stopniu jak o innych – doświadcza tych samych emocji. Postanowiła, że przez jakiś czas spróbuje traktować swoje emocje tak, jak do tej pory traktowała emocje innych – z szacunkiem, troską i uważnością. Pozwoliło jej to przestać podchodzić do spraw dla siebie istotnych jak do błahostek, które można ignorować, a do swojego dyskomfortu jak do czegoś, co należy „wytrzymywać”. W niebraniu odpowiedzialności za emocje innych nie chodzi o celowe i złośliwe sprawianie komuś przykrości. Jest jednak wiele sytuacji, w których zadowalamy innych kosztem siebie. To jednak nie tak, że nie możemy zrobić czegoś tylko dla kogoś. Czasem przecież planujemy spędzić spokojne popołudnie z książką w dłoni, jednak rezygnujemy z tego, by pomóc komuś bliskiemu. W takich sytuacjach priorytetem staje się dla nas dobro drugiej osoby. Najczęściej wiemy też, że ona zrobiłaby dla nas to samo. Często jednak powstrzymujemy się przed poproszeniem drugiej osoby o to, by pozwoliła nam spokojnie popracować, nie odwiedzała nas zbyt późno czy ściszyła muzykę, ponieważ chcemy ją chronić przed trudnymi emocjami. Mówimy: „Nie chcę, żeby było mu głupio”, „Nie chcę jej rozczarować”, „Nie chcę, żeby się martwił”. Co więcej, często nasze poświęcanie się dotyczy błahych spraw. Męczymy się, denerwujemy, a nasza frustracja rośnie w imię… niczego. W wielu sytuacjach dla drugiej osoby nie byłoby przecież dużym problemem ściszenie muzyki czy zaakceptowanie faktu, że nie mamy teraz czasu na rozmowę. Historia Marcina Z naszego nadmiernego brania odpowiedzialności za nieswoje emocje często korzystają osoby, dla których czyjeś granice są mało istotne oraz takie, które nie potrafią odczytywać delikatnych sugestii czy sygnałów. Tego rodzaju historia, dość podobna do historii Agnieszki, przytrafiła się Marcinowi. W czasie pandemii pracowałem w biurze sam. Pracujący w naszym budynku konserwator wyraźnie polubił spędzanie ze mną czasu. Wcześniej kończyło się na miłej wymianie zdań na korytarzu lub w progu mojego biura. Jednak z czasem mężczyzna zaczął prosić mnie o zrobienie sobie herbaty. Rozsiadał się z nią przy biurku obok i przesiadywał pół godziny bądź dłużej. Choć uważam się za sympatyczną i towarzyską osobę, to ma to swoje granice. Lubię spotkania ze znajomymi i przyjaciółmi. Chętnie poznaję też nowych ludzi. Nie jestem jednak kimś, kto regularnie rozmawia z obcymi osobami na przystanku autobusowym czy wdaje się w długie pogawędki z ekspedientkami w sklepie. W pociągu również wolę czytać i słuchać muzyki niż rozmawiać z nieznajomymi. Natomiast w biurze lubię koncentrować się na pracy, żeby nie zabierać jej do domu. Sytuacja z konserwatorem uświadomiła mi, że są osoby, które nie potrafią odczytywać wysyłanych im sygnałów. Kiedy mężczyzna pojawiał się w moich drzwiach, uprzejmie odpowiadałem na zadawane pytania, jednak sam nie inicjowałem rozmowy i nie zapraszałem go, żeby usiadł ze mną. Dość często wspominałem też, że mam dużo pracy. Zależało mi na tym, żeby mężczyzna sam zauważył, że nie mam przestrzeni na rozmowy dłuższe niż uprzejma wymiana zdań. Jestem osobą, która uważa, że nie trzeba od razu wypowiadać ciężkich słów. Może to niezbyt dobrze, ale preferuję mniej bezpośrednią komunikację. Już dawno zauważyłem, że w wielu sytuacjach to zupełnie wystarcza, a dodatkowym plusem jest ograniczenie niezręczności sytuacji. Kiedy ktoś nie czuje się podstawiony pod ścianą, może dojść do własnych wniosków. Na to właśnie liczyłem w przypadku konserwatora. Niestety, nie udawało się to. Sytuacja była dla mnie trudna również dlatego, że doskwierały mi wyrzuty sumienia, że nie podzielam pozytywnego stosunku znajomego z pracy do naszych „wspólnych” herbat i rozmów. W pewnym momencie jednak ten dyskomfort skłonił mnie do bardziej racjonalnego myślenia. Zrodził się we mnie pewnego rodzaju bunt i myśl, że jest to moje miejsce pracy i nie mam w nim obowiązku codziennego picia herbaty z innymi pracownikami budynku. To miejsce, w którym chcę skupić się na pracy i samorozwoju, a jedynym, co mnie ogranicza w zdecydowanym nazwaniu swojej potrzeby, jest nadmierna troska o emocje drugiego człowieka. W efekcie dochodzi do paradoksu – ja czuję frustrację codziennie, żeby druga osoba raz nie poczuła się niezręcznie. Nie mogę też brać odpowiedzialności za to, że nasz konserwator nie potrafi (bądź nie chce) poprawnie odczytać wysyłanych przeze mnie sygnałów. Mogę odpowiadać jedynie za własne działanie. – To co, pijemy herbatę? – zapytał kolejnego dnia i skierował się ku chwilowo wolnemu biurku mojej koleżanki. – Niestety nie – odparłem, jednocześnie akceptując i ignorując rosnące we mnie uczucie dyskomfortu. – Mam dużo pracy i nie będę mógł dotrzymać panu towarzystwa. Niestety, rzadko mam w pracy wolną przestrzeń na dłuższe przerwy. Ta odmowa była uprzejma, ale na tyle zdecydowana i konkretna, że pytanie o herbatę więcej się nie pojawiło. Dlaczego warto być wiernym samemu sobie? Bycie wiernym sobie, zwłaszcza gdy wiąże się to z niezadowoleniem innych osób, nie zawsze jest proste. Często wymaga świadomego wysiłku. Jest też związane z niepodążaniem za starymi schematami. Jednak zawsze się opłaca, ponieważ buduje zaufanie i szacunek do samego siebie. Wszystko zaczyna się od nas samych. To, jak realizujemy nasze zadania i jacy jesteśmy w stosunku do innych. To, czy nasze życie będzie dla nas pełną satysfakcji przygodą. Warto więc dbać o siebie i brać odpowiedzialność jedynie za własne emocje. Inni zaś muszą radzić sobie ze swoimi. Czasem wiąże się to z tym, że ktoś się na nas obrazi. Jednak dlaczego czyjaś uraza miałaby być ważniejsza od naszego samopoczucia? Czy to jednak nie egoizm? Niektórzy czują opór przed stawianiem granic, ponieważ wydaje się im to egoistyczne. Wielu z nas zostało wychowanych w przekonaniu, że „dobry człowiek” zawsze ustępuje, pomaga i dostosowuje się do innych, bez względu na to, jaki ponosi tego koszt. W związku z tym przez lata uczymy się tłumić własny dyskomfort i odkładać swoje potrzeby na później. Na pierwszym miejscu stawiamy zaś to, by nikt nie poczuł się urażony czy rozczarowany. Nic więc dziwnego, że kiedy zaczynamy zwracać większą uwagę na własne odczucia, pojawia się w nas niepokój i poczucie winy. Możemy też zastanawiać się, czy odmawiając postępujemy egoistycznie. Egoizm polega jednak na świadomym lekceważeniu potrzeb innych ludzi i stawianiu własnych korzyści ponad wszystko. Dbanie o siebie to coś zupełnie innego. Jego podstawą jest uznanie, że nasze uczucia, potrzeby i granice są tak samo ważne jak emocje i potrzeby drugiego człowieka. Osoba, która spokojnie komunikuje swoje oczekiwania, nie postępuje przeciwko komuś, lecz działa w zgodzie z sobą. Nie odbiera innym prawa do przeżywania i wyrażania swoich emocji. Nie bierze jednak odpowiedzialności za to co czują, o ile jej zachowanie jest uczciwe, uprzejme i nikogo niekrzywdzące. Warto pamiętać, że ustawiczne rezygnowanie z siebie w imię zadowalania innych prowadzi do frustracji, przemęczenia i narastającego żalu. Paradoksalnie ktoś, kogo głównym celem jest zadowalanie innych, zwykle wcale nie buduje zdrowych relacji. Relacje te nie opierają się bowiem na szczerości i autentyczności, lecz na poświęceniu, które prowadzi do tłumionego niezadowolenia. Nie można mówić o prawdziwej bliskości w sytuacji, gdy ktoś stale rezygnuje z własnego komfortu i udaje kogoś, kim nie jest. Zdrowa troska o siebie nie jest więc egoizmem, lecz warunkiem budowania dobrych relacji z innymi. Kiedy potrafimy szanować własne granice, pokazujemy innym, jak powinni nas traktować. Swoją postawą komunikujemy, że interesują nas wyłącznie relacje oparte na wzajemnym szacunku, a nie na jednostronnym dostosowywaniu się. Osoba, która potrafi zadbać o siebie, ma więcej przestrzeni i energii, by naprawdę troszczyć się o innych – nie z przytłaczającego poczucia obowiązku i lęku o to, że ktoś poczuje się źle, lecz z własnej woli. W niebraniu odpowiedzialności za emocje innych ludzi nie ma niczego egoistycznego, zwłaszcza jeśli pamiętamy o równowadze. Bycie wiernym sobie nie oznacza bowiem ignorowania innych, ale dostrzeganie, że również jesteśmy ważni. Kto jest odpowiedzialny za nasze uczucia? Medal ma jednak dwie strony – tak jak nie jesteśmy odpowiedzialni za niczyje uczucia, tak nikt nie jest odpowiedzialny za nasze. Często mówimy: „Wyprowadziłaś mnie z równowagi”, „Rozczarowałeś mnie” itd. W ten sposób wskazujemy kto jest „winny” naszego złego nastroju. Marshall Rosenberg, twórca komunikacji opartej na empatii, opisuje stany, które w rzeczywistości nie są autentycznymi uczuciami, lecz oceną lub interpretacją czyichś zachowań. W komunikacji empatycznej określa się je mianem uczuć rzekomych i zalicza się do nich takie odczucia jak: lekceważony, manipulowany, naciskany, niechciany, odtrącony, opuszczony, oszukany, osaczony, wykorzystany, zaniedbany, zmuszany, ignorowany, niedoceniany, sprowokowany itd. Osoba, którą oskarżymy o wywołanie w nas tych uczuć, najpewniej zacznie się bronić. W takiej sytuacji komunikacja skupi się na walce, a nie na rzeczywistym wyrażeniu siebie i dążeniu do wzajemnego zrozumienia. Uczucia rzekome zrzucają odpowiedzialność za ich odczuwanie na drugą osobę. Komunikacja empatyczna zakłada, że uczucia są dla nas informacją o naszych potrzebach. Ich zaspokojenie bądź brak zaspokojenia przekłada się na to, co w danym momencie czujemy. Wyobraźmy sobie np., że w ostatniej chwili znajomy odwołuje spotkanie. Jeśli w danym momencie towarzyszy nam potrzeba kontaktu z innymi, możemy czuć się rozczarowani. Jeśli zaś tego dnia mamy potrzebę spokoju i wyciszenia się, ta sama sytuacja może nas ucieszyć. Jesteśmy odpowiedzialni za swoje działania, uczucia i potrzeby. Mówiąc o nich w jasny sposób, mamy szansę na zaspokojenie naszych potrzeb w kontakcie z drugą osobą. To jednak my sami musimy nauczyć się zauważać je i precyzyjnie określać. Każdy człowiek może mieć inne strategie na zaspokajanie tych samych potrzeb. Nasza odpowiedzialność polega na aktywnym poszukiwaniu własnych strategii. Co to dokładnie znaczy? Jeśli w relacjach ważna jest dla nas dyskrecja, powinniśmy w jasny sposób powiedzieć o tym znajomej, która zbyt otwarcie rozmawia o naszych sprawach z innymi. Jeśli jednak nie przyniesie to oczekiwanych rezultatów, jesteśmy odpowiedzialni za poszukanie innej strategii, np. ograniczenia kontaktu z koleżanką bądź niepowierzania jej bardziej prywatnych spraw. Oczywiście inni ludzie mogą wpływać na nasze emocje poprzez swoje zachowanie. Nasza odpowiedzialność polega jednak na rozpoznaniu i nazwaniu tego co czujemy oraz na tym jak zareagujemy. Świadomość, że każdy z nas odpowiada przede wszystkim za własne emocje może przełożyć się na spokojniejsze i lżejsze życie. Kiedy przestajemy brać odpowiedzialność za to, co czują inni, stajemy się bardziej autentyczni. Ta wolność od kontroli tego, co jest poza naszą kontrolą oraz troska o własne granice stają się fundamentami dojrzałych i zdrowych relacji. Literatura: M. B. Rosenberg, Porozumienie bez przemocy. O języku serca, Warszawa 2003. J. Marchlewska, Emocje, relaks, empatia w wieku dojrzałym, Łódź 2019. KIEDY STRACH CHRONI, A KIEDY LĘK ZACZYNA PRZESZKADZAĆ? RÓŻNICA MIĘDZY STRACHEM A LĘKIEM WIKTORIA GAJ Często używamy zamiennie słów „strach” i „lęk”, kiedy chcemy powiedzieć, że czegoś się boimy. Psychologia rozróżnia jednak te dwa pojęcia. Strach to emocja, która pojawia się w naszym organizmie w odpowiedzi na zagrożenie. Aby odczuwać strach, to, czego się boimy, musi być konkretne i umiejscowione „tu i teraz”. Możemy odczuwać strach na widok pająka, którego zobaczyliśmy na swojej drodze, lub w reakcji na dźwięk kojarzący nam się z czymś niebezpiecznym. Każdy z nas mógłby zapewne wskazać wiele rzeczy wywołujących strach, jednak ważne jest, aby były one realne, a nie jedynie obecne w naszych myślach. Strach jest bowiem emocją pojawiającą się w reakcji na konkretny i rzeczywisty bodziec. Inaczej wygląda sytuacja z lękiem. Pojawia się on w odpowiedzi na coś, co jeszcze się nie dzieje lub być może nigdy się nie wydarzy. Możemy odczuwać lęk przed czymś, co w zasadzie nie musi istnieć. Nasz mózg zaczyna przewidywać wydarzenia, które nigdy nie muszą nastąpić. Wtedy pojawiają się obawy, którym trudno zapobiec, a często sami nie potrafimy dokładnie określić czego się boimy. Lęk często idzie w parze z myślami: „Coś złego się stanie”, „Na pewno coś pójdzie nie tak”, „Nie dam sobie rady”, „A co, jeśli…?”. Nie będąc jeszcze w trudnej sytuacji czujemy się tak, jakbyśmy już w niej byli. Mogą pojawić się objawy, jakbyśmy rzeczywiście przeżywali daną sytuację, mimo że w danym momencie jesteśmy bezpieczni. Nazwanie tego, czy w danej chwili odczuwamy lęk czy strach, może pomóc uświadomić sobie, czy emocje wynikają z obecnej sytuacji czy z wydarzeń, które jeszcze się nie wydarzyły i być może nigdy się nie wydarzą. Sama taka świadomość może obniżyć poziom odczuwanych emocji. Dlaczego się boję? Odczuwanie strachu i lęku jest czymś, co umożliwia nam przetrwanie. Bez emocji nie moglibyśmy żyć. Ich funkcją nie jest utrudnianie nam życia, lecz dbanie o nasze bezpieczeństwo. To właśnie dzięki tym emocjom nasi przodkowie byli w stanie przetrwać. Gdy na ich drodze pojawiało się zagrożenie, na przykład dzikie zwierzę, strach pozwalał podejmować działania zwiększające szanse na przeżycie. Dzięki tej emocji nasze zmysły się wyostrzają, stajemy się bardziej czujni, myślimy szybciej i jesteśmy bardziej skłonni do podejmowania decyzji. W takich sytuacjach organizm uruchamia jedną z trzech reakcji: walcz, uciekaj albo zastygnij. Jeśli mózg oceni zagrożenie jako możliwe do pokonania, przygotowuje organizm do walki. Serce bije szybciej, mamy więcej energii i siły, a nasze myśli skupiają się przede wszystkim na niebezpieczeństwie. Wszystkie inne sprawy schodzą na dalszy plan. Czasami, gdy się boimy, możemy odczuwać ból brzucha czy problemy trawienne. Są to mechanizmy ewolucyjne, które miały przygotować organizm do walki lub ucieczki. Wiele objawów, których doświadczamy obecnie podczas odczuwania strachu, dawniej zwiększało nasze szanse na przetrwanie. Jeśli mózg uzna, że walka byłaby zbyt ryzykowna, uruchamia mechanizmy ułatwiające ucieczkę. Jest jeszcze trzecia reakcja – zamrożenie. Pojawia się wtedy, gdy organizm ocenia, że nie ma wystarczających zasobów, aby walczyć lub uciekać. Pozostaje wtedy bezruch i nadzieja, że zagrożenie minie. Wszystkie te reakcje towarzyszą nam do dziś. Często, gdy się boimy, nie możemy usiedzieć w miejscu, mamy dużo energii, spięte mięśnie oraz wyostrzone zmysły. Możemy to zaobserwować na przykład przed ważnym wydarzeniem. Mimo że nie możemy spać, nadal mamy siłę, aby stawić mu czoła, a nasze procesy poznawcze działają sprawnie właśnie dzięki mobilizacji organizmu. Zadaniem tych wszystkich reakcji jest ochrona naszego życia. Nie da się żyć bez strachu. Co by było, gdybyśmy nie bali się złamać nogi podczas skakania ze schodów albo nie obawiali się wejścia pod jadący samochód? Strach jest niezbędny do przetrwania i często pozwala nam reagować szybciej niż zdążylibyśmy zrobić to świadomie. Podobnie jest z zamartwianiem się. Ma ono pomóc nam przewidywać potencjalne zagrożenia, aby zmniejszyć ryzyko ich wystąpienia. Choć współczesne sytuacje najczęściej nie zagrażają naszemu życiu, mózg może odbierać je właśnie w taki sposób. Egzamin czy rozmowa o pracę mogą zostać potraktowane jak walka o przetrwanie. Dlatego podczas stresu możemy odczuwać zarówno objawy psychiczne, jak i fizyczne. Po czym poznać, że mój lęk jest czymś nienaturalnym? Samo odczuwanie strachu lub lęku nie jest niczym złym. Wręcz przeciwnie – jest naturalne i potrzebne. Nawet silne emocje pojawiające się w odpowiedzi na stresującą sytuację zazwyczaj po pewnym czasie ustępują i nie są powodem do niepokoju. Problem pojawia się wtedy, gdy lęk występuje bez wyraźnej przyczyny, utrzymuje się przez długi czas i zaczyna utrudniać codzienne funkcjonowanie. Długotrwały lęk może prowadzić do ciągłego zmęczenia, problemów ze snem, trudności z koncentracją oraz nieustannego skupiania się na zagrożeniach zamiast na rzeczach, które sprawiają nam radość. Taki stan może przeciążać układ nerwowy, dlatego warto zadbać o odpowiednie sposoby radzenia sobie z lękiem. Sposoby radzenia sobie z lękiem Ćwiczenia oddechowe – wdychaj powietrze przez cztery sekundy i wydychaj przez sześć sekund. Powtarzaj to przez kilka minut każdego dnia. Ważne, aby oddech był spokojny, a wydech dłuższy od wdechu. Pozwala to aktywować układ przywspółczulny, odpowiedzialny za wyciszenie organizmu. Technika uziemienia – zwróć uwagę na pięć rzeczy, które widzisz wokół siebie, i nazwij je. Dotknij czterech rzeczy o różnej fakturze. Wsłuchaj się w trzy różne dźwięki. Powąchaj dwa zapachy. Na koniec spróbuj jednej rzeczy i skup się na jej smaku. Technika ta pomaga wrócić myślami do chwili obecnej. Trening relaksacyjny – regularne ćwiczenia relaksacyjne pomagają wyciszyć zarówno ciało, jak i umysł. W Internecie dostępnych jest wiele bezpłatnych nagrań. Nazwanie emocji – samo nazwanie tego, co aktualnie czujesz, i uświadomienie sobie skąd bierze się dana emocja, może zmniejszyć jej nasilenie. Mindfulness – technika uważności polegająca na świadomym byciu „tu i teraz”, obserwowaniu otoczenia bez oceniania. Pomocne może być skupienie uwagi na oddechu, dźwięku lub kolorze. Wsparcie społeczne – rozmowa z bliską osobą oraz pozytywne relacje z innymi ludźmi mogą zmniejszać poziom odczuwanego lęku i ułatwiać radzenie sobie z trudnymi emocjami. Aktywność fizyczna – spacer, bieganie czy taniec pomagają regulować emocje i obniżać poziom lęku. Ruch sprzyja również rozluźnieniu mięśni, które pod wpływem stresu mają tendencję do nadmiernego napięcia. Kontakt z naturą – przebywanie na świeżym powietrzu – działa kojąco na układ nerwowy. Śpiew ptaków, szum drzew, zapach kwiatów czy ciepło promieni słonecznych pomagają skupić się na chwili obecnej i zmniejszyć poziom pobudzenia. Pozytywne doświadczenia – im więcej w naszym życiu chwil, które sprawiają radość i satysfakcję, tym łatwiej radzimy sobie z trudnościami. Warto znaleźć pasję, pielęgnować relacje z ludźmi, którzy wywołują uśmiech, i regularnie wykonywać czynności dające poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Tworzenie magazynu pozytywnych emocji – nasze samopoczucie budujemy każdego dnia. To właśnie drobne, regularnie powtarzane przyjemności mogą sprawić, że będziemy lepiej oceniać swoje życie. Nie muszą to być wielkie wydarzenia. Czasem wystarczy filiżanka ulubionej herbaty, spacer, słuchanie muzyki czy chwila z bliską osobą. Tak jak dom powstaje cegła po cegle, tak samo nasze dobre samopoczucie budujemy małymi krokami. Znajdź coś, co sprawia Ci radość. Może to być słuchanie muzyki, długa kąpiel, czytanie książki czy zabawa z psem. Najważniejsze jest to, aby każdego dnia znaleźć choć chwilę na zadbanie o siebie. STAWIANIE GRANIC – OCHRONA SIEBIE CZY WYGODA? KAROLINA ANNA KASPRZAK Asertywna komunikacja umożliwia wyrażanie potrzeb. W ten sposób informujemy drugą osobę na co się zgadzamy, a co jest nieakceptowalne. Wobec braku asertywnej komunikacji ludzie mogą nas nie szanować, odnosić się w sposób lekceważący lub nawet naruszający nasze podstawowe prawa i wartości. Jasne komunikowanie, co jest w porządku, a co przekracza komfort, pozwala chronić siebie przed manipulacją ze strony innych, budować szacunek i redukować napięcie. Asertywna i otwarta komunikacja tworzy również poczucie bezpieczeństwa. Relacje z ludźmi niejednokrotnie okazują się czasem skomplikowane. Wynika to przede wszystkim z różnic osobowości, odmiennego sposobu postrzegania danych kwestii i podejmowania decyzji. Mają na nie wpływ także doświadczenia z dzieciństwa, trudności w komunikacji czy niedopasowanie potrzeb. Komuś może się zdawać, że jego relacja z kimś układa się poprawnie, natomiast druga strona będzie uważała, iż jest wprost przeciwnie. Rozbieżne odczucia dotyczące relacji najczęściej są wynikiem wspomnianego niedopasowania potrzeb, choć nie tylko. Każdy z pewnością spotkał się kiedyś z sytuacją, w której miał poczucie, iż jego zaangażowanie w relację jest jednokierunkowe. Że daje z siebie dużo, a nie otrzymuje proporcjonalnie w zamian. Strach przed ludźmi, nazywany również fobią społeczną bądź lękiem społecznym, to jedno z najczęściej występujących zaburzeń lękowych utrudniających budowanie i podtrzymywanie kontaktów. Osoba z fobią społeczną nie tylko odczuwa paraliżujący strach przed oceną ze strony innych, ale także unika interakcji oraz bliższych więzi. Taka osoba nie będzie wychodziła z inicjatywą podtrzymywania i rozwijania znajomości. Dlaczego pisząc o stawianiu granic w relacjach interpersonalnych nakreślam także to, co wpływa na jakość tychże relacji? Ponieważ bez zrozumienia skąd biorą się takie, a nie inne zachowania, nie będziemy wiedzieli, w którym momencie zaznaczyć granice i czy postawić je drugiemu człowiekowi, czy może sobie samemu? Kluczem do poprawnej i spójnej komunikacji jest bowiem nie tylko asertywność, lecz również zrozumienie mechanizmów i przyczyn konkretnych reakcji, potrzeb oraz oczekiwań ludzi, wśród których i z którymi przyszło nam żyć. Niedopasowanie i niespełnione oczekiwania Niedopasowanie potrzeb to taka sytuacja, kiedy na przykład jedna osoba chce szybko nawiązać bliższą więź, natomiast druga niekoniecznie. Obie strony mogą mieć odmienne oczekiwania dotyczące bliskości, częstotliwości komunikowania się czy wspólnego spędzania czasu. Jednej stronie może wystarczyć kontakt za pośrednictwem komunikatora społecznościowego raz na kilka dni, podczas gdy druga strona będzie potrzebowała takiego kontaktu codziennie. Aby uniknąć frustracji, poczucia osamotnienia i nieporozumień w relacji, dobrze jest otwarcie porozmawiać z drugą osobą o swoich oczekiwaniach. Często zakładamy, że znajomy czy przyjaciel domyśli się co czujemy i czego potrzebujemy, a co za tym idzie, nie uważamy za zasadne, żeby mówić mu o tym. Niewyrażanie własnych myśli, potrzeb i oczekiwań to jeden z najpoważniejszych błędów w komunikacji międzyludzkiej, z powodu którego wiele relacji zostaje zakończonych. Może zdarzyć się również tak, że będziemy zmęczeni czyjąś potrzebą ciągłego kontaktu z nami. To zupełnie naturalne, kiedy to odczuwamy. Kilka dekad temu sposoby komunikacji ograniczały się do rozmów telefonicznych i spotkań twarzą w twarz, z wyprzedzeniem zaplanowanych i umówionych. Obecnie mamy do czynienia z najróżniejszymi formami nawiązywania oraz podtrzymywania kontaktu, co daje wiele możliwości i pozwala niwelować bariery, jednakże presja związana z oczekiwaniem szybkiej odpowiedzi może być nie tylko męcząca, ale i denerwująca. Rzecz jasna – nie musimy odpisywać od razu. Aplikacje społecznościowe przyzwyczaiły nas jednak do udzielania i otrzymywania odpowiedzi jak najszybciej. Asertywne komunikowanie rozmówcy o ograniczeniach czasowych lub potrzebie odpoczynku od ekranu nie oznacza, że go lekceważymy czy zaniedbujemy. Dajemy w ten sposób sygnał, co na daną chwilę jest nam potrzebne i jednocześnie wyznaczamy granice. Stawianie granic to ochrona samego siebie. Ważne, aby było czynione z szacunkiem i empatią dla drugiego człowieka. Skierowane do rozmówcy zdanie: „Nie mam tyle czasu, żeby codziennie do ciebie pisać” jest jak najbardziej w porządku. Stanowi przykład otwartej i asertywnej komunikacji. Kontakty z ludźmi i ich podtrzymywanie jest ważne, jednak nie może odbywać się to kosztem nas samych, naszych obowiązków zawodowych, społecznych i rodzinnych, realizacji zainteresowań i pasji. Na czym tak naprawdę polega stawianie granic i czym w ogóle są granice? To osobista przestrzeń każdego człowieka pozwalająca podkreślić autonomię jednostki. Mogą dotyczyć sfery fizycznej (kiedy określamy, na jaką odległość pozwalamy zbliżać się do siebie innym) oraz sfery psychicznej, gdy komunikujemy drugiej stronie, na jakie zachowania się zgadzamy, a na które nie ma przyzwolenia z naszej strony. Niektórzy są zdania, że stawianie granic w relacjach z innymi to poniekąd „droga na skróty”, czyli nic innego, jak własna wygoda. Inni – że pomaga ono kontrolować emocje, chronić siebie i podkreśla wartość komunikacji opartej na wzajemnym zrozumieniu. Stawianie granic w relacjach zawodowych Wyznaczanie granic jest istotne dla zdrowia i samopoczucia psychicznego. Pozwala uniknąć przeciążenia i frustracji, chroni przed wypaleniem oraz poczuciem bycia wykorzystywanym. Bo stawianie granic nie tyczy się wyłącznie częstotliwości kontaktowania się za pośrednictwem komunikatorów społecznościowych. Wiąże się z wieloma sytuacjami w życiu codziennym. Mówienie „nie” jest bez wątpienia aktem odwagi, jednak warto się na nie zdobyć, aby żyć w zgodzie z samym sobą, bez ciągłego zadowalania innych kosztem własnego komfortu. Nauka stawiania granic pozwala również eliminować toksyczne zachowania. Współczesny styl życia, powiedziałabym, nakłada wręcz obowiązek wyznaczania granic. Brak ich postawienia może wiązać się z tym, że będziemy podatni na manipulację. Stawiania granic powinny uczyć się przede wszystkim osoby przejawiające w relacjach interpersonalnych postawę uległą. Nieumiejętność czynienia tego naraża na wykorzystywanie, co może przyczyniać się do przemęczenia, zniechęcenia oraz pozbawienia kontroli nad własnym życiem. Asertywna odmowa i stawianie granic są niewątpliwie najtrudniejsze w relacjach zawodowych. Każdemu zależy, aby pokazać się z jak najlepszej strony, wykazać zaangażowaniem i gotowością do działania. Jak być docenianym za pracowitość i uczynność, a jednocześnie wyznaczać granice? Warto odmawiać w rzeczowy sposób, spokojnym tonem głosu. Skupiać się na zadaniach zgodnych z zakresem obowiązków. Kiedy otrzymujemy nowe zadanie, a mamy inne priorytetowe do zrealizowania, poinformujmy przełożonego o tym fakcie i zapytajmy, które jego zdaniem ma wyższy priorytet. Zarządzanie oczekiwaniami pracodawcy to także istotny element asertywnej i otwartej komunikacji. Doświadczenia pracowników różnych szczebli pokazują, że czasem nie warto „wychylać się przed szereg” i brać na siebie zadań, które powinien wykonać ktoś inny. Może to być przyczyną późniejszych nadużyć czy nawet mobbingu. Ktoś, kto będzie wiedział, że ochoczo i z entuzjazmem wykonamy każde zadanie, nie uszanuje ani naszego czasu, ani przestrzeni. Trzeba mieć na uwadze fakt, że wyznaczanie granic to proces, który na początku może wywołać napięcie, jednak w dłuższej perspektywie buduje szacunek i zwiększa efektywność. Granice a wychowywanie dzieci Stawianie granic okazuje się dużym wyzwaniem nie tylko w relacjach z przełożonymi czy współpracownikami. Kiedy na świat przychodzi najukochańsza istota, pragniemy czynić wszystko, aby była szczęśliwa. Dbamy z największą starannością o zaspokojenie jej potrzeb, troszczymy się o jej zdrowie i tworzymy możliwości rozwoju fizycznego, intelektualnego oraz emocjonalnego. Z biegiem lat nasza pociecha niejako „testuje” nas, czyli sprawdza na ile może sobie pozwolić w danej sytuacji. Tu również niezbędne okazuje się wyznaczanie granic. Nie powinno być ono pojmowane jako stosowanie zakazów czy ograniczanie wolności. Chodzi o zapewnienie dziecku poczucia bezpieczeństwa przy jednoczesnym dawaniu poczucia sprawczości. Tak jak z biegiem lat zmieniają się metody postępowania i działania w różnych aspektach życia codziennego, tak i zmienia się sposób wychowywania dzieci. Odchodzi się od kategorycznych „nie” wyrażanych słowami: „nie wolno”, „nie biegaj”, „nie pobrudź tego”, a zastępuje je wskazówkami i instrukcjami – np. „idź wolniej”, „połóż ręcznik papierowy na ubranie, aby go nie pobrudzić”. Dzieci potrzebują przede wszystkim jasnych, czytelnych komunikatów, czyli wyjaśnienia dlaczego dane zachowanie jest niedozwolone. Istotne jest też umożliwianie doświadczania konsekwencji. Granice, w opinii specjalistów z zakresu pedagogiki opiekuńczo-wychowawczej, postrzegane są jako coś, co pozwala porządkować dziecięcy świat. Nie sposób się z tym stwierdzeniem nie zgodzić. Wyznaczając dziecku granice uczymy je odróżniania dobra od zła, właściwych zachowań od niepożądanych, a jednocześnie umożliwiamy, by zyskiwało pewność siebie, zdolność do podejmowania decyzji, a także rozwijało kompetencje społeczne, jak empatia, odpowiedzialność za siebie i innych, wrażliwość. Pozwalamy mu jednocześnie poznawać, że wszystkie emocje są ważne i potrzebne. Od czego zacząć naukę stawiania granic? Treść tego śródtytułu być może brzmi jak wskazówka dla pragnących nauczyć się języka obcego lub poszerzyć wiedzę w innej dziedzinie. Jeśli komukolwiek treść ta się właśnie tak skojarzyła, to jak najbardziej słusznie. Wyznaczanie granic w relacjach interpersonalnych to niezwykle ważna umiejętność społeczna, której opanowanie wymaga systematyczności, czasu i cierpliwości, podobnie jak w przypadku nauki języka obcego. Naukę stawiania granic warto zacząć od identyfikacji własnych potrzeb. Zastanowić się, co na dany moment sprawia największą trudność. Do czego przyczynia się lub może przyczynić nieumiejętność wyznaczania granic? Warto zacząć wprowadzać asertywną odmowę najpierw w mało istotnych sprawach, aby zbudować pewność siebie. Używać krótkich, jednoznacznych komunikatów zamiast długich wyjaśnień. Podstawą skutecznego stawiania granic jest jedna z metod komunikacji interpersonalnej – metoda FUKO, oparta na faktach, uczuciach, konsekwencjach i oczekiwaniach. Stosując ją jasno określamy swoje potrzeby powstrzymując jednocześnie agresję lub poczucie winy. Identyfikacja z własnymi emocjami jest niezbędnym narzędziem ku temu, aby opanować wyznaczanie granic w różnych sytuacjach. Kiedy uda nam się wyznaczyć granice, kolejnym krokiem powinno być ciągłe wzmacnianie. Osoby, z którymi mamy stały i systematyczny kontakt, przyzwyczajone są do określonych standardów naszych zachowań, dlatego asertywna odmowa z naszej strony może spotkać się z zaskoczeniem. Pamiętajmy, że nie jesteśmy odpowiedzialni za reakcje innych na nasze zachowania bądź decyzje. IX. KULTURA DLA WSZYSTKICH URZECZYWISTNIŁAM NIEMOŻLIWE – WYDAŁAM PŁYTĘ „RESONANCE” AGNIESZKA GAWRYCH Jak bez wykształcenia muzycznego, kontaktów i pieniędzy wysiadłam z łodzi i idąc na piechotę po tafli wody dotarłam na ląd? Początki Moja miłość do muzyki zaczęła się w tak wczesnym dzieciństwie, że nie namierzę początku fascynacji R&B, soulem, hip-hopem, popem i funkiem. Miałam kilka lat kiedy w niedzielne popołudnie babcia zabrała mnie na wizytę do przyjaciółki i w telewizji emitowano teledysk Michaela Jacksona do piosenki „They don’t care about us”. Zadziałała na mnie jak magnes. Rodzice zapisali małą 6-letnią mnie do toruńskiego dziecięco-młodzieżowego Teatru Muzycznego. Podczas letnich warsztatów taneczno-wokalnych w Gdyni od pierwszego usłyszenia zakochałam się w numerze Whitney Houston „My love is your love”, a w 1999 roku siedziałam z rodziną w salonie zahipnotyzowana transmisją jej wykonania tej piosenki podczas koncertu w Polsce. „Star” zespołu Reamonn grał mi uszach przez wiele nastoletnich lat. Moje ulubione zabawki ewoluowały zgodnie z biegiem technologicznej transformacji. Pierwszy był walkman, który dostałam na komunię, potem discman, odtwarzacz mp3 i w końcu telefon. Muzyka Alicii Keys, Indii Arie, Seli Sue i Red Hot Chilli Peppers w czasach liceum sprawiały, że całą sobą przyklejałam się do słuchawek i głośników. Uwielbiałam śpiewać, uwielbiałam uczyć się harmonii wokalnych i wymyślać własne. Strumień światła W sercu od zawsze grały mi też duchowość chrześcijańska (dziś przede wszystkim ignacjańska) i język (polski i angielski). Druga z tych miłości zaprowadziła mnie na filologię angielską na UMK. Pół etatu na studiach spędziłam w książkach, a pół w Duszpasterstwie Akademickim oo. Jezuitów po drodze szukając i znajdując przyjazne dusze do wspólnych przygód. Wiedziałam, że jeśli chodzi o kierunek studiów jestem we właściwym miejscu, ale nie miałam jasności co do mojego powołania zawodowego. Nieoczekiwanie koleżanka z Duszpasterstwa zaprosiła mnie do świeżo powstającego studenckiego zespołu muzycznego, który stworzy oprawę Akademickich Mszy Świętych w kościele Ducha Świętego w Toruniu. W tamtym czasie dużo energii inwestowałam w taniec. Nie byłam jeszcze świadoma tego, że moją pierwszą i największą miłością jest muzyka i śpiew. Odkryłam ją na nowo dzięki temu, że odważyłam się przyjąć (w moim doświadczeniu zupełnie przerastające mnie) zaproszenie do prowadzenia zespołu. Kiedy doszliśmy ze składem do końca misji, nosiłam już w sobie gorące i narastające pragnienie do tworzenia muzyki. Teksty i melodie piosenek po angielsku adresowane do mojej największej miłości – Boga – zaczęłam pisać ok. 2013 roku. To listy miłosne do Stwórcy pisane prosto z serca, opowiedziane przez pryzmat własnych doświadczeń. Po latach zaangażowania muzycznego w Kościele zmęczyło mnie śpiewanie cudzych – głównie radosnych i uwielbieniowych – tekstów religijnych, które nie zawsze współgrały z moim stanem wewnętrznym. „Praca” w uwielbieniówce potrafiła wyglądać tak, że zamiast wyśpiewywania tego co czułam, czyli wtedy często Księgi Hioba, Lamentacji czy Koheleta, dane mi było opowiadanie śpiewem Ewangelii o Zmartwychwstaniu. I jakkolwiek jest wartość mówienia o nadziei w samym środku osobistego piekła, to dostrzegłam, że tęsknię za jeszcze większą prawdą, wolnością i autentycznością. Z czasem zaczęłam się naprawdę dobrze bawić pisaniem piosenek. Kocham język angielski i jego system dźwiękowy. Do tego moja relacja z Bogiem to tak intymny temat, że do opowiedzenia o niej światu potrzebuję zasłony dymnej, dlatego wydałam „Resonance”, a nie „Rezonans”. Orbitowanie Zapragnęłam ubrać akty w muzykę, która gra mi w duszy, ale nie wiedziałam jak. Po zakończeniu 12-letniej przygody z Młodzieżowym Teatrem Muzycznym miałam na koncie liczne koncerty taneczno-wokalne i nagrania w studiu radiowym, ale słabo grałam na gitarze, nie znałam nut, ani teorii muzyki, nie skończyłam szkoły muzycznej, ani tym bardziej studiów na akademii. Brak edukacji kierunkowej równał się brakowi rozległych kontaktów. Nie miałam też szansy na odłożenie sobie z mojej humanistycznej pensji kilkudziesięciu tysięcy złotych na zatrudnienie producenta albo muzyków, wspólnie z którymi wydam płytę. Znajomi, którzy słyszeli jak śpiewam psalmy i solowe partie wokalne w trakcie Mszy, wielokrotnie sugerowali mi udział w programach typu talent show. To nie była droga dla mnie. Spaliłabym się ze stresu i wstydu – to raz, a dwa – reżyser programu mógłby próbować wywierać na mnie dowolną presję co do moich zachowań, ubioru, repertuaru itp. – i nic by to nie dało. I tak robiłabym to, co mówi mi serce i sumienie. Próby zdobycia uwagi wytwórni muzycznych też nie były dla mnie. Z tego samego powodu. Moja twórczość, moje serce nie podlegają presji, osądowi i dyskusji obcych niedoszlifowanych wnętrz. Podlega prowadzeniu, które oferuje mi: zadana rzeczywistość, natura, kultura, przyjaciele, mądrzy, życzliwi mi ludzie, chrześcijaństwo i stali spowiednicy. Chciałam tworzyć, a nie zajmować się paraterapeutycznym i duchowym wspieraniem moich współpracowników, żeby pomóc im wyostrzyć wewnętrzny wzrok i przybliżyć do rozumienia mojego przekazu. Byłaby to ogromna strata energii. Chciałam tworzyć bez cenzury i manipulacji. Podpowiadano mi także wariant zbudowania zespołu i wspólnego opracowania aranżacji do moich piosenek. Polska R&B-kiem raczej nie stoi. Wyłowienie profesjonalnych muzyków z sercem do czarnych brzmień, którzy zainwestują długie miesiące pracy za darmo, w dodatku w projekt dziewuni z Torunia, która uparła się na śpiewanie o Bogu – i to po angielsku – jawiło mi się jako misja skazana na spektakularną stratę czasu i niepowodzenie. Pozostała mi zatem decyzja o zostaniu niezależną, samorządną, jednoosobową wytwórnią muzyczną. Na zachodzie widziałam przykłady artystów, którzy nagrywali muzykę w domu i z powodzeniem wysyłali ją w świat do swoich słuchaczy. Wiele lat spędziłam w świetle przyjaciół, stałych spowiedników i terapeutów, którzy pomogli mi ukoić moje poranione serduszko, dotrzeć w pobliże centrum i zostawić toksyczne myśli usilnie przekonujące, że: mam za marny głos, piosenki są zbyt banalne, NIKT nie będzie ich słuchał, NA PEWNO mi się nie uda, wyląduję na bruku i wisienka na torcie – jest tylu wspaniałych, WYBITNYCH artystów, więc jakim prawem jeszcze ja miałabym zabierać ludziom czas na swoją twórczość. Takich hamulcowych było bardzo dużo. Brak stabilności zawodowej i marne pensje zdecydowanie nie pomagały mi w snuciu marzeń. Niemożliwe? „Bój się i rób swoje” Przeżyłam jedno wypalenie zawodowe, a potem drugie, nieustannie szukając odpowiedzi na pytanie jak uwolnić się z impasu i odfrunąć do krainy szczęścia w objęcia muzyki. Smutek i poczucie bezsensu zamieniły się w złość, a ta dała mi impet do działania. Przez rok szukałam dyspozycyjnego producenta ze świetnym warsztatem muzycznym, który będzie dobrze czuł moje ulubione gatunki i zgodzi się na stawki przewidziane w budżecie. Przeczesywałam Polskę i świat w poszukiwaniu właściwej osoby. Moje maile i wiadomości z demami, nagranymi dzięki zaangażowaniu cudownego pianisty – Marcina Chmiela, dotarły do co najmniej kilkudziesięciu odbiorców. W końcu w listopadzie 2022 roku trafiłam na Brytyjską perłę – Andiego Lowe’a. Bogu dzięki za tego człowieka. 12 aranżacji wyprodukowaliśmy zdalnie podczas sesji online. Zaufanie rodziny, przyjaciół, znajomych i obcych ludzi sprawiło, że zebrałam ponad 20 tysięcy złotych koniecznych do: opłacenia pracy producenta i post-producentów, wykupienia koniecznych subskrypcji, konsultacji graficznych, zakupu podstawowego sprzętu do nagrywania i odsłuchu, i zaadaptowania piwnicy tak, żebym bez przeszkadzania współlokatorkom mogła nagrywać wokale kiedy mam czas i możliwości (czyli głównie wieczorami i w nocy). Miliony korekt i sprawdzanie napisanych słów w słownikach, układanie harmonii, nagrywanie wokali, współprodukowanie bitów, utrzymywanie dobrego kursu postprodukcji, pozyskiwanie sponsorów, prowadzenie księgowości, wysyłanie w media społecznościowe wieści o mojej twórczości, opracowywanie grafik albumu i materiałów promocyjnych, organizowanie spotkań ze znajomymi, którym raportowałam postępy, u których szukałam porad i wsparcia realizacyjnego, organizowanie podróży do studia w Wielkiej Brytanii na czas postprodukcji, żeby przyspieszyć proces wydania płyty – to większa część kulis mojej wolontariackiej pracy z miłości do Boga, ludzi, muzyki i samej siebie. To nie mogło trwać trzy miesiące. Musiałam przecież w międzyczasie zarobić na życie i nie zwariować. Pierwsze przecieranie wszystkich szlaków było więc długim maratonem. Nie żałuję ani chwili wysiłku. Dziękuję Bogu, cudownym ludziom na mojej drodze i sobie za to, że razem stworzyliśmy ten album. Szczyt A zdobyty Mam na imię Agnieszka. Śpiewam po angielsku, dlatego przetłumaczyłam swoje, nie najłatwiejsze do wymówienia poza Polską, imię na: Neshka (czyt. Neszka). W 2024 roku w swoje 33 urodziny opublikowałam pierwszy singiel: „Transparent”, po miesiącu kolejny: „Awaken my spirit”, a w lutym 2025 – jubileuszowego – roku: „Light in the darkness”. Są (razem z płytą) dostępne na Spotify’u, YouTubie i wszystkich głównych platformach streamingowych. 3 grudnia 2025 roku wydałam na świat album „Resonance” z kompletną opowieścią ujętą w 12 piosenkach. To 46-minutowa podróż. Dawka i relaksu, i energii. Gotowa modlitwa albo przyczynek do kontemplacji, przejrzenia się w lustrze, w twarzach bliskich, nieznajomych i obliczu Stwórcy. Duchowość ignacjańska przefiltrowana przez życie młodej kobiety, która szuka miłości, prawdy, dobra, ciepła, bezpieczeństwa i odpowiedzi na swoje pytania. Słuchacze mówią, że ta muzyka ich koi, wycisza, daje nadzieję, tuli i przenosi przez lęki i trudy codzienności. Chciałabym, żeby moje teksty, głos i muzyka były jak balsam na poranione serce. Jak ramiona mamy, która tuli do siebie niespokojne niemowlę. Jak przyjaciółka, która rzuca trafiony żart, puszcza oko i mówi: „Heeeej, Dasz radę! Znowu będzie pięknie”, a Ty nabierasz poczucia, że wszystko się ułoży. Dwóch odbiorców porównało “Resonance” do muzyki Sade. Jestem za to nieskończenie wdzięczna. Wierzę i wytrwale pracuję na to, żeby zanieść mój mały wszechświat miłości do odbiorców, którzy za nim tęsknią. Trzymaj za mnie kciuki, a ja trzymam za Ciebie. Podchodzę do szczytu B Przede mną przygotowania do grania pierwszych koncertów. O datach i lokalizacjach będę meldować na Instagramie i Facebooku. Dzięki hojności rodziców moja muzyka trafiła nie tylko do sieci, ale jest też wydana na fizycznych nośnikach CD. Można ją zatem dotknąć, poczuć, obejrzeć, przekartkować booklet z tekstami i zaśpiewać razem ze mną. Pracuję nad albumem A5 z tekstami i grafiką. Spakowane pudełka prezentowe z płytami, zdjęciami, listami, kartkami, brokatem i serduszkami są w doręczeniu do moich nieocenionych mecenasów i przyjaciół, którzy wsparli mnie w realizacji projektu finansowo, recenzyjnie i zadaniowo. Od lat równolegle piszę 3 albumy. Wydałam „Resonance”. Właśnie kończę teksty i melodie do drugiej płyty: „Interference”, a piosenki do „Space” odkładam na moment, kiedy zacznę pracę nad trzecią. Marzy mi się praca wokalistki, songwriterki i koproducentki muzycznej na pełen etat. Do niej dążę. Nie wiem skąd tym razem wezmę 30 tysięcy na album „Interference”, który pragnę nagrać i opublikować tak szybko jak to możliwe, ale pierwszy wydałam na „Jezu ufam Tobie”, więc znając Szefa – wszystko jest możliwe. A ja lubię odpowiadać na Niebieskie zaproszenia i dawać z siebie maksa. Druga płyta też będzie niesamowitą bajką. To Kohelet, Habakuk i postać Abrahama; bezsens, żałoba, oczekiwanie, nadzieja i radość wbrew trudnościom zawarta w muzyce zwykłej dziewczyny ze średniej wielkości miasta w Polsce. Jeśli zechcesz poświęcić chwilę na „Resonance” to mam nadzieję, że Twój dzień stanie się lepszy, lżejszy, nabierze smaku, zapachu i koloru. Może posłuchasz jednego numeru albo całej płyty i uznasz, że na pewno, ale to na pewno wszystko będzie dobrze. Nie wiadomo jak, ale będzie. “Resonance” zaprasza słuchaczy do odkrycia motywu: czystych intencji, strapienia i pocieszenia, poczucia bycia kochanym mimo niedoskonałości, a nade wszystko doświadczenia miłości bardziej rozległej niż najdotkliwszy ból. Dziękuję, że dotrwałeś do końca tej opowieści. Życzę Ci boskiego dnia. Porfolio: https://linktr.ee/nesh.ka Moja muzyka na Spotify’u: Neshka_Spotify Moja muzyka na YouTubie: Neshka_YouTube Instagram: instagram.com/neshka.music Facebook: facebook.com/neshka.music Kontakt: neshka.music@gmail.com PIĘKNO NATURY W SŁOWIE ZAKLĘTE ANNA RÓZGA Ostatnio czytałam książkę Marii Turtschaninoff Mokradła. To opowieść o ludziach zamieszkujących gospodarstwo Nevabacka na peryferiach zachodniej Finlandii. Mieli oni niecodziennych sąsiadów – pobliskie bagna i lasy zamieszkiwały niezwykłe, pradawne stworzenia. Z jednej strony, jak wierzyli okoliczni mieszkańcy, warto było szanować bagienne bóstwa, bo wtedy pomagały one ludziom, natomiast rozeźlone czy obrażone mogły nawet zabić człowieka. Z drugiej strony – były to istoty niechrześcijańskie i władze kościelne przestrzegały przed nimi i zabraniały się z nimi kontaktować. Jednak założyciel rodu Nevabacka Matts Mattsson Rask złamał ten zakaz i miał dziecko z tajemniczą istotą z pobliskich bagien. Od tej pory niektórzy przedstawiciele jego rodziny będą w różnych pokoleniach przejawiać niezwykłe cechy czy umiejętności, jak głęboka więź z przyrodą czy zdolność leczenia ludzi i zwierząt. Posiadacze tych niesamowitych zdolności traktowani byli z podziwem, ale i niechęcią, a nawet przestrachem. Ich najbliżsi niepokoili się o ich bezpieczeństwo z obawy, że zaczarowani mieszkańcy mokradeł mogliby kiedyś upomnieć się o swoją „własność”. A zatem mamy do czynienia z lekturą niezwykle interesującą, tajemniczą, a przy tym pożyteczną. Książka przybliża znajomość fińskiego folkloru i pradawnych wierzeń oraz historię tych terenów, co pozwala lepiej zrozumieć tamtejszą mentalność. Mieszkańcy tych terenów byli bardzo pracowici i uparci w dążeniu do celu. Zmusiły ich do tego trudy życia – bieda i niezwykle mroźny klimat. Ludzi wyniszczały zarazy, nieurodzaj, głód i kolejne wojny. Ale pomimo, że wielu z nich ginęło, zawsze ktoś przeżył i budował wszystko od nowa. Żyjąc w takiej niepewności, zależnym od kaprysów natury i polityków, ludzie cieszyli się i byli wdzięczni za każde, nawet najmniejsze powodzenie i szanowali to, co mieli. Myślę, że to jest jedna z lepszych książek – napisana bardzo ładnym językiem, odpowiednio stylizowanym na lata, w których dzieje się akcja. Nawet myśli po tej lekturze układają się w piękne zwroty. Miłośnicy przyrody i pięknego słowa na pewno będą zadowoleni. Foto: Anna Rózga WIERSZE HALINA ZIARKOWSKA-BORKOWSKA Kwiaty Feerią barw kształtem formy pięknem kwitnienia rozjaśniają nastrój unoszą na skrzydłach zachwytu Ptaszek Mały szary ptaszek wzbił się nad ziemię oczarował ciszę przeniknął na wskroś swym srebrzystym śpiewem X. WIELKIE SPOTKANIE NIEWIDOMYCH, SŁABOWIDZĄCYCH I ICH BLISKICH REHA FOR THE BLIND IN POLAND Zapraszamy do Warszawy! Fundacja Szansa – Jesteśmy Razem, budująca świat otwarty dla wszystkich, zwiększa swój zasięg. Rośnie także coroczne spotkanie REHA. 35 lat temu Fundacja to kilkuosobowa grupa wolontariuszy, teraz 60 współpracowników, którzy na co dzień służą swoją pomocą. Z kolei REHA 27 lat temu to 600 gości i zaledwie 8 wystawców, a teraz…! Fascynujące jest obserwowanie zmian w dziedzinie usprawniania, udostępniania i integrowania osób niewidomych z innymi. Tak niedawno to, co dzisiaj możliwe, było nie do pomyślenia, a teraz JEST! Zapraszamy m.in. na: - Atrakcje o zróżnicowanym charakterze - 5 dni spotkań i zajęć ph.: „Świat dla wszystkich, a nie jedynie wybranych” - 4 noclegi dla ponad 800 podopiecznych Fundacji z kraju i zagranicy - Dwudniową konferencję ph.: „Widzieć więcej”: Dzień 1: część oficjalna spotkania, uroczystości rocznicowe, uhonorowanie IDOLI Fundacji, nasz Hyde Park Dzień 2: ok. 50 prelekcji w 7 blokach tematycznych - Wystawę „Accessibility EXPO 2026” - Wystawy tematyczne związane z dziedziną niwelowania skutków niepełnosprawności - Fascynujące koncerty „Mazovia Stage” - Dwa wielkie turnieje: szachowy i w układaniu kostki Rubika - Manifestację ph.: „My widzimy Was, a Wy – czy widzicie nas?” - Integracyjną grę terenową w Parku Agrykola - Spektakl „Oswoić świat” Międzypokoleniowego Teatru Wspólnoty i inne. W ramach obchodów jubileuszu 35-lecia działalności, Fundacja Szansa – Jesteśmy Razem organizuje spotkanie z osobami szukającymi wyjątkowych przeżyć i doświadczeń, w których wzrok nie ma decydującego znaczenia, lecz słuch i dotyk. Udział w konferencji i większości towarzyszących jej atrakcji jest bezpłatny!